Gdańsk: proces sześciu mężczyzn w sprawie pobicia świadka ze śledztwa przeciwko "handlarzom ludźmi"

2020-10-08 17:55 aktualizacja: 2020-10-08, 17:56
Gdańsk, 08.10.2020. Oskarżeni (3L) i (4L) na sali Sądu Okręgowego w Gdańsku. Fot. PAP/Adam Warżawa
Gdańsk, 08.10.2020. Oskarżeni (3L) i (4L) na sali Sądu Okręgowego w Gdańsku. Fot. PAP/Adam Warżawa
Przed Sądem Okręgowym w Gdańsku rozpoczął się w czwartek proces sześciu mężczyzn, oskarżonych o zlecenie, nakłanianie i brutalne pobicie pod Wejherowem (Pomorskie) 37-letniego świadka zeznającego w śledztwie przeciwko "handlarzom ludźmi".

Jeden z oskarżonych Patryk M., któremu zarzucono nakłanianie do pobicia pokrzywdzonego, przyznał się do winy. "Żałuję tego, co się stało, załatwiłem ludzi na tę robotę, pieniądze dostałem. Zarzut jest dobrze skonstruowany" - oświadczył.

Mężczyzna szczegółowo opowiadał, jak doszło do pobicia 37-latka. Wyjaśnił, że na początku sam miał brać w tym udział.

"Pokazano mi zdjęcie tego mężczyzny na plaży z dziewczyną. Był wysoki i miał chyba ponad 100 kilogramów wagi, jego cała sylwetka była kulturystyczna. Powiedziałem, że się na to nie piszę, że nie mam ochoty tłuc tego gościa. Żartowaliśmy nawet, że ja nawet z kijem bejsbolowym nie mam tyle wzrostu, co ten facet. Zaproponowałem jednak, że mogę kogoś znaleźć do tej roboty" - mówił Patryk M.

Na pobicie mężczyzny zgodzili się Maciej I. oraz Krystian L.

Jak wyjaśnił Patryk M., pobicie mężczyzny zlecił Marek Sz., dyrektor agencji windykacyjnej z Gdyni, która swoją nazwą i ubiorem pracowników była stylizowana na Centralne Biuro Śledcze Policji. Patryk M. poznał go poprzez swojego kolegę, współoskarżonego Wojciecha G.

"Sz. mówił, że ten mężczyzna to konfident, kogoś sprzedał i nie rozliczył się finansowo. Oferował za pobicie 20 tys. zł. Zapewniał, że jeśli mężczyzna będzie dobrze poturbowany i dozna np. trwałego kalectwa, to będzie bonus" - wyjaśnił oskarżony.

Patryk M. opisał też moment samego ataku na 37-latka.

"Maciej pobiegł z gazem i uchylił drzwi od strony kierowcy, a Krystian miał tylko bejsbol. Samego uderzenia nie widziałem, bo wróciłem do swojego samochodu. Maciej opowiadał mi potem, że pokrzywdzony chciał wysiąść z auta i dostał wtedy bejsbolem. Mówił, że na pewno został rozj...y, cała skóra była na czole i było pełno krwi. Godzinę później Sz. dał nam pieniądze, to było ponad 10 tys. zł. Zdenerwowaliśmy się, bo miało być więcej, ale Sz. powiedział, że więcej nam nie da, dopóki się nie przekona, że wszystko zostało dobrze zrobione. Po 2-3 dniach Sz. powiedział, że nie dostaniemy więcej, bo wszystko zostało spartaczone" - mówił Patryk M.

Do zdarzenia doszło 29 sierpnia 2018 roku przed jednym z marketów w Bolszewie powiecie wejherowskim (woj. pomorskie).

Pokrzywdzony był jedną z osób składających zeznania w prowadzonym pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Gdańsku śledztwie dotyczącym "handlu ludźmi". W sprawie tej zarzutami objęte są trzy osoby. Jedną z nich jest 44-letni mężczyzna, któremu prokurator zarzucił popełnienie przestępstwa "handlu ludźmi". Jak ustalono, był on głównym zleceniodawcą pobicia świadka latem 2018 r. W momencie napadu 44-latek znajdował się w drodze do Szwecji. W ten sposób mężczyzna miał zyskać alibi i uniknąć odpowiedzialności karnej. Jego sprawa jeszcze nie trafiła do sądu.

Według prokuratury, sprawcy napadu najpierw użyli wobec mężczyzny gazu. Następnie otrzymał on cios w głowę kijem bejsbolowym. Pokrzywdzony odniósł obrażenia m.in. złamania podstawy kości czaszki. W ciężkim stanie trafił do szpitala.

Sprawą napaści zajmował się Wydział Operacyjno-Śledczego Morskiego Oddziału Straży Granicznej w Gdańsku. Na początku śledztwa funkcjonariusze MOSG dysponowali jedynie niepełnym numerem rejestracyjnym pojazdu, którym z miejsca zdarzenia odjechało dwóch sprawców pobicia oraz treścią SMS-a z pogróżkami, który został wysłany z telefonu zarejestrowanego na "słupa". Pojazd, którego użyto w trakcie pobicia, został odnaleziony w stacji demontażu i zabezpieczony w ostatniej chwili tuż przed jego złomowaniem.

Przed planowanym pobiciem sprawcy przyjechali do Gdańska, żeby znaleźć najlepsze miejsce do ataku. Śledzili miejsca, gdzie mężczyzna mieszka, robi zakupy i je po wyjściu z siłowni.

Czterem mężczyznom, zasiadającym na ławie oskarżonych, przedstawiono zarzut nakłaniania do spowodowania u pokrzywdzonego ciężkiego uszczerbku na zdrowiu oraz ciężkiej choroby długotrwałej, a dwóm pobicie pokrzywdzonego.

Spośród sześciu oskarżonych pięciu przebywa w areszcie. Dwóch napastników i trzech nakłaniających do przestępstwa to mieszkańcy Torunia.

Sprawa została powierzona do prowadzenia funkcjonariuszom z MOSG ze względu na związek z prowadzonym już postępowaniem ws. "handlu ludźmi". Dotyczy ono wykorzystywania cudzoziemców do pracy przymusowej. Pobicie 37-latka miało być następstwem porachunków dwóch byłych współpracowników, których drogi biznesowe w pewnym momencie się rozeszły.(PAP)

autor: Robert Pietrzak