Pierre Niney: „Guru” pokazuje, że bardziej niż naukowej prawdzie ufamy opowieściom
„Guru” pokazuje, że bardziej niż naukowej prawdzie ufamy opowieściom, impulsom i emocjom. Trenerzy rozwoju osobistego odpowiadają na naszą potrzebę - powiedział Pierre Niney. Film Yanna Gozlana z udziałem francuskiego aktora trafi do kin 26 czerwca.
„Wola jest silniejsza niż pamięć. Przyszłość ma większe znaczenie niż przeszłość” – mówi trener rozwoju osobistego Matt Vasseur (w tej roli Pierre Niney) do uczestników perfekcyjnie zrealizowanego wydarzenia motywacyjnego. Mężczyzna postrzega swoją pracę w kategoriach misji. Chce inspirować, pomagać ludziom, sprawiać, by czuli się dobrze i byli zadowoleni z życia. To procentuje – ma setki tysięcy obserwatorów w mediach społecznościowych, oddanych fanów i ukochaną Adele (Marion Barbeau), która towarzyszy mu w pracy. Pewnego dnia ten idealny świat zaczyna chwiać się w posadach. Matt dowiaduje się, że rządzący zamierzają uregulować prawnie jego zawód, a on sam znalazł się na celowniku prasy. Presję potęguje napięta relacja z bratem (Anthony Bajon) oraz to, że zmagający się z problemami psychicznymi młody chłopak popadł w obsesję na punkcie coacha.
Konsumpcja treści w sieci
Do realizacji „Guru” zachęcił Gozlana Pierre Niney. Aktor obserwował, co dzieje się w mediach społecznościowych. I choć nie miał złudzeń, że obraz może zmienić świat, chciał zainicjować dyskusję na temat nadużyć w coachingu oraz sposobów konsumpcji treści w sieci. Jeśli dzięki „Guru” chociaż jeden widz zweryfikuje post, sprawdzi kwalifikacje twórcy albo zastanowi się zanim zastosuje się do internetowych rad, to znaczy, że film osiągnął swój cel. – Ponad 10 lat temu zacząłem przyglądać się krasomówcom. Ich słowa wydały mi się magiczne, a zarazem niebezpieczne. Miałem poczucie, że nie było zbyt wielu filmów o ludziach, którzy potrafią wpływać na innych, manipulować nimi, przekonywać do swoich racji. Później, w miarę rozwoju mediów społecznościowych, pojawił się temat coachingu i rozwoju osobistego – powiedział dziennikarkom Programu I Polskiego Radia i PAP.
Pierre Niney: powstała luka, którą wypełniają coachowie
Fabuła pokazuje, jak cienka jest granica między podziwem a uwielbieniem. To drugie sprawia, że człowiek traci zdolność krytycznego myślenia i może paść ofiarą manipulacji. – Potrzebę słuchania mamy zapisaną w genach. Przed snem opowiadamy bajki naszym dzieciom, by dać im moralny kompas, pomóc zrozumieć otaczający świat. Jednocześnie w wierze jest coś niebezpiecznego, co może prowadzić do przemocy, ekstremizmu, faszyzmu. U podstaw wszystkiego leży umiejętność snucia historii. „Guru” pokazuje, że bardziej niż naukowej lub dziennikarskiej prawdzie ufamy opowieściom, impulsom i emocjom. Trenerzy rozwoju osobistego odpowiadają na naszą potrzebę. Wiedzą, że nie ufamy już politykom i księżom, że religia nie ma już takiej mocy jak dawniej. Powstała luka, którą wypełniają coachowie – ocenił aktor.
Wykreowany przez Nineya Matt Vasseur wzbudza skrajne emocje – od uznania i szacunku, przez niechęć, po całkowitą negację. Nawet na moment nie traci charyzmy. Jak tworzy się taką postać? – Mamy we Francji kilku sławnych coachów. Obserwowanie ich było dobrym punktem wyjścia. Musiałem zrozumieć, co oferują i jak działają podczas seminariów. Słuchałem też znaczących postaci ze świata, takich jak Tony Robbins, Steve Jobs czy Barack Obama. To było coś wielkiego. Zależało nam, by film wnosił coś nowego. Chcieliśmy, by główny bohater miał dwa oblicza – z jednej strony mądrego, uroczego trenera czerpiącego z narzędzi neuronauki, z drugiej zaś współczesnego potwora – podkreślił artysta.
By być mówcą uwielbianym przez tłumy – nawet jeśli tylko na potrzeby fabuły – potrzeba dużych pokładów śmiałości. Pierre’owi tę pewność siebie pomógł zbudować teatr. Do zespołu Comédie-Française dołączył w wieku 21 lat – jako najmłodszy aktor w historii teatru. – Występowałem na scenie przez dziesięć lat. Uwielbiałem to, chciałbym do tego wrócić. Wspaniale było znowu poczuć odpowiedzialność za widzów. Moim zadaniem było przekonać ich, by wyruszyli w tę podróż. Nawet jeśli przez sześć dni z rzędu przebywaliśmy w tym samym pomieszczeniu bez okien, musiało być magicznie. Niesamowite – a przy tym zaskakujące – było to, że publiczność też się bawiła. Przypuszczałem, że będę musiał wykonać całą pracę sam, jak bywa w teatrze... Ale na planie byli statyści i aktorzy, którzy improwizowali. W pewnym momencie ogarnęło nas coś w rodzaju szaleństwa i gorączki, co idealnie pasowało do filmu – wspomniał.
Zmyślone historie
Według Nineya, aktorzy nie mają wiele wspólnego z guru coachingu, choć jedni i drudzy muszą wiedzieć, jak utrzymać uwagę publiczności. – Natomiast zasadnicza różnica jest taka, że coachowie przekazują prawdę o sobie, o świecie, tak jak robią to politycy. My, aktorzy i artyści, opowiadamy zmyślone historie, bajki. Jeśli widz odnajdzie prawdę w dziele sztuki, to dla nas największa radość i nagroda. Ale jesteśmy bardzo szczerzy, że to wszystko nie jest prawdą. Nie udzielamy porad, nie dajemy odpowiedzi. Po prostu lubimy opowiadać historie. Coachowie i politycy – celowo umieszczam ich w jednej grupie, ponieważ dzisiaj politycy coraz bardziej przypominają showmanów – oddziałują na nasze instynkty i emocje, takie jak strach czy nienawiść – stwierdził.
W ostatnich latach kariera Pierre’a nabrała tempa. Przełom przyniosła rola Edmonda Dantesa w „Hrabim Monte Christo”, który przyciągnął do francuskich kin 10 mln widzów. Artysta nie spodziewał się takiego sukcesu. – Nie wiem, czy byłem na to gotowy. Miałem szczęście, że odebrałem surowe, a zarazem łagodne wychowanie. Jak wspomniałem, dość wcześnie zacząłem pracować w teatrze. Uważam, że to najlepsza szkoła dla młodych aktorów. Uczy zarówno zawodu, rzemiosła, jak również pracy w zespole. Co do całej reszty – nigdy nie wiadomo, jak potoczą się sprawy. Nie jest tak, że moja twarz znajduje się na plakatach w każdym mieście, na każdym przystanku autobusowym. Francja to zupełnie inna skala niż Stany Zjednoczone. I dobrze, ponieważ mamy jedną z najbardziej niesamowitych, jeśli nie najlepszą branżę filmową na świecie – zwrócił uwagę.
Blisko 10 lat temu aktor wyprowadził się z Paryża. Zamieszkał na wsi, blisko natury. Dzisiaj nie wyobraża już sobie powrotu do miasta. Najlepiej czuje się w domu, w towarzystwie najbliższych. W trakcie samotnych spacerów myśli o kolejnych projektach. Z nadzieją patrzy na to, co przed nim. – Nie jestem już taki młody. Mam 37 lat, dwie córki. Natomiast zgadzam się co do tego, że przyszłość rysuje się w jasnych barwach. „Guru” to pierwszy pełnometrażowy film, za który odpowiadałem również od strony producenckiej. Można więc powiedzieć, że jestem początkującym producentem. Chciałbym zrobić jeszcze mnóstwo rzