Niedzielski: czeka nas trudny miesiąc. System opieki zdrowotnej będzie testował swoją wydolność

2021-03-16 19:42 aktualizacja: 2021-03-17, 07:20
Minister zdrowia Adam Niedzielski na sali obrad w pierwszym dniu posiedzenia Sejmu Fot. PAP/Marcin Obara
Minister zdrowia Adam Niedzielski na sali obrad w pierwszym dniu posiedzenia Sejmu Fot. PAP/Marcin Obara
Zagrożenie związane z trzecią falą wirusa jest zagrożeniem realnym; czeka nas trudny miesiąc, podczas którego system polskiej opieki zdrowotnej znowu będzie testował swoją wydolność - mówił we wtorek w Sejmie minister zdrowia Adam Niedzielski.

Szef resortu zdrowia - przedstawiając we wtorek w Sejmie informację na temat obecnej sytuacji w służbie zdrowia oraz możliwości udzielania zaplanowanych wcześniej świadczeń zdrowotnych - wskazywał, że główną przyczyną rozwoju trzeciej fali pandemii jest mutacja brytyjska koronawirusa.

"Od dwóch dni mamy bardzo negatywny sygnał w postaci skokowego przyrostu dynamiki zachorowań między kolejnymi tygodniami. Dynamika niedzielna przekroczyła wartość 75 proc., a dzisiejsze dane, które dotyczą dnia wczorajszego pokazują, że ta dynamika wynosi 44 proc." - mówił Niedzielski.

Minister zdrowia podkreślił, że mimo wcześniej obserwowanego trendu zmniejszenia tempa przyrostu zachorowań mamy dziś odwrócenie tendencji i przyspieszenie dynamiki. Jak mówił, oznacza to, że zagrożenie związane z trzecią falą wirusa jest zagrożeniem realnym, a "kolejne dni, a nawet najbliższe tygodnie będą bardzo ciężkie dla polskiego systemu opieki zdrowotnej".

"Czeka nas trudny miesiąc, podczas którego system polskiej opieki zdrowotnej znowu będzie testował swoją wydolność, znowu będzie testował, jak dużo pacjentów może przyjąć, jak dużo pacjentów może obsłużyć i w trybie normalnych hospitalizacji, ale również w trybie ciężkich hospitalizacji związanych z respiratorem" - powiedział Niedzielski.

Zalecenie ograniczenia świadczeń nie dotyczy zabiegów doraźnych i onkologicznych

Zalecenie ograniczenia świadczeń miało charakter proaktywny, wyprzedzający spodziewany przyrost zakażeń koronawirusem; nie dotyczy ono zabiegów doraźnych i onkologicznych – mówił  minister zdrowia Adam Niedzielski.

NFZ zalecił w ubiegłym tygodniu ograniczenie do niezbędnego minimum lub czasowe zawieszenie udzielania świadczeń wykonywanych planowo.

Minister dodał, że zaskakujące z jego punktu widzenia jest, że trzecia decyzja o ograniczeniu planowych przyjęć podjęta w trakcie pandemii wywołała tyle emocji. Jak przypomniał, decyzja taka zapadła w marcu ub.r., a także w październiku.

"Mylą się ci, którzy sądzą, że to jest związane z tym, czy personel medyczny był zaszczepiony, czy nie, bo takie głosy padają. Zaszczepienie nie ma znaczenia. Ci ludzie, którzy wykonują zabiegi planowe są po prostu potrzebni bezpośrednio w walce z Covid-19 m.in. pracując przy łóżkach respiratorowych, które bardzo szybko się zapełniają" – zauważył Niedzielski.

Minister akcentował, że trudna decyzja o ograniczeniu świadczeń wykonywanych planowo wynikała z przewidywanego rozwoju sytuacji.

"Za każdym razem, gdy taka decyzja była podjęta o ograniczeniu planowych przyjęć, te konsekwencje były inne. Na początku, przy tzw. pierwszej fali decyzja o ograniczeniu +planówek+ spowodowała w kwietniu, który był krytyczny, jeśli chodzi o spadek zabiegów, w przypadku kilku zakresów (…) spadek średnio o 80 proc. poziomu z lat poprzednich zabiegów" – podał szef MZ.

Minister podkreślił, że przyczynił się do tego wówczas m.in. lęk pacjentów przed przychodzeniem do szpitala. "Ta sama decyzja podjęta w październiku spowodowała redukcję o ok. 60 proc. wykonywanych zabiegów w danych zakresach" - dodał minister.

Niedzielski zaznaczył, że decyzja jest zaleceniem, które "ma każdorazowo brać pod uwagę, czy pacjent może poczekać na zabieg planowy, czy jest konieczny". "Tym zaleceniem nie są objęte zabiegi doraźne i zabiegi onkologiczne" – podkreślił Niedzielski.

"Chciałem bardzo wyraźnie powiedzieć, że onkologia jako taka, przez cały czas pandemii, nie była dotknięta tą daniną, czy koniecznością wygospodarowania łóżek na walkę z Covidem. Była otoczona buforem bezpieczeństwa i specjalnymi warunkami działania" – dodał minister. 

Pulsoksymetry otrzymało już ponad 300 tys. pacjentów

Pulsoksymetry otrzymało już ponad 300 tys. pacjentów z COVID-19. To element programu Domowej Opieki Medycznej,  który powinien przyczynić się do ograniczenia zgonów z powodu koronawirusa - podkreślił minister zdrowia Adam Niedzielski.

