Była megagwiazdą lat 70. Zapadła na glejaka mózgu. Autorka książki o Irenie Jarockiej o ostatnich miesiącach jej życia

2022-10-19 13:25 aktualizacja: 2022-10-27, 09:51
Irena Jarocka. Fot. PAP/Janusz Uklejewski
Irena Jarocka. Fot. PAP/Janusz Uklejewski
Choroba wykryta w sierpniu 2011 roku zabrała ją pięć miesięcy później, 21 stycznia 2012 roku. Glejak mózgu… Operację przeprowadzono w dniu jej 65. urodzin. Irena nie walczyła - o piosenkarce Irenie Jarockiej opowiada Mariola Pryzwan. Jej książka "Irena Jarocka o sobie" w środę ukazała się nakładem wydawnictwa "SZELEST".

PAP.PL: Irena Jarocka pochodziła z ubogiej rodziny, ale mimo trudnej sytuacji - czy może dzięki niej - udało jej się zrobić wielką karierę. 

Mariola Pryzwan: - Irena Jarocka nie miała łatwego dzieciństwa. Pochodziła z biednej rodziny, w której przez większość lat pracował tylko ojciec. Matka była ciężko chora. Irena jako najstarsza z rodzeństwa (miała trzech braci), matkowała im. Jaroccy byli religijną rodziną. Wiara w Boga była dla Ireny bardzo istotna przez całe życie. Bieda i trudne warunki bytowe nauczyły ją pokonywania przeciwności losu i radzenia sobie w różnych sytuacjach. Nauczyły też wytrwałości, pokory, pracowitości i skromności.

Irena Jarocka. Fot.  PAP

Irena od dziecka była nieśmiała, miała wiele kompleksów. W późniejszych latach zastanawiała się, jak to się stało, że pokonała swoje słabości i osiągnęła tak wiele w życiu.

PAP.PL: Talent muzyczny Ireny odkryła matka. Marzyła, by córka została piosenkarką.

M.P.: To ona inspirowała córkę i zachęcała do nauki śpiewu. Zapisała ją do chóru przy katedrze oliwskiej w Gdańsku. Zaprowadziła do profesor Haliny Mickiewiczówny – znanej na Wybrzeżu śpiewaczki – z prośbą, by przesłuchała Irenkę. I tak Irena Jarocka trafiła do Państwowej Średniej Szkoły Muzycznej. Potem, również za namową mamy, zdała do Studia Piosenki przy Polskim Radiu w Gdańsku. Wanda Jarocka, która sama pięknie śpiewała, marzyła o tym, żeby jej córka została piosenkarką. Irena była szczęśliwa, że mogła spełnić to marzenie. Uwielbiała matkę. Były najlepszymi przyjaciółkami.

PAP.PL: Szybko złapała "bakcyla sceny". 

Irena Jarocka. Fot. PAP/Janusz Uklejewski

M.P.: Scena fascynowała ją od dzieciństwa. Występowała w jasełkach w teatrze amatorskim przy katedrze w Gdańsku-Oliwie. Myślała nawet o aktorstwie, co po części spełniło się w jej dorosłym życiu, gdy zagrała w filmie „Motylem jestem, czyli romans 40-latka”, a później w teatrze w Waszyngtonie w sztuce Mrożka „Piękny widok”. Katolickie Koło Dramatyczne przy katedrze oliwskiej, potem gdańskie Studio Piosenki i występy w Zespole Estradowym Marynarki Wojennej Flotylla były pierwszymi doświadczeniami scenicznymi Ireny Jarockiej. 

PAP.PL: Artystka podkreślała, że karierę zagraniczną może osiągnąć "zaledwie garstka gwiazd" i potrzebne jest "nie tylko szczęście do kompozytorów". Co zdecydowało o tym, że to właśnie Jarockiej udała się ta trudna sztuka?

Irena Jarocka. Fot. PAP/CAF/Mariusz Szyperko

M.P.: Tu nie ma reguł. Zapewne dużą rolę odegrała znajomość rynku muzycznego producentów płyt, upodobania zagranicznych menadżerów oraz repertuar Ireny Jarockiej. Myślę, że istotny był też urok osobisty piosenkarki, jej wdzięk i uroda. Poza tym była zdolna i pracowita. I jeszcze jedna ważna rzecz, która w tamtych czasach było rzadkością. Irena znała języki obce: francuski, rosyjski, niemiecki, a potem także angielski.

PAP.PL: Apogeum jej kariery przypada na lata 70. i 80. Czy czuła się „pupilką władzy ludowej”?

Irena Jarocka. Fot. PAP/CAF/Stefan Kraszewski

M.P.: Widziała różnice między życiem w Polsce a np. we Francji czy Niemczech Zachodnich. Widziała, co jest tam, a czego tu nie ma, ale mówiła o tamtych czasach, że artyści nie powinni narzekać, bo byli doceniani a nawet hołubieni przez władze. Kiedy w wywiadach pytano ją, czy czuła się pupilką władzy ludowej, odpowiadała, że wielu polityków, działaczy i dyrektorów wielkich fabryk zabiegało o jej względy. Komplementowano ją, kokietowano, marzono o wspólnych zdjęciach i osobistej dedykacji… Gdy w telewizji były programy, do których trzeba było zaprosić ulubioną piosenkarkę, zapraszano właśnie Irenę Jarocką. W połowie lat 70. była megagwiazdą.

