Planowano kontynuację kultowego "Bodyguarda". Wystąpić miała... księżna Diana

2022-11-25 18:23 aktualizacja: 2022-11-25, 18:44
Plakat filmu "The Bodyguard", fot. materiały dystrybutora
Plakat filmu "The Bodyguard", fot. materiały dystrybutora
Choć na ekrany kin trafił 30 lat temu, do dziś jest chętnie oglądany przez rzeszę wiernych fanów. Co ciekawe, za prawdziwy cud należy uznać to, że „Bodyguard” powstał. Scenariusz tego filmu odrzucano bowiem aż 67 razy i tylko upór Kevina Costnera sprawił, że w końcu znaleźli się chętni do wyłożenia pieniędzy na realizację tego projektu. To także on wpadł na pomysł obsadzenia w roli głównej Whitney Houston i niemal zmusił ją do zagrania w tym filmie.

Aż 16 lat. Tak długo scenarzysta Lawrence Kasdan czekał na to, aż ktoś zrealizuje napisanego przez niego „Bodyguarda”. Nie czekał jednak z założonymi rękami. Przedstawiał swój projekt kolejnym filmowcom i ciągle słyszał, że to nie ma potencjału. Osobą, która w końcu dostrzegła potencjał tej historii, był Kevin Costner. Scenariusz tak mu się spodobał, że postanowił zagrać główną rolę i zostać jednym z producentów filmu. To on zadecydował o ostatecznym kształcie kasowego hitu i o obsadzeniu Whitney Houston w roli Rachel Marron.

Pomysł z zatrudnieniem popularnej wokalistki był świetny, ale jego realizacja okazała się skomplikowana. Houston z przyjęciem tej propozycji zwlekała bowiem aż dwa lata. „Kazałam mu zbyt długo czekać. Myślę, że to działało mu na nerwy. Zadzwonił pewnego dnia i powiedział: 'Słuchaj, zrobisz ze mną ten film czy nie?'. Powiedziałam mu o swoich obawach. Powtarzałam: 'Boję się. Nie chcę tam wyjść i ponieść porażki, nie chcę upaść'. Na co on odparł, że obiecuje mi, że do tego nie dopuści. I tak też uczynił” – wspomniała w 1993 roku Houston.

To Costner poprosił Dolly Parton o możliwość nagrania covera "I Will Always Love You" 

O tym, że Costner zrobił wszystko, by Houston świetnie wypadła w swoim filmowym debiucie, świadczy jeden fakt. Dolly Parton po latach wyznała, że to właśnie on zwrócił się do niej z prośbą o możliwość nagrania na potrzeby filmu coveru jej utworu „I Will Always Love You”. Wybór tej piosenki też był pomysłem Costnera - sama Houston chciała nagrać nową wersję piosenki „What Becomes of the Brokenhearted” Jimmy'ego Ruffina. Aktor nie tylko przekonał wokalistkę do swojego pomysłu, ale też zaproponował, by ta piękna miłosna ballada rozpoczynała się wstępem a capella. „Potrzebowałem tego wstępu, śpiewanego bez muzyki, ponieważ to pokazywało, jak bardzo podoba się jej ten facet” – uzasadniał swoją decyzję.

Kiedy po licznych perturbacjach „Bodyguard” w końcu trafił na ekrany, z miejsca stał się hitem. Uwielbienie, jakim darzyli ten film widzowie, skłoniło jego twórców do planów nakręcenia kontynuacji. Tym razem jednak bohaterką nie miała być wielka gwiazda estrady, ale... Królowa Ludzkich Serc, czyli księżna Diana. Po latach w rozmowie z „New York Post" Kevin Costner wyznał, że na kilka miesięcy przed śmiercią Diany negocjował jej udział w filmie, którego fabuła miała luźno nawiązywać do jej życia. „Może w pewnym momencie moje życie w końcu zacznie należeć do mnie. Śmiało, pracuj nad scenariuszem, a gdy będzie gotowy, będę naprawdę w dobrym miejscu w swoim życiu” – usłyszał w odpowiedzi na tę propozycję aktor. Jak wyznał, drugi szkic scenariusza otrzymał trzy dni przed jej tragiczną śmiercią. Nigdy go nie ujawnił.

„Bodyguard” odniósł ogromny sukces - w samych tylko Stanach Zjednoczonych zarobił 122 miliony dolarów. Krytycy nie zostawili jednak na nim suchej nitki, a ukoronowaniem całej serii negatywnych recenzji było siedem nominacji do Złotych Malin. Jednak ani złośliwości krytyków filmowych, ani wyliczanki słabych stron tego filmu nie odebrały mu fanów. Dziś „Bodyguard” ma status filmu kultowego, a dla wielu ludzi także symbolicznego. Ten wymiar zaczęto podkreślać jeszcze przed tragiczną śmiercią Whitney Houston, gdy jasne było już, że piosenkarka nie radzi sobie z uzależnieniem. To podobieństwo losów gwiazdy i bohaterki filmu dostrzegał też sam Costner. „Uratowałem ją wtedy, powinienem był ja uratować i teraz” - powiedział po śmierci Houston. Na pogrzebie artystki powiedział, że od samego początku przeczuwał, że to ona będzie sercem tego filmu. „Wielu czołowych aktorów mogło zagrać tę rolę, ale ty, Whitney, naprawdę wierzę, że byłeś jedyną osobą, która mogła zagrać Rachel Marron”. (PAP Life)

js/