Czarzasty: decyzja o formie startu w wyborach parlamentarnych zapadnie w SLD w referendum

2019-05-23 07:41 aktualizacja: 2019-05-23, 07:46
Przewodniczący SLD Włodzimierz Czarzasty. Fot. PAP/Jacek Bednarczyk
Przewodniczący SLD Włodzimierz Czarzasty. Fot. PAP/Jacek Bednarczyk
Decyzja o formie startu Sojuszu Lewicy Demokratycznej w wyborach parlamentarnych zapadnie po wyborach europejskich, poprzez referendum wśród wszystkich członków partii - zapowiada w rozmowie z PAP lider SLD Włodzimierz Czarzasty.

Przyznaje, że obecne różnice w poparciu między Koalicją Europejską a PiS "są na poziomie 1-2 procent", a "wydźwięk wygranej, jak i porażki dla obu komitetów będzie olbrzymi".

PAP: Nie ma pan obaw, że wejście SLD do Koalicji Europejskiej grozi tożsamości ideowej partii?

Włodzimierz Czarzasty: Absolutnie się nie boję utraty tożsamości, tak jak nie boi się utraty tożsamości Grzegorz Schetyna albo Władysław Kosiniak-Kamysz. Rozmawiamy przecież o silnych partiach. SLD to 23 tysiące członków, to są struktury w 340 powiatach w Polsce, to jest druga liczba prezydentów miast w Polsce po Platformie Obywatelskiej. Mamy więcej prezydentów miast od PiS czy PSL. To jest tożsamość wprowadzenia Polski do UE, dania Polsce konstytucji, tożsamość nazwisk takich jak prezydent dwóch kadencji Aleksander Kwaśniewski i czterech byłych premierów, z których trzech startuje z list Koalicji Europejskiej.

PAP: Ale jesteście też poza parlamentem. A na scenie politycznej jest kilka ugrupowań, które odwołują się do programu lewicowego - Razem, Wiosna Roberta Biedronia. Mogą w świadomości społecznej zająć wasze miejsce.

W.C.: Po pierwsze okres poza parlamentem się kończy. Przez cztery lata SLD tożsamości nie stracił. Co więcej, mieliśmy czwarty wynik w wyborach samorządowych w Polsce, za PiS, PO i PSL. Kukiz'15 był za nami, podobnie jak wszystkie inne partie. Skoro partia, której nie ma w parlamencie robi czwarty wynik, to raczej nie świadczy o utracie tożsamości, tylko świadczy o sile tej tożsamości. O tożsamość bym się absolutnie nie bał. Jeśli chodzi o pozostałe partie lewicowe, szanujemy je wszystkie. Z Partią Razem współpracujemy, poszli inną drogą, wybrali komitet Lewica Razem, trzymam za nich kciuki. Zieloni, Inicjatywa Feministyczna, SdPl i WiR są z nami w Koalicji Europejskiej. Co do pana Biedronia, to nie wiem jaka to jest partia. Myślę że są dwa rodzaje populizmu w Polsce. Jeden jest mocno prawicowy i reprezentuje go w wielu momentach PiS. Mówią najpierw, że nie ma pieniędzy na niepełnosprawnych, potem że są pieniądze na niepełnosprawnych, w końcu się okazało, że tak naprawdę ich nie ma, bo z tej propozycji zaczęli się wycofywać. No i jest populizm progresywny, który moim zdaniem uprawia pan Biedroń. Polega on na obiecywaniu wszystkiego wszystkim, bez wskazania źródeł finansowania. Jeśli ktoś przedstawia program za bilion złotych i nie wskazuje źródeł finansowania, nie chce podnoszenia podatków, to pytanie skąd te pieniądze się wezmą. Ale nie chcę pana Biedronia ruszać, bo widzę, że jest jakiś problem z wyjaśnieniem sytuacji molestowania w podległym mu domu kultury w Słupsku, a także z finansowaniem jego partii.

PAP: Czy dopuszcza pan, że w wyborach parlamentarnych wystartujecie w podobnej formule?

W.C.: Co do formy startu do parlamentu polskiego decyzja zapadnie w drodze referendum, w którym wezmą udział wszystkie członkinie i członkowie SLD. 23 tysiące ludzi będzie głosowało, w jakiej formie ich partia będzie szła do wyborów. Dyskusję na ten temat rozpoczniemy dzień po wyborach do Parlamentu Europejskiego. Ani kierownictwo, ani Rada Krajowa nie podejmowało w tej sprawie żadnej decyzji, bo wszystko jest otwarte.

PAP: Rozumiem, że trwałość koalicji zwanej dziś europejską zależy od wyniku wyborów do PE. Jeśli wygracie, przetrwa, jeśli nie, pewnie się rozpadnie...

W.C.: Dla mnie w tej chwili najważniejsze jest to, by Koalicja Europejska osiągnęła świetny wynik. Walczymy o każdy głos. Uważam, że Polkom i Polakom trzeba dać jasny sygnał, żeby nie marnowali żadnego głosu. To jest bowiem rozgrywka o przyszłość Unii Europejskiej i przyszłość Polski. Gra o naprawdę najwyższą stawkę, bo to pięciolecie to będzie decyzja o tym, dokąd pójdzie Unia Europejska, a także jakie będzie w niej miejsce Polski. Poza tym wybory odbywają się na pół roku przed wyborami do parlamentu polskiego. Dlatego trzeba prosić elektorat, by do tych wyborów poważnie podszedł. Decyzję co do przyszłości będziemy podejmowali po wyborach europarlamentarnych i na razie nie namówi mnie pan na przewidywania, co będzie i jak będzie. Nie ma sensu przewidywać. Będziemy mieli wynik wyborów, będziemy decydowali.

PAP: Czyli będzie zależeć od wyniku?

W.C.: To będzie decyzja gremiów statutowych pięciu partii. U mnie to będzie decyzja, która zapadnie w referendum, to zresztą chyba jedyna partia, która tak podejmie tę decyzję. Na wszystko w polityce musi przyjść czas.

PAP: Ale pan ma chyba jakiś pogląd w tej sprawie?

W.C.: Tak, ale przedstawię go po wyborach.

PAP: Jaki wynik wyborczy uzna pan za sukces?

W.C.: Jak najlepszy. Zaraz po wywiadzie z panem jadę w teren, wszyscy liderzy mają po kilkanaście spotkań w różnych powiatach. Walczymy o wynik. Myślę, że różnice między PiS, a Koalicją Europejską są na poziomie 1-2 procent. Wydźwięk wygranej będzie olbrzymi, podobnie jak przegranej. Dla obu komitetów, zarówno dla PiS, jak i dla Koalicji Europejskiej.

PAP: Kto w ogóle wymyślił formułę Koalicji Europejskiej?

W.C.: Zaczęło się od apelu Włodzimierza Cimoszewicz na łamach "Gazety Wyborczej", by stworzyć koalicję europejską na wybory europejskie i konstytucyjną na wybory parlamentarne. Potem było spotkanie i apel byłych premierów oraz ministrów spraw zagranicznych. Partie albo przystępowały do tej idei, albo nie. SLD zdecydował się współtworzyć Koalicję Europejską, ponieważ trzech z byłych premierów wywodziło się z Sojuszu. W kolejności alfabetycznej: Marek Belka, Włodzimierz Cimoszewicz i Leszek Miller. Trudno, żebym nie odpowiadał na wezwanie premierów, wywodzących się z naszego środowiska, którym zresztą już dwa lata temu sam zaproponowałem start do Parlamentu Europejskiego z naszych list.

PAP: Partia akceptuje start z list KE?

