Błaszczak: to Białorusini zdecydują o swojej przyszłości

2020-08-13 08:25 aktualizacja: 2020-08-13, 10:18
Minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak. Fot. PAP/Marcin Bielecki
Minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak. Fot. PAP/Marcin Bielecki
Należy wspierać wolnościowe tendencje Białorusinów, ale przyszłość Białorusi zależy od nich samych – powiedział w czwartek szef MON Mariusz Błaszczak.

"To, co dzieje się na Białorusi, to przede wszystkim sprawa wsparcia sąsiedzkiego – powiedział Błaszczak w Polskim Radiu. Wskazał na inicjatywę prezydentów Polski i Litwy Andrzeja Dudy i Gitanasa Nausedy i ich "gotowość do pośredniczenia w rozmowach" oraz apel premiera Mateusza Morawieckiego o zwołanie nadzwyczajnego posiedzenia Rady Europejskiej.

"Widać wyraźnie, że naród białoruski się budzi, i te tendencje wolnościowe należy wspierać, tak jak wspierano tendencje wolnościowe Polski 31 lat temu (…) ale metoda działań powinna być oczywiście pokojowa, stąd apele, żeby władze białoruskie nie używały przemocy wobec ludzi, którzy protestują w sprawie wyborów" - powiedział.

"Nikt tej sprawy za Białorusinów nie rozwiąże, to jest sporawa białoruska. Postawy obywatelskie, wolnościowe wspieramy, natomiast to Białorusini zdecydują o swojej przyszłości" - podkreślił

Odnosząc się do znalezienia w Mińsku łusek od używanej przeciw demonstrantom od nabojów hukowych produkowanych przez Fabrykę Broni Myśliwskiej w Pionkach powtórzył, że MON ani rząd nie wydawały zgód na eksport tej amunicji na Białoruś. Podkreślił, że zakłady należące do PGZ nie produkują tego typu amunicji. "Być może mamy tu do czynienia z pewną prowokacją. Nie było zgody polskiego rządu na sprzedaż amunicji na terytorium Białorusi" – zaznaczył.

W Mińsku i innych miastach Białorusi trwają od niedzieli protesty przeciwko fałszowaniu wyniku wyborów, w których według oficjalnych sondaży exit poll prezydent Alaksandr Łukaszenka miał otrzymać 80 proc. głosów. Siły bezpieczeństwa używają do rozpędzania demonstracji granatów hukowych, gazu łzawiącego i strzelają gumowymi kulami. W ciągu ostatnich trzech dni na Białorusi zatrzymano ponad sześć tysięcy osób, w środę władze potwierdziły  śmierć jednego z demonstrantów.(PAP)

autor: Jakub Borowski