Artystka miała również doświadczenia aktorskie, zagrała u Jerzego Gruzy. Jak trafiła na plan? 

Irena Jarocka. Fot. PAP/Ireneusz Radkiewicz

M.P.: Zagrała główną rolę obok Andrzeja Kopiczyńskiego w filmie Jerzego Gruzy „Motylem jestem, czyli romans 40-latka”. Gdy spytałam reżysera, dlaczego wybrał właśnie Irenę Jarocką, odpowiedział mi, że zaproponował rolę najpopularniejszej wówczas w Polsce piosenkarce. To była nie tylko przygoda i udany debiut, ale także ważne doświadczenie zawodowe. Praca na planie i wszystkie wskazówki reżysera, choreografa oraz aktorów, wzbogaciły warsztat Ireny Jarockiej.

PAP.PL: Czy zabiegała o ponowny występ? Można mówić o niespełnionej ambicji artystki?

Od tamtej pory zaczęła poszerzać repertuar o utwory trudniejsze, wymagające głębszej interpretacji, jak np. utwór Brela „Ne me quitte pas” („Nie opuszczaj mnie”). Po udanej roli w filmie Gruzy otrzymała propozycję zagrania polskiej dziennikarki w kryminalnym filmie radzieckim. Niestety terminy zdjęć pokrywały się z jej wcześniejszymi zobowiązaniami. Była piosenkarką i to było ważniejsze niż praca w kolejnym filmie. Trochę żałowała, że straciła kolejne doświadczenie, ale, jak to ona, stwierdziła, że pewnie tak miało być.

PAP.PL: Jarocka w 1990 r. wyjechała do Stanów Zjednoczonych w związku z karierą męża Michała Sobolewskiego. To musiała być dla niej trudna decyzja.

Irena Jarocka. Fot. PAP/Tomasz Gzell

M.P.: Irena Jarocka miała w życiu dwa priorytety: rodzinę i śpiew. Miała to szczęście, że udało jej się łączyć te sprawy. Szczęśliwe życie prywatne bardzo wpływało na jej pracę. Czuła się spełniona i jako kobieta, i jako artystka. Powtarzała, że wyjazd do Stanów Zjednoczonych za mężem nie był poświęceniem z jej strony. Uważała go za naturalną kolej rzeczy. W Polsce Irena Jarocka robiła karierę, a mąż zajmował się domem i wychowaniem ich córeczki. Kiedy otrzymał świetną pracę w Ameryce, role się odwróciły. On zaczął robić karierę naukową. Irena twierdziła, że skoro wybrała rodzinę i chce, aby ona się nie rozpadła, musi zostać w Stanach Zjednoczonych i dostosować się do tamtejszego życia. Nie było to proste i nie przyszło od razu. Dużo na ten temat można przeczytać w książce. 

PAP.PL: Piosenkarka podkreślała, że jest pogodzona z przemijaniem i upływem czasu. Gdy zapadła na glejaka mózgu, zaakceptowała chorobę. Jak wyglądały ostatnie miesiące jej życia? 

Irena Jarocka. Fot. PAP/Barbara Ostrowska

M.P.: Irena Jarocka nie ukrywała swego wieku. Nie wstydziła się zmarszczek, wciąż czuła się młodo i miała mnóstwo planów. Mówiła, że żyje tak, jakby życie miało trwać wiecznie. Choroba wykryta w sierpniu 2011 roku zabrała ją pięć miesięcy później, 21 stycznia 2012 roku. Glejak mózgu… Operację przeprowadzono w dniu jej 65. urodzin. Irena nie walczyła. Nie chciała nawet operacji. Zgodziła się na nią na prośbę męża. Zaakceptowała swój stan. Pogodziła się z tym, że co ma być, to będzie.

PAP.PL: W tym roku mija dokładnie dziesięć lat od śmierci artystki. Czy młode pokolenie zna jej twórczość?

M.P.: Piosenki Ireny Jarockiej przetrwały próbę czasu. Nadal są chętnie słuchane i śpiewane zarówno przez starszych, jak i młodszych. Młode pokolenie nawet zna niektóre teksty. Od kilku lat w Wapnie organizowana jest Ireniada – Regionalny Festiwal Piosenki Polskiej im. Ireny Jarockiej. Od 2021 roku w Gdańsku odbywa się Festiwal Ireny Jarockiej. Młodzi wykonawcy śpiewają piosenki artystki. Często są to wykonania różniące się od pierwowzoru, nieraz bardzo współczesne. Słyszałam o młodych dziewczętach, które poznały i polubiły Jarocką po przeczytaniu książki o niej. A książek ukazało się kilka. Cały czas wydawane są także płyty artystki.

Pomnik Ireny Jarockiej w Gdańsku-Oliwie. Fot. PAP/Adam Warżawa

Irena Jarocka ma park swego imienia w Warszawie na Białołęce i skwer w Gdańsku-Oliwie – dwóch miastach, które najbardziej kochała. Są pomniki piosenkarki w Gdańsku, Bydgoszczy i Międzyzdrojach. O to, by pamięć o artystce wciąż żyła, dba Fundacja Ireny Jarockiej, której prezesem jest mąż piosenkarki Michał Sobolewski. (PAP)

Rozmawiała Klaudia Grzywacz

js/