Bujak: w 2019 r. wzrost PKB w Polsce wyniesie 3,7 proc.

2018-05-09 13:15 aktualizacja: 2018-09-26, 17:08
Oddział Banku PKO BP. Fot. PAP/Radek Pietruszka
Oddział Banku PKO BP. Fot. PAP/Radek Pietruszka
Wzrost PKB w Polsce utrzyma się w tym roku na poziomie 4,6 proc., a w 2019 r. nasza gospodarka spowolni do 3,7 proc. - to naturalne, trudno byłoby utrzymać tak zawrotne, jak na nasze możliwości, tempo wzrostu - powiedział PAP główny ekonomista PKO BP Piotr Bujak.

PAP: Kierowany przez Pana zespół analiz ekonomicznych PKO BP zwyciężył w rankingu prognoz makroekonomicznych dla Polski w 2017 r. według Consensus Economics. Co decyduje o trafności prognoz gospodarczych?

Piotr Bujak: Ważny jest warsztat formalny, tzn. umiejętność budowania modeli odwzorowujących zachowanie gospodarki. Ważnymi narzędziami są więc ekonometria, statystyka, matematyka. To porządkuje myślenie o gospodarce, wprowadza rygor analityczny. Bez tego nie da się systematycznie, dobrze analizować gospodarki i tworzyć trafnych prognoz. Ale to nie wystarcza. Ważna jest również szeroka wiedza o gospodarce i wieloletnie doświadczenie codziennej obserwacji gospodarki i rynków finansowych. Daje to swego rodzaju wyczucie i umiejętność właściwego skorygowania modeli. To jest - według mnie - recepta na prognozy, które okazują się najmniej błędne.

Precyzyjne prognozowanie rzeczywistości społeczno-ekonomicznej, która jest bardzo złożona, jest niezwykle trudne. Bardziej chodzi o to, by się jak najmniej mylić niż, żeby idealnie trafiać. Podsumowując, recepta na trafne prognozy to trochę nauka i rzemiosło, a trochę sztuka. Na razie nasze prognozy są dla polskiej gospodarki pozostają optymistyczne.

PAP: Potwierdzają to instytucje międzynarodowe, np. Komisja Europejska, która niedawno podwyższyła prognozę wzrostu gospodarczego dla Polski do 4,3 proc.

P.B.: Jeszcze pół roku temu nasza prognoza dotycząca wzrostu gospodarczego w tym roku na poziomie 4,6 proc. - czyli dokładnie takim samym, co w zeszłym roku - była najwyższa na rynku. Teraz są już wyższe, a konsensus jest niewiele niższy.

Wiele instytucji, takich jak Komisja Europejska czy Bank Światowy podniosło prognozy w pobliże tego poziomu, który my od dłuższego czasu prognozujemy. Uważamy, że ten wysoki wzrost powinien się utrzymać w tym roku - mimo pewnych oznak, że gospodarka traci nieco impetu, tj. gospodarka strefy euro, światowa a wraz z nią nasza. W kolejnych latach będzie trochę słabiej. Ale to jest naturalne, biorąc pod uwagę, że nie da się długo rosnąć w tempie przekraczającym nasze naturalne możliwości.

PAP: A jakie są naturalne możliwości polskiej gospodarki?

P.B.: Nasze naturalne możliwości wyznaczane tzw. potencjalnym wzrostem to 3 proc., a maksymalnie 3,5 proc. W zeszłym roku polska gospodarka wzrosła natomiast aż o 4,6 proc., a w tym roku - według naszej prognozy - ponownie wzrośnie o 4,6 proc. W kolejnych latach trudno byłoby utrzymać takie zawrotne, jak na nasze możliwości, tempo wzrostu. Sądzimy, że polska gospodarka spowolni umiarkowanie do 3,7 proc. w 2019 roku.

PAP: Jak ocenia pan poziom inwestycji w Polsce?

P.B.: Inwestycje będą, naszym zdaniem, mocniejsze. Szczególnie w dalszej części 2018 roku spodziewamy się stopniowego ożywienia aktywności inwestycyjnej. Szczyt tempa wzrostu inwestycji przypadnie na ten rok. W kolejnych latach dynamika inwestycji będzie nieco niższa - choć nadal będą one solidnie rosły.

Głównie będą to inwestycje publiczne, co wiąże się z cyklem wykorzystania środków unijnych. Absorbcja tych funduszy będzie stopniowo rosła. Ale w przypadku Polski, jak obserwowaliśmy w przeszłości, inwestycje prywatne mocno się wiązały z inwestycjami publicznymi. Wzrost aktywności inwestycyjnej w sektorze publicznym, razem z innymi czynnikami, w tym działaniami podejmowanymi przez rząd spowoduje, że inwestycje prywatne też będą mocniej rosły.

PAP: Nasza gospodarka jest powiązana ze światowymi rynkami, które przecież podlegają zewnętrznym zagrożeniom.

P.B.: Tak, dlatego stajemy się w prognozach coraz bardziej ostrożni. Zakładamy, że osłabienie wzrostu w globalnej gospodarce, w tym w strefie euro, będzie negatywnie wpływać na tempo wzrostu polskiej gospodarki w kolejnych latach.

Jesteśmy z każdym rokiem w coraz większym stopniu częścią globalnej gospodarki. Będziemy zatem odczuwać wstrząsy na światowych rynkach finansowych i spowalnianie globalnego wzrostu gospodarczego. Na to się musimy przygotować, z tym się musimy liczyć. (PAP)

autor: Magdalena Jarco

TEMATY: