Świątek po przegranym meczu w Tokio: czułam, że jestem pod ścianą

2021-07-26 10:34 aktualizacja: 2021-07-26, 17:28
To był bardzo wymagający mecz - powiedziała Iga Świątek po przegranej rozgrywce drugiej rundy z hiszpanką Paulą Badosą. Polka przyznała, że rywalka wywierała na niej dużą presję. "Czułam, że czasami jestem pod ścianą" - mówiła Świątek.

Świątek była rozstawiona z numerem szóstym w igrzyskach, a w rankingu WTA zajmuje ósmą pozycję. Cztery lata starsza Hiszpanka, która rozgrywa najlepszy sezon w karierze, jest w tym zestawieniu 29. Triumfatorka ubiegłorocznej edycji wielkoszlemowego French Open przegrała 3:6, 6:7 (4-7).

"Ciężko mi wyciągnąć jakiekolwiek wnioski, bo zazwyczaj nasuwają mi się one, gdy obejrzę mecz i zobaczę statystyki. Wydaje mi się, że miałam lepszy pierwszy serwis niż w poprzednim meczu. Na pewno to jest pozytywna rzecz. Ale jeśli chce się wygrać na takim poziomie, to mógłby on być jeszcze lepszy. Mam wrażenie, że serwis to jest pierwsza rzecz, która mnie zawodzi, kiedy jestem pod presją" - oceniła 20-letnia Polka.

"Mam nadzieję, że wyciągnę z tego wnioski"

Świątek zwróciła uwagę, że Badosa wywierała na niej bardzo dużą presję.

"Cały czas atakowała, cały czas wchodziła w piłkę. Czułam, że czasami jestem pod ścianą, że często gram w defensywie. To był bardzo wymagający mecz. Myślę, że generalnie serwis nie był zły, ale nie w porównaniu do jej podania, które dzisiaj było wyśmienite i wygrywała nim dużo punktów. Porównując nasze serwisy, to na pewno jest różnica, ale ja ze swojego nie jestem jakoś niezadowolona" - podsumowała.

Podopieczna trenera Piotra Sierzputowskiego miała poczucie, że nie wykorzystała kilku szans na skończenie prostych piłek. "Ale często to nie było na zasadzie +o mam szansę+, bo tych szans było niewiele. To ona grała świetnie i wywierała na mnie presję. Jestem trochę zła, że zepsułam te kilka piłek, ale ona naprawdę zagrała wyśmienity mecz. I nie tylko ten, ale w ogóle ma supersezon" -zaznaczyła tenisistka z Raszyna.

Ósma rakieta świata od dawna powtarzała, jak ważne są dla niej igrzyska. W Tokio zadebiutowała w imprezie tej rangi.

"Ciężko ocenić, na ile wpływ miała gra rywalki, a na ile to, że grałam na igrzyskach, jest cała ta otoczka i dużo się dzieje. Myślę, że i tak po pierwszej rundzie udało mi się trochę wyluzować. Czułam się swobodniej, mogłam czasem przyspieszyć rękę. Dzięki temu to był wyrównany mecz, ale to nie wystarczyło, by wygrać. Mam nadzieję, że wyciągnę z tego wnioski i na następne igrzyska będę już bardziej przygotowana na to, co mnie czeka. Będę się spodziewała tego, jak to wszystko wygląda. Generalnie to jest dla mnie najważniejsze. Na razie, wiadomo, jestem smutna, że przegrałam i druga runda może wydawać się słabym wynikiem, ale po prostu staram się na to spojrzeć tak, że zyskałam doświadczenie. Pierwsze igrzyska nigdy nie są dla nikogo łatwe" - podkreśliła.

To, jak duże znaczenie Świątek przykładała do występu w olimpijskiej rywalizacji, potwierdziła jej emocjonalna reakcja po zakończeniu meczu z Badosą. Po podziękowaniu rywalce za grę rozkleiła się. Zaczęła głośno płakać, a głowę długo trzymała schowaną pod ręcznikiem. Dopiero rozmowa z psycholożką Darią Abramowicz pozwoliła się jej nieco uspokoić.

"Większość zawodniczek płacze po przegranych meczach, choć tego nie widać na wizji. Tym razem mi się to przydarzyło, ale też jesteśmy ludźmi. Rywalizować przez tydzień właściwie na najwyższym poziomie nie jest łatwo. Tylko jedna osoba zwycięża spośród wielu. Czasem to frustrujący sport, ale oczywiście nie ma co narzekać, bo każdy ma swoją specyfikę" - analizowała Polka.

Po spotkaniu pocieszać próbowała ją także Hiszpanka. "Wcale nie było to łatwe. Powiedziała, że mam przed sobą wspaniałą karierę i możliwe, że wiele wygranych Szlemów. Oczywiście, w tamtym momencie to było takie +no super, ale ten mecz przegrałam+. Ale Paula jest bardzo miłą osobą. Choć rywalizujemy na korcie, to mimo wszystko zmagamy się z takimi samymi problemami, więc inne zawodniczki właściwie najprędzej zrozumieją taki moment" - stwierdziła 20-letnia tenisistka.

Szansa na medal grze mieszanej 

Polka po udanej pierwszej części sezonu, gdy wygrała turnieje Adelajdzie i Rzymie, w drugiej nie może się przebić do decydującej fazy najważniejszych imprez i przegrywa z niżej notowanymi rywalkami. W paryskim French Open odpadła w ćwierćfinale, Wimbledon zakończyła na 1/8 finału, a teraz w 1/16 finału zatrzymała się w rywalizacji o olimpijski medal, który był jednym z jej głównych celów na ten rok.

Może go jeszcze zdobyć w grze mieszanej, w której jej partnerem będzie Łukasz Kubot.

Badosa, która na początku roku przeszła COVID-19 i spędziła dwa tygodnie w kwarantannie tuż przed Australian Open, gdzie odpadła w pierwszej rundzie, w maju Belgradzie wygrała pierwszy w karierze turniej WTA, a do tego była w półfinale w Madrycie, Lyonie i amerykańskim Charleston, gdzie wyeliminowała liderkę rankingu tenisistek Australijkę Ashleigh Barty. Później - identycznie jak Polka - dotarła do ćwierćfinału w Paryżu i 1/8 finału w Londynie. (PAP)

mmi/