O PAP.pl

PAP.pl to portal PAP - największej agencji informacyjnej w Polsce, która zbiera, opracowuje i przekazuje obiektywne i wszechstronne informacje z kraju i zagranicy. W portalu użytkownik może przeczytać wybór najważniejszych depesz, wzbogaconych o zdjęcia i wideo.

Oskarżony w sprawie Jaroszewiczów: poszedłem do domu byłego premiera tylko po złoto

Poszedłem do domu Jaroszewiczów tylko po złoto i kosztowności; nie interesowały mnie obrazy, czy informacje wywiadowcze - mówił w piątek przed stołecznym sądem Dariusz S. współoskarżony ws. o zabójstwo byłego premiera i jego żony w 1992 r.

Fot. PAP/Tomasz Gzell
Fot. PAP/Tomasz Gzell

W toczącym się od ponad pół roku procesie składanie wyjaśnień przed warszawskim sądem okręgowym kontynuował w piątek Dariusz S. To jeden z członków tzw. gangu karateków, który w latach 90. dokonał kilkudziesięciu napadów rabunkowych. Z dwoma innymi członkami tej grupy - Robertem S. oraz Marcinem B. jest oskarżony ws. zabójstwa małżeństwa Jaroszewiczów w willi w Aninie.

Oskarżony zeznał, że nie odgrywał wielkiej roli w grupie

Mężczyzna zapewniał w piątek, że jego rola w napadzie była niewielka, a on sam pełnił podrzędną funkcję w grupie, która napadła na dom Jaroszewiczów. "Ja byłem tylko żołnierzem. W grupie byli ważniejsi i mniej ważni. Ja należałem do tych mniej ważnych. Poddawałem się tylko rozkazom" -  mówił.

Oskarżony powiedział też, że przez 90 proc. czasu - z kilku godzin, podczas których oskarżeni przebywali w domu Jaroszewiczów - przeszukiwał sejf, który znajdował się w gabinecie byłego premiera. S. nie był jednak w stanie powiedzieć przed sądem, jakie przedmioty znalazł w sejfie. Zasłaniał się przy tym niepamięcią.

Pytany przez sąd, dlaczego brał udział w napadach odpowiedział, że musiał spłacić wysoki dług wobec grupy, który wynosił wówczas równowartość zakupu nowego mercedesa. "Ja nie poszedłem tam po obrazy, pamiątki historyczne, informacje wywiadowcze, czy akta. Ja myślałem, że tam jakieś złoto będzie, jakieś wartościowe rzeczy. Nic więcej mnie nie interesowało" - wyjaśniał.

Dopytywany powiedział, że poszedł do domu Jaroszewiczów tylko kosztowności. Podkreślił przy tym, że przed napadem spodziewał się "niesamowitych skarbów" w domu b. premiera. "Myślałem, że tam są jakieś góry złota" - dodał. Pytany, nie wyjaśnił jednak, na jakiej podstawie spodziewał się tam licznych kosztownych przedmiotów.

Dariusz S. wielokrotnie podkreślał, że był to jego pierwszy napad tego typu i nie brał nawet pod uwagę, że jego wynikiem mogą być ofiary śmiertelne. Jednocześnie - na co konsekwentnie wskazuje sąd - w wyjaśnieniach mężczyzny jest wiele luk i nieścisłości, także z porównaniu z wcześniejszymi wyjaśnieniami składanymi w postępowaniu przygotowawczym.

Okoliczności zabójstwa małżeństwa Jaroszewiczów

Więcej

Fot. PAP/Tomasz Gzell
Fot. PAP/Tomasz Gzell

Oskarżony w sprawie zabójstwa Jaroszewiczów wycofuje się z niektórych wyjaśnień

Prokuratura zarzuciła trzem mężczyznom zasiadającym na ławie oskarżonych napad rabunkowy na posesję Piotra Jaroszewicza i jego żony Alicji w warszawskim Aninie w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1992 r., podczas którego mieli wspólnie zamordować Piotra Jaroszewicza, zaś Robert S. miał zabić Alicję Solską-Jaroszewicz. Robertowi S. zarzucono również zabójstwo małżeństwa S. w 1991 r. w Gdyni oraz usiłowanie zabójstwa mężczyzny w Izabelinie w 1993 r. Grozi im kara dożywocie.

Według prokuratury, w dniu napadu oskarżeni przez wiele godzin obserwowali posesję ofiar. Po wejściu do domu Jaroszewiczów przez uchylone okno łazienki Robert S. obezwładnił Piotra Jaroszewicza uderzeniem w tył głowy znalezioną bronią palną. Oskarżeni przywiązali mężczyznę do fotela. Z kolei Alicja Solska–Jaroszewicz została skrępowana i położona na podłodze w łazience. Oskarżeni przeszukali dom, zabrali z niego - poza dwoma pistoletami - 5 tys. marek niemieckich, pięć złotych monet oraz damski zegarek.

Jak wskazuje prokuratura, prawdopodobnie w momencie opuszczania przez sprawców domu pokrzywdzonych, już wcześnie rano, Piotr Jaroszewicz wyswobodził się z więzów. Napastnicy znów posadzili go w fotelu. Następnie, gdy dwaj sprawcy trzymali go za ręce, Robert S. go udusił.

Według prokuratury, po zamordowaniu Piotra Jaroszewicza Robert S. zabrał z gabinetu pokrzywdzonego jego sztucer, poszedł do łazienki, w której leżała związana Alicja Solska-Jaroszewicz i miał ją zastrzelić.

Warszawski sąd okręgowy kontynuuje odbieranie wyjaśnień od oskarżonych. Jak poinformowano, podczas kolejnej rozprawy do złożonych już wyjaśnień ma odnieść się oskarżony Robert S.(PAP)

autor: Mateusz Mikowski

kgr/
 

Zobacz także

  • Ted Bundy. Fot. WikiMedia Commons/domena publiczna
    Ted Bundy. Fot. WikiMedia Commons/domena publiczna

    Testy DNA potwierdziły kolejną ofiarę Teda Bundy'ego. Do zabójstwa miał przyznać się przed śmiercią

  • Tablica upamiętniająca Olofa Palmego Fot. PAP/EPA/VIKTORIA BANK
    Tablica upamiętniająca Olofa Palmego Fot. PAP/EPA/VIKTORIA BANK

    40. rocznica morderstwa premiera Olofa Palmego. Sprawca wciąż nieznany

  • W piątek Łukasz G. został doprowadzony do prokuratury, gdzie przedstawiono mu zarzuty. Fot. Adobe Stock/FotoDax
    W piątek Łukasz G. został doprowadzony do prokuratury, gdzie przedstawiono mu zarzuty. Fot. Adobe Stock/FotoDax

    Zarzuty podwójnego morderstwa ze szczególnym okrucieństwem dla 17-latka z Kadłuba

  • Artysta malarz Zdzisław Beksiński. Fot. PAP/Andrzej Rybczyński
    Artysta malarz Zdzisław Beksiński. Fot. PAP/Andrzej Rybczyński

    21 lat temu zginął Zdzisław Beksiński [FOTOCAST]

Serwisy ogólnodostępne PAP