"Główną przyczyną zgonów z jakimi mieliśmy do czynienia w zeszłym roku, tej tzw. nadwyżkowej liczby zgonów, było zbyt późne trafianie pacjentów do szpitala. By temu zapobiec, uruchomiliśmy ogólnokrajowy potężny program, który w tej chwili obejmuje już ponad 300 tys. pacjentów. Do nich wysłaliśmy pulsoksymetry" - przypomniał minister.

Dodał, że do ok. 250 tys. z nich urządzenia zostały wysłane automatycznie, bo przekroczyli 55 rok życia.

"Nie czekamy aż pójdą do lekarza, nie czekamy aż wypełnią formularz. Gdy widzimy wynik pozytywny testu, ten pulsoksymetr jest wraz z instrukcją wysyłany" - powiedział.

Minister zauważył, że sam pulsoksymetr jest tylko cześcią pakietu. W ramach programu powołano też specjalne centrum monitorowania, które analizuje odczyty. Gdy wyniki są odchylone od normy, konsultant reaguje na bieżąco - w razie potrzeby wzywa zespół ratownictwa medycznego. Wyraził nadzieję, że program Domowej Opieki Medycznej "przyczyni się do zredukowania zgonów, które są związane z COVID".(PAP)

Wariant brytyjski główną przyczyną wzrostu zakażeń, jest bardziej zakaźny i zjadliwy

Główną przyczyną wzrostu zakażeń koronawirusem jest pojawienie się mutacji brytyjskiej, która jest o 40-70 proc. bardziej zakaźna, a także bardziej zjadliwa, skutkuje  wyższą śmiertelnością; stanowi ogromne zagrożenie dla zdrowia Polaków - mówił  w Sejmie minister zdrowia Adam Niedzielski.

Niedzielski wskazał, że sytuacja epidemiczna w regionach jest zróżnicowana, są województwa, gdzie wskaźniki zakażeń na 100 tys. mieszkańców są bardzo wysokie (Warmia i Mazury, Mazowsze, Lubuskie i Pomorskie}. Z kolei w województwach takich jak m.in. lubelskie, zachodniopomorskie, opolskie sytuacja jest zdecydowanie lepsza.

"Ale niestety ta sytuacja jest prawdopodobnie lepsza jeszcze tylko jeszcze przez chwilę, bo te same województwa odnotowują najwyższą dynamiki wzrostu. (...) Teraz mamy falę, która przetacza się z północy na południe" - zauważył minister.

Jak dodał, "bardzo negatywne sygnały płyną ze strony zleceń składanych przez lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej, lekarzy rodzinnych". "Nie mamy absolutnie wyhamowania wzrostu liczby tych zleceń. W ostatnich tygodniach ona systematycznie rośnie" - powiedział Niedzielski. Zaznaczył, że obecnie, w ostatnim tygodniu, tych zleceń jest już ponad 170 tys., czyli praktycznie trzy razy więcej niż miesiąc temu.

Szef resortu zdrowia ocenił, że niepokojące jest także to, że "trafialność testów jest coraz większa". Jak mówił, na przełomie stycznia i lutego wynosiła ona 14-15 proc., a w tej chwili osiąga już 30 proc. "Tak naprawdę co trzeci test jest testem trafionym, co też świadczy o tym, w jakiej jesteśmy sytuacji i jakie perspektywy nas czekają" - powiedział minister.

Niedzielski podkreślił, że główną przyczyną tej sytuacji jest pojawienie się mutacji brytyjskiej, która "według różnych ocen jest od 40 do 70 proc. bardziej zakaźna". "Ale niestety, co jest niezgodne z przewidywaniem ekspertów, który były przedstawiany na przełomie roku, ten wirus jest również bardziej zjadliwy. Umieralność według naszych danych i według danych, które były obserwowane w Wielkiej Brytanii (...) jest niestety wyższa" - zauważył szef MZ.

Jak dodał, z tego powodu w Polsce podjęto decyzję o sekwencjonowaniu genomu czyli badaniu, z jakim rodzajem wirusa mamy do czynienia. "W tej chwili miesięcznie nasza wydolność badania genomu to 2-2,2 tys. próbek. Docelowo, wdrażając pewne działania usprawniające po stronie PZH czy Sanepidu, chcemy dojść do mniej więcej 5 tys. próbek badanych miesięcznie" - powiedział minister zdrowia.

Poinformował, że biorąc pod uwagę ostatnie 15 dni zajętość łózek szpitalnych zwiększyła się z poziomu 15 tys. do ponad 20 tys. "Podobne tempo można zaobserwować w przypadku łóżek respiratorowych, gdzie z poziomu 1,5 tys. na początku marca  w tej chwili mamy ponad 2 tys." - mówił minister zdrowia. Dodał, że w ciągu 15 dni zajętość łóżek zwiększyła się o jedną trzecią.

"Dlatego podjęliśmy decyzję o tym, żeby w najbliższych dniach, w najbliższym i kolejnym tygodniu łącznie zwiększyć całkowitą dostępność łóżek o ponad 8 tys. Tak, żebyśmy doszli poziomu 37,5 tys. łóżek dostępnych w systemie" - powiedział Niedzielski.

"Przyrost w stosunku do obecnej sytuacji, czyli ponad 29 tys. będzie rozłożony na dwa tempa - mniej więcej połowa tych łóżek, trochę więcej, będzie - oczywiście w formie decyzji, realizacji wykonywanej po stronie szpitali - realizowana w tym tygodniu, a druga połowa będzie realizowana w kolejnym tygodniu" - mówił minister zdrowia.(PAP)

Autorzy: Aleksandra Rebelińska, Katarzyna Lechowicz-Dyl, Marzena Kozłowska

io/