Siergiej i Andriej: wracamy na Ukrainę, by walczyć o swój kraj

2022-03-02 10:25 aktualizacja: 2022-03-02, 10:50
Fot. MIKHAIL PALINCHAK PAP/EPA
Fot. MIKHAIL PALINCHAK PAP/EPA
Wracamy na Ukrainę, by walczyć o swój kraj. Robimy to najpierw dla swoich dzieci, by miały dobre życie, a w konsekwencji dla następnych pokoleń. Nie poddamy się – zapewniają w rozmowie z PAP Siergiej i Andriej, którzy w środę rano razem z innymi Ukraińcami czekają na dworcu autobusowym w Lublinie na autobus do ich kraju.

Na dworcu PKS w Lublinie stoi w grupie siedmiu mężczyzn z Ukrainy, którzy czekają na autobus w stronę swojego kraju. Na ziemi mają rozłożone bagaże, popijają herbatę z termosu przegryzając kiełbasą z musztardą. Z głośnika telefonu brzmi ukraińska muzyka.

Siergiej z Kowla pracuje w Polsce jako kierowca ciężarówek międzynarodowych w Wolsztynie. Wiadomość o wybuchu wojny na Ukrainie zastała go w Luksemburgu. Gdy tylko wrócił do Polski, od razu zdecydował się wracać na Ukrainę. "Wracam, żeby walczyć o ojczyznę. Nie wyobrażam sobie nic innego. W Kowlu jest moja żona i dwójka dzieci: 14-letnia córka i 19-letni syn. Oni też nie chcieli uciekać do Polski. To jest wybór każdego" – zaznacza w rozmowie z PAP.

Dodaje, że najpierw walczą dla siebie, swoich rodzin i dzieci, by miały dobre życie. "A mówiąc filozoficznie – dla następnych pokoleń. Nie poddamy się. Jak my będziemy uciekać, to wojska rosyjskie wejdą do Polski i pójdą dalej" – mówi, przeklinając pod nosem na rosyjskich żołnierzy.

Dodaje, że ma doświadczenie wojskowe, bo walczył w 2014 r. w Donbasie. Gdy się uspokoiło – jak mówi – to wyjechał do pracy w Polsce. "Teraz znowu wracam, jak jest potrzeba" – uzupełnia.

Andriej z Kijowa: przyjechałem tylko z tym małym plecakiem

Razem z innymi Ukraińcami czeka od godz. 5 na autobus na Ukrainę. Wcześniej dotarli tu pociągiem z Warszawy, gdzie spotkali swojego rodaka Andrieja, który również wraca na Ukrainę bronić swojego kraju.

Andriej pochodzi z Kijowa, ale od roku pracował w Izraelu jako inżynier elektronik. "Przyjechałem tylko z tym małym plecakiem" – wskazuje Ukrainiec pociągając dym z papierosa. Precyzuje, że podróżował najpierw samolotem z Tel Awiwu do Brukseli, a potem przyleciał do Polski.

"W pociągu z Warszawy do Lublina przyjechało 22 mężczyzn z Ukrainy, którzy wracają do swojego kraju, by walczyć. Była tez jedna kobieta. Pytaliśmy się, po co wraca. Odpowiedziała, że 'tak trzeba'. Na PKP się rozstaliśmy, bo każdy zmierzał w inną stronę Ukrainy" – opowiada Andriej, który jest oficerem wojskowym.

Odnosząc się do opinii na temat prezydenta Ukrainy, Siergiej przyznał, że sam na niego nie głosował, ale jest pod wrażeniem jego aktualnej postawy. "Teraz jest taki czas, że nie możemy się kłócić, musimy być razem" – podkreśla.

W środę od rana hala dworca autobusowego w Lublinie jest wypełniona Ukraińcami

Zapytany o to, co wiozą w bagażach na Ukrainę pokazuje, czekolady, słodycze, orzeszki dla dzieci, jak również polską kiełbasę. "W całej Unii Europejskiej nie ma takiej kiełbasy, jak w Polsce" – podkreśla.

W środę od rana hala dworca autobusowego w Lublinie jest wypełniona Ukraińcami, głównie matkami z dziećmi, które oczekują na bliskich lub na dalszy transport. 18-latki Maria i Nadia przyjechały do Polski z Tarnopola spędzając w drodze jedenaście godzin. Na Ukrainie studiowały technologię budownictwa. Teraz zmierzają do znajomych w Czechach. "Wszyscy uciekali i my też - ze strachu przed wojną. Bardzo się martwimy, bo na Ukrainie zostali nasi rodzice i rodzeństwo" – mówią zmęczone podróżą Ukrainki.

Od rozpoczęcia agresji Rosji na Ukrainę, lubelskie przejścia graniczne z Ukrainą przekroczyło około 240 tys. osób, z czego 45 tys. minionej doby.(PAP)

Autorka: Gabriela Bogaczyk

dsk/