Europosłowie o nowym PE: czeka nas niespotykana dotychczas frakcyjność

2019-03-04, 11:47 aktualizacja: 2019-03-04, 12:05
Fot.PAP/M.Zińczuk
Fot.PAP/M.Zińczuk
Wybory do Parlamentu Europejskiego będą wielką batalią eurosceptyków i euroentuzjastów, a nowy PE będzie cechować niespotykana dotychczas frakcyjność. Będzie wiec to wyzwanie dla nowych posłów, by osiągać konsensus polityczny. Takie opinie padały w piątek podczas debaty serwisu Europarlament.pap.pl, z udziałem europosłów: Bogusława Liberadzkiego (SLD), Ryszarda Czarneckiego (PiS), Jan Olbrychta (PO) i Krzysztofa Hetmana (PSL).

Jak będzie wyglądał Parlament Europejski po majowych wyborach? Czy czeka  wyraźna polaryzacja sił na euroentuzjastów i eurosceptyków, a nawet antyeuropejczyków? Czy grozi to paraliżem prac zgromadzenia i licznymi sporami politycznymi - takie pytania postawił przed europosłami moderator Mateusz Kicka.
 
Zdaniem Ryszarda Czarneckiego, prognozy wskazują, że w PE nastąpi większa niż kiedykolwiek fragmentaryzacja. „Jak to zmieni Parlament Europejski? Nastąpi przesunięcie w stronę eurosceptycyzmu, który nie tylko prawicowe ma imię” – mówił Czarnecki.

„Nigdy w historii UE nie było takiej liczby posłów szczególnie patrzących na ręce Brukseli; fragmentaryzacja będzie faktem, a to powinno zmusić nas wszystkich, liderów frakcji politycznych, do stworzenia konsensusu politycznego” – podkreślił europoseł PiS. Jego zdaniem ze względu na to, że Europejska Partia Ludowa oraz Socjaliści i Demokraci prawdopodobnie nie będą mieć większości, można też spodziewać się "mocnego zwrotu w lewo", który będzie polegał na tym, że będą oni szukać koalicjantów znajdujących się po lewej stronie sceny politycznej.

Bogusław Liberadzki ocenił, że aby osiągnąć konsensus, strony sporu powinny przynajmniej starać się zmierzać wzajemnie w swoim kierunku. „Nie widziałem tego po stronie przedstawicieli PiS kiedy głosowano nad drugą kadencją Donalda Tuska na stanowisko szefa Rady Europejskiej” – zwrócił się do Czarneckiego.

Liberadzki podkreślił, że w Parlamencie Europejskim pracuje się myśląc o Europie w globalnym kontekście i tam pochodzenie partyjne powinno być mniej istotne. Zaznaczył, że trzeba rozróżnić pojęcie eurosceptyków i antyeuropejczyków. „Jeśli konkluzją wystąpień niektórych posłów jest zdanie, że UE powinna upaść, to to nie jest eurosceptycyzm” – podkreślił. „Pamiętajmy, że jesteśmy wspólnotą małych, drobnych państw, które samodzielnie są bardzo słabe w stosunku do USA, Chin czy Rosji; może z wyłączeniem Niemiec i Francji. Jako wspólnota możemy bronić naszych interesów. To jest istota. Konsensus to gotowość obu stron do dochodzenia do kompromisów i gotowość do zaakceptowania decyzji większości” – powiedział Liberadzki.
 
Jan Olbrycht argumentował, że te wybory będą pierwszym starciem sił proeuropejskich i całą resztą, „która się różni w odcieniach”. „To będzie wielka batalia, to już dziś widać w różnych krajach; będzie to bój o kierunek europejski i antyeuropejski. To, co się dzieje wokół brexitu, pokazuje, że spadają nastroje antyeuropejskie. Jeżeli nie ma radykalnych nastrojów antyunijnych, w sensie nawoływania do rozbicia UE, ta batalia będzie między tymi, którzy chcą być proeuropejscy i tymi, którzy nie są proeuropejscy” – tłumaczył Olbrycht.
 
Jak dodał, prognozowane rozdrobnienie polityczne w nowym PE będzie wymuszać koalicyjność. „A skoro koalicyjność, to szukanie stron debaty. Trudno wyobrazić sobie koalicję środowisk pro- i antyeuropejskich” - mówił.

W opinii Krzysztofa Hetmana „te podziały są bardziej skomplikowane”. Według niego w PE w wielu grupach zasiadają posłowie, których łączą idee polityczne i są w jednej frakcji politycznej. Ale gdy przychodzi do głosowania, kierują się interesem swojego kraju – co jest zrozumiałe. „Mnie eurorealizm wcale nie martwi, bo widziałem go w różnych grupach” - mówił. Jak zaznaczył, w Holandii, Niemczech czy we Francji – wielu politykom „włączył się eurorealizm”, objawiający się np. batalią o nowe uprawnienia do kontrolowania pracowników delegowanych. „Jeśli tego eurorealizmu będzie więcej – nie mam nic przeciwko temu” – podkreślił.

„Gorzej z eurosceptycyzmem: trzeba sobie zadać pytanie, co ten eurosceptycyzm oznacza; według mnie oznacza rozmontowywanie UE. Nie mam nic przeciwko eurorealizmowi, on już jest. Ale chciałbym, by był nacechowany proerupejskością. Obawiam się eurosceptycyzmu, bo to może spowodować straty dla Polski” – podsumował.

Najnowsza prognoza zaprezentowana w piątek przez służby prasowe PE wskazuje, że zmieni się podział mandatów w PE. Największa obecnie Grupa Europejskiej Partii Ludowej (Chrześcijańscy Demokraci/EPL) może utracić nawet 36 mandatów. Według przewidywań, straty poniesie też druga obecnie siłą w PE: Grupa Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów - utraci aż 51 mandatów.

Sondaże przeprowadzane są przy założeniu, że brexit dochodzi do skutku i w PE nie ma europosłów brytyjskich. W tej sytuacji trzecią siłą w PE przestają być Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy (EKR), którzy według obecnej prognozy mogą liczyć na 46 miejsc w PE. To oznacza ubytek 29 mandatów. Zwolnione przez EKR miejsce na "podium" zajmuje grupa Porozumienia Liberałów i Demokratów na rzecz Europy (ALDE), której prognozy dają 75 miejsc - o siedem więcej niż obecnie.

Na duży zysk - w postaci 22 dodatkowych mandatów - może liczyć Grupa Europa Narodów i Wolności (ENW), skupiająca posłów partii skrajnie prawicowych i eurosceptycznych. Ta frakcja, według sondaży, będzie miała 59 europosłów.

ktt/ woj/