W.C.: Na Radzie Krajowej wynik był 81 do 3. To oznacza, że partia była praktycznie jednomyślna.

PAP: Skoro nie chce pan mówić o tej konkretnej sytuacji, to zapytam ogólne. Mówi pan na spotkaniach wyborczych, że się różnicie, ale tak się różnicie, że potraficie się dogadać. Ale czy w wyborach do parlamentu krajowego, bardziej niż do europejskiego takie różnice ideowe mają jednak znaczenie i utrudniają współpracę, bo ludzie jednak wolą głosować na wyraziste ugrupowania.

W.C.: Nie utrudniają. Są przykłady w historii, gdzie współpracowały ze sobą różne strony w ważnych sprawach i był świetny wynik. Przykładem jest choćby Okrągły Stół. Wtedy w imię bezkrwawej transformacji mogła się porozumieć "Solidarność" z PZPR.

PAP: Ale Okrągły Stół prowadził do wyborów, które były jednak konfrontacyjne...

W.C.: Ale sam Okrągły Stół nie był konfrontacyjny - PZPR, "Solidarność" i Kościół porozumiały się. A drugi taki moment miał miejsce, gdy wprowadzaliśmy Polskę do UE. Wszystkie rozsądne siły, lewicowe i prawicowe, a także Kościół, wezwały do udziału w referendum i głosowania za Unią Europejską. W Niemczech na przykład udało się stworzyć wielką koalicję, co uznaje się za ich mądrość. Nie szukajmy mądrości za granicą, bo Polacy są mądrzy i potrafią stworzyć koalicję w Polsce. I to się nazywa Koalicja Europejska.

PAP: To co pan mówi potwierdza, że takie porozumienia udają się tylko w nadzwyczajnych okolicznościach. A ja pytam o "zwyczajne" wybory parlamentarne.

W.C.: Cenię PAP za obiektywizm. Na rozmowę o wyborach parlamentarnych umówimy się w poniedziałek. Teraz są wybory do Parlamentu Europejskiego. A każdy z europosłów wybranych z list KE pójdzie do swojego klubu. My pójdziemy do socjalistów i demokratów, PSL i PO do Europejskiej Partii Ludowej, Nowoczesna do liberałów, a Zieloni do Zielonych. To jest uczciwe podejście i otwarcie o tym mówimy.

PAP: Skoro nie wiadomo, czy Koalicja Europejska będzie powtórzona w wyborach parlamentarnych, czy wyobraża pan sobie alternatywny scenariusz. Na przykład porozumienie wszystkich partii lewicowych - SLD, Razem, Wiosny.

W.C.: Ja sobie wszystko wyobrażam. Tylko zacznę to sobie wyobrażać od poniedziałku. Do poniedziałku wyobrażam sobie silny wynik Koalicji Europejskiej i tylko tym się zajmuję. Od poniedziałku zacznę się zajmować wyborami parlamentarnymi.

PAP: Jak pan ocenia kampanię Koalicji Europejskiej. Można ją było lepiej poprowadzić?

W.C.: Zawsze można lepiej poprowadzić kampanię, ale ona trwa nadal. W dużym stopniu są to indywidualne kampanie, elementami wspólnymi są konwencje, podczas których, jak pan widział, mówimy jak bracia i siostry, przedstawiamy wspólny program. Ale kandydaci są z różnych partii. SLD jest autorem sposobu myślenia, że to jest jedność w różnorodności. Nie będę głosił poglądów z kotwicą katolicką, a po Grzegorzu Schetynie nie spodziewam się głoszenia czegoś z naszego programu, co mu nie odpowiada. Odpowiadam po pierwsze za Koalicję Europejską jako jedną piątą tej koalicji, a po drugie odpowiadam za trzy jedynki, trzy dwójki, sześć trójek i jedną czwórkę na listach. To jest moja odpowiedzialność.

Rozmawiał Piotr Śmiłowicz (PAP)

pś/ godl/