Alternatywy 4 - PRL w krzywym zwierciadle

2019-11-30 12:08 aktualizacja: 2019-11-30, 12:08
Stanisław Bareja. Fot. PAP/Witold Rozmysłowicz
Stanisław Bareja. Fot. PAP/Witold Rozmysłowicz
Gospodarz domu Stanisław Anioł, jego żona Miećka, Balcerek, docent Furman, dźwigowy Kotek - doskonale pamiętamy postaci z "Alternatywy 4". Ten 9-odcinkowy serial po raz pierwszy był wyemitowany w 1986 roku, a pierwszy odcinek widzowie zobaczyli 30 listopada.

Serial "Alternatywy 4" Stanisław Bareja zaczął kręcić w 1981 r. Zanim poznali go widzowie, przeleżał parę lat na półce.

PRL-owska rzeczywistość w krzywym zwierciadle, satyra na narodowe przywary, posunięta czasem aż do surrealizmu - oto cechy charakterystyczne dla tej produkcji. Emisji (w wersji okrojonej przez cenzurę) "Alternatywy 4" doczekały się dopiero na przełomie 1986 i 1987 roku, zyskując ogromną sympatię widzów. Kolejne emisje serialu gromadziły każdorazowo rzesze sympatyków przed telewizorami.

"Staszek Bareja jest historykiem PRL-u" - mówiła o reżyserze Bożena Dykiel, odtwórczyni roli Mietki Aniołowej.

W serialu zagrali m.in. Roman Wilhelmi, Wojciech Pokora, Kazimierz Kaczor, Zofia Czerwińska, Bożena Dykiel, Ewa Ziętek, Witold Pyrkosz, Stanisława Celińska, Jerzy Bończak, Janusz Gajos. "To, że się lubiliśmy, to widać. I to do dzisiaj. Poza tym, był tam zestaw bardzo dobrych aktorów. Każdy był takim, którego warto było naśladować, podglądać. A poza tym charakterologicznie to byli wspaniali ludzie, dowcipni. Dlatego na planie było miło. A o tamtych czasach, myślę, że nie warto wspominać" - mówił PAP Life Kazimierz Kaczor.

W serialu, jak w krzywym zwierciadle, odbijała się cała PRL-owska rzeczywistość. A ta wcale nie była tak różowa. Sposób funkcjonowania spółdzielni mieszkaniowej, bolączki dnia codziennego, pomysłowość Polaków w radzeniu sobie np. z małym metrażem, brakiem ogrzewania - to śmieszyło, bo było wszystkim bliskie i dobrze znane.

Sława aktorów serialu miała też swoją kontynuację w życiu codziennym. Kazimierz Kaczor, serialowy dźwigowy Kotek, przyznał, że zdobył legalnie papiery na... operatora dźwigu. "Taki był wtedy obyczaj, zaproszono mnie z końcem lat 80. na spotkanie aktora z załogą. Zostałem zaproszony do Huty Stalowa Wola. Pojechałem więc do tej Stalowej Woli, zostałem tam miło przyjęty" - opowiadał PAP Life Kaczor.

"Oni akurat mieli przerwę śniadaniową. I mówią mi tak: +proszę pana, tu jest załoga, mają chwilę czasu, ja pana zapytam, niech pan mówi prawdę. Czy pan naprawdę prowadził tego Colesa?+ Ja mówię: +tak+. A czy pan umie obsłużyć ten dźwig?+ Ja mówię: +tak+. +I pan go obsługiwał na filmie?+ +Tak+. +Proszę bardzo: niech pan przeniesie ten ciężar stąd tu+. Było to jakieś 300 kg, taki specjalny ciężarek z uchem. Ustawiłem ramię tego dźwigu no i +pyk+, zaczepiłem i wolniutko, bo wolniutko, bo się bałem, przeniosłem" - opowiada.

Na koniec całego wydarzenia, gdy robotnicy przekonali się, że Kaczor rzeczywiście umie obsługiwać dźwig, nie tylko jeździć, ale i przenosić ciężary, główny inżynier wręczył aktorowi dyplom kierowcy i operatora dźwigu Coles 30. "I z huty Stalowa Wola dostałem taki papierek!" - mówił Kaczor z dumą. (PAP Life)

dki/ jbr/

TEMATY: