Działacz „Solidarności Walczącej”: Mateusz Morawiecki brał udział we wrocławskiej manifestacji 1982 r.

2020-02-14 21:41 aktualizacja: 2020-02-15, 13:53
Dopiero po latach dowiedziałem się, że podczas manifestacji mieliśmy ochraniać Mateusza Morawieckiego; Kornel wtedy ukrywał się przed SB, ale wiedział o zaangażowaniu syna. W tamtym czasie nie dziwił nas udział młodych w demonstracjach – mówi PAP Andrzej Wawrzeń, wrocławski działacz „Solidarności Walczącej”.

Andrzej Wawrzeń, działacz „Solidarności Walczącej” od lipca 1982 r., był drukarzem w jednym z podziemnych wydawnictw. Z obawy przed dekonspiracją całej struktury kolportażu czasopism otrzymał zakaz udziału we wrocławskiej demonstracji 31 sierpnia 1982 r. Nadzorująca działanie wydawnictw „SW” Barbara Sarapuk wyraziła jednak zgodę na udział drukarzy, ale jedynie pod warunkiem, który brzmiał: „Z narażeniem własnego życia będziemy ochraniać młodego chłopaka”. Andrzej Wawrzeń podkreśla, że wówczas nie wiedział, kim jest czternastolatek, którego mieli chronić. „Dopiero po latach dowiedziałem się, że z narażeniem własnego zdrowia i życia mieliśmy ochraniać Mateusza Morawieckiego. Ukrywający się wtedy przed SB Kornel nie był obecny na tego typu protestach, ale wiedział o zaangażowaniu syna. W tamtym czasie nie dziwił nas udział młodych w demonstracjach. Jeden z moich kolegów za kolportaż ulotek trafił do więzienia w wieku szesnastu lat” – tłumaczy.

W miniony poniedziałek premier Mateusz Morawiecki w siedzibie Muzeum Katyńskiego udzielił wywiadu dwóm blogerom – Stefanowi Tompsonowi i Patrickowi Neyowi. Tematami rozmowy były m.in. najnowsza historia Polski, polityka historyczna oraz działalność obecnego szefa rządu w szeregach opozycji antykomunistycznej, zwłaszcza w założonej przez jego ojca Kornela Morawieckiego „Solidarności Walczącej”. Mateusz Morawiecki stwierdził, że brał udział w odbywających się we Wrocławiu manifestacjach. „Wiele razy rzucałem koktajlami Mołotowa. Razem z kolegami za komuny naszym celem były nyski milicyjne i armatki z zimną wodą, które pacyfikowały strajki. To był nasz główny cel” – powiedział w wywiadzie.

Obecny rzecznik Stowarzyszenia „Solidarność Walcząca”, matematyk prof. Andrzej Kisielewicz, w rozmowie z PAP przyznaje, że udział młodych w manifestacjach we Wrocławiu był wówczas powszechny. „Podczas wszystkich protestów zwracała uwagę wielka liczba młodych demonstrantów. Pamiętam młodych ludzi oczekujących na początek demonstracji z butelkami z benzyną i ze zgromadzonymi kostkami brukowymi. Wśród nich były dziewczyny w wieku czternastu lat. Młodzi byli najbardziej bojowi, ogromnie przeżywali to swoje powstanie” – wyjaśnia. Zwraca też uwagę, że we współczesnej pamięci historycznej ten aspekt wydarzeń okresu stanu wojennego jest często pomijany.

Piotr Medoń, działacz „Solidarności Walczącej”, wspomina toczone wówczas dyskusje na temat udziału młodych w ryzykownych działaniach tej organizacji. Zaznacza, że przywódca „SW” Kornel Morawiecki podchodził krytycznie do przyjmowania zbyt młodych do jego formacji. Dodaje jednak, że Mateusz Morawiecki, podobnie jak inni przedstawiciele najmłodszego pokolenia członków „Solidarności Walczącej”, skupiał się w tamtym czasie na wykonywaniu poleceń starszych działaczy.

Wydarzenia z 31 sierpnia 1982 r. były największym wystąpieniem działającej w warunkach konspiracji „Solidarności”. Z apelem o jej zorganizowanie w drugą rocznicę podpisania Porozumień Gdańskich zwróciła się do struktur związkowych pod koniec lipca 1982 r. Tymczasowa Komisja Koordynacyjna NSZZ „Solidarność”. We Wrocławiu wezwanie to zostało wzmocnione akcjami powstającej wtedy „Solidarności Walczącej” pod przywództwem Kornela Morawieckiego. Jak zauważa dr Grzegorz Waligóra z Instytutu Pamięci Narodowej, działacze „SW” uważali, że opór społeczny musi mieć charakter radykalny. „W założeniach Kornela Morawieckiego i innych przywódców +SW+ ważnym celem miało być stawianie czynnego oporu, m.in. przez organizowanie manifestacji antykomunistycznych w kolejne miesięcznice wprowadzenia stanu wojennego” – opowiada historyk. W rozmowie z PAP przypomina, że pierwsza tego rodzaju demonstracja odbyła się już 13 czerwca 1982 r., a więc jeszcze przed formalnym powołaniem „Solidarności Walczącej”.

Planowane manifestacje zgodnie z wezwaniem TKK NSZZ „S” miały mieć oficjalnie charakter pokojowy i przebiegać pod hasłem „przywrócenia działalności NSZZ +Solidarność+”, uwolnienia internowanych, aresztowanych i skazanych, zawarcia porozumienia narodowego”. Mimo to we Wrocławiu i w pozostałych miastach zakładano, że demonstracje zostaną jednak zaatakowane przez siły milicji. Prognozy te bowiem potwierdzały wcześniejsze ataki na manifestacje organizowane przez regionalne struktury „S”, związane z rocznicami strajków 1980 r. Odbyły się one 16 sierpnia w Warszawie, 18 sierpnia w Szczecinie i Elblągu, 20 sierpnia w podwarszawskim Ursusie, 26 sierpnia we Wrocławiu, 27 sierpnia w Łodzi, 29 sierpnia w Jastrzębiu i 30 sierpnia ponownie w Szczecinie. Wszystkie zostały spacyfikowane przez oddziały ZOMO, a część ich uczestników zatrzymano.

Podziemie solidarnościowe świadome tych doświadczeń przed manifestacjami z 31 sierpnia mobilizowało się, przygotowując nie tylko flagi, transparenty, ulotki i plakaty, ale również środki do walki z milicją, m.in. butelki z substancjami zapalającymi, kolczatki niszczące opony, smary spowalniające poruszanie się milicyjnych pojazdów itp.

Do masowych wystąpień planowanych przez „Solidarność” na 31 sierpnia przygotowywały się również władze państwowe. Prof. Andrzej Paczkowski w książce „Wojna polsko-jaruzelska” podkreśla, że władze komunistyczne zamierzały użyć nie tylko sił milicyjnych, lecz i wojska. „Do asystencji w działaniach pacyfikacyjnych wyznaczono kilkadziesiąt jednostek wojskowych, odwołano do koszar wszystkie te, które wykonywały prace produkcyjne lub brały udział w akcji żniwnej, utrzymywane nadal bataliony manewrowe i odwodowe oraz pododdziały specjalne miały być w gotowości wejścia do akcji w ciągu dwóch godzin od otrzymania rozkazu” – pisze historyk. 30 sierpnia na posiedzeniu Sekretariatu KC PZPR, poświęconemu wyłącznie mającym nastąpić manifestacjom, minister obrony narodowej gen. Florian Siwicki oświadczył, że siły zbrojne postawiono w stan najwyższej dyspozycyjności.

Do największych demonstracji doszło w Warszawie, Gdańsku, we Wrocławiu, w Nowej Hucie oraz na Górnym Śląsku i w Zagłębiu Miedziowym. Jak wspomina jeden z najmłodszych działaczy „Solidarności Walczącej”, Mariusz Mieszkalski, wielkie wrażenie zrobiła na nim liczba protestujących na ulicach Wrocławia: „Nigdy nie widziałem tylu demonstrujących. Były to dziesiątki tysięcy w wielu punktach miasta. Demonstracja miała rozpocząć się o godz. 16, ale już po 14 na ówczesnym placu Czerwonym trwały walki” – mówi w rozmowie z PAP. Dodaje, że z perspektywy demonstranta trudno było dokładnie ocenić przebieg wydarzeń, bo manifestacje łączyły się, a następnie były rozbijane przez ZOMO. „Miałem piętnaście lat i wielkie wrażenie robiła na mnie nie tylko liczba demonstrantów, ale również ich determinacja” – opowiada.

Wyjątkową zaciętość walk ulicznych prowadzonych we Wrocławiu potwierdzają nie tylko relacje uczestników, ale również dokumenty organów bezpieczeństwa. Zachowane raporty z demonstracji 31 sierpnia 1982 r. opisują używanie przez manifestujących tzw. koktajli Mołotowa oraz innych, często niezwykle pomysłowych, środków obrony. W jednym z dokumentów podsumowujących wydarzenia tamtego dnia kierownik sztabu Komendy Wojewódzkiej MO donosił o grupie harcerzy ze Szkoły Podstawowej nr 46. „Rzucali oni kamieniami i butelkami z benzyną do interweniujących funkcjonariuszy MO” – pisał oficer. Trzy dni później milicja zatrzymała kierowcę zatrudnionego w ZNTK Oleśnica. „Wymieniony w dniu 31.08 b.r. podczas zajść ulicznych we Wrocławiu spuszczał paliwo ze zbiornika samochodu służbowego marki Star, przekazując je osobnikom rzucającymi butelki z benzyną w funkcjonariuszy i samochody”.

Andrzej Wawrzeń jako świadek tamtych zdarzeń zaznacza także, iż często pozyskiwano benzynę z prywatnych motorynek i motocykli. Dokumentacja fotograficzna z tamtego dnia potwierdza użycie butelek z benzyną. Jedno ze zdjęć wykonanych przez demonstrantów pokazuje płonący łazik wojskowy Gaz-69 wśród demonstrantów na środku mostu Grunwaldzkiego. Tamtego dnia podpalono również transporter opancerzony: uciekająca załoga pojazdu strzelała z karabinków AKM ponad głowami manifestantów.

Jak przyznaje również członek „Solidarności Walczącej” i historyk dokumentujący jej dzieje Artur Adamski, podpalanie aut i transporterów opancerzonych było reakcją na działania służb, których jedną z metod było rozbijanie demonstracji przez wjeżdżanie w tłum protestujących rozpędzonymi pojazdami: „Ludzie często w ostatniej sekundzie wyskakiwali spod kół. +Solidarność Walcząca+ już w czerwcu 1982 r. postanowiła unieruchomić te samochody. Metod było kilka – m.in. butelki z benzyną, a raczej mieszanką benzyny i ropy. Ukrywano je przed demonstracjami w rejonach spodziewanych starć” – twierdzi w rozmowie z PAP.

Podczas kolejnych zamieszek doskonalono metody walki; np. w torebkach po mleku umieszczano materiały pirotechniczne, które zapalały się w momencie uderzenia o pojazd. „Broń taką przygotowywano w laboratoriach Politechniki Wrocławskiej i chyba Akademii Rolniczej” – wyjaśnia Artur Adamski. Piotr Medoń wspomina też o doniczkach i meblach zrzucanych z górnych pięter kamienic, a nawet wannie, która spadła na kolumnę milicjantów. Pomysłem naukowców związanych z „SW” były również miniaturowe zagłuszarki dezorganizujące sieć łączności radiowej służb bezpieczeństwa.

Walki na ulicach Wrocławia trwały do późnego wieczoru. Tragiczny bilans zbrodniczych działań „sił porządkowych” 31 sierpnia 1982 r. w całej Polsce to sześć ofiar śmiertelnych. Do tej liczby dodać należy kilkaset osób, które poniosły poważniejsze bądź lżejsze obrażenia. Wśród nich był pracownik zakładów „Elwro”, ojciec dwójki dzieci, Kazimierz Michalczyk, który zmarł w szpitalu 2 września. Jego pogrzeb przekształcił się w kolejną manifestację.

Spośród demonstrantów milicja zatrzymała ponad 5 tys. Ponad 3 tys. z nich stanęło przed kolegiami ds. wykroczeń, natomiast 126 postawiono przed sądami. Setki osób za udział w manifestacjach zwolniono z pracy.

Michał Szukała (PAP)