Argentyńscy fani królują przed meczem z Islandią
Kilka godzin przed meczem piłkarskiego mundialu z Islandią w Moskwie kibice reprezentacji Argentyny opanowali tereny wokół stadionu Spartaka. „Vamos, vamos Argentina” – roznosi się głośnym echem po dzielnicy Tuszyno.
„Vamos, vamos Argentina. Vamos, vamos a ganar” (naprzód, naprzód Argentyno, idźmy do zwycięstwa) – krzyczeli kibice z Ameryki Południowej, stojący, a właściwie podskakujący obok sąsiadującego ze stadionem pomnika Spartakusa.
Mecz obu zespołów w grupie D, sędziowany przez Szymona Marciniaka, rozpocznie się o godz. 15 polskiego czasu. Bramy obiektu są otwierane trzy godziny wcześniej, więc do tej pory kibice musieli czekać pod stadionem. Ale nie narzekali – przeciwnie, zabawa trwała w najlepsze.
„Gdzie oni są? Nigdzie ich nie widać. Pewnie przyjadą razem w większych grupach” – zastanawiał się jeden z argentyńskich fanów, mając na myśli kibiców z Islandii.
Rzeczywiście, w południe w okolicach stadionu Spartaka można było odnieść wrażenie, że tutaj zagra tylko jeden zespół – Argentyna.
„La ilusion que me condena” (w luźnym tłumaczeniu: „iluzja, która mnie skazuje” lub „nadzieja, na którą jestem skazany”) – takiej treści transparent zawiesili kibice z miasta Iisidro Casanova na bramie przed stadionem. W barwach Argentyny, z jednej strony z widocznym Lionelem Messim (jeszcze nigdy nie zdobył mistrzostwa świata), a z drugiej – z wizerunkiem Pucharu Świata. Na dole widniał podpis: Juan, Alma i Matias.
Efektownego transparentu pilnowało dwóch młodych mężczyzn. „To rekwizyt naszych kolegów, którzy chodzą gdzieś wokół stadionu. My akurat przybyliśmy do Moskwy z Mar del Plata” – wytłumaczyli.
Ci z fanów, którzy nie śpiewali i nie tańczyli, chętnie dzielili się opiniami z licznymi dziennikarzami, robiącymi z nimi sondy uliczne.
„Typuję zwycięstwo Argentyny 2:0, choć spodziewam się ciężkiej przeprawy. Islandia dobrze się broni. Wiem, że wczoraj Ronaldo strzelił trzy gole, ale dzisiaj Messiemu trudno będzie to powtórzyć” – powiedział Felipe, ubrany w koszulkę Argentyny.
Około 40-letni mężczyzna okazał się być… Kolumbijczykiem, który ożenił się z Argentynką z Bunos Aires o imieniu Adriana (stała obok niego, również w koszulce Argentyny). Oboje mieszkają w Miami. Na mundialu chcą być na różnych meczach, m.in. rodaków Felipe z Polską 24 czerwca w Kazaniu.
„Ciekawe starcie, ale na razie jeszcze o nim nie myślę, bo najważniejsze jest zacząć dobrze turniej. Pierwsze mecze, dla Kolumbii (z Japonią – PAP) i dla Polski (z Senegalem – PAP), będą kluczowe” – stwierdził Felipe. I trudno mu odmówić racji.
Pytani o przewidywaną frekwencję na trybunach, fani z Argentyny mówili, że może być ich nawet ok. 10 tysięcy. „Na mundialu w Brazylii na niektórych meczach stawialiśmy się w sile 30 tysięcy” – podkreślił jeden z nich.
Nie wiadomo na razie, czy Argentyńczycy poradzą sobie na boisku z debiutującymi na mundialu ambitnymi Islandczykami, ale jednego mogą być pewni – na trybunach będą mieć tego dnia ogromne wsparcie.
Z Moskwy - Maciej Białek (PAP)
bia/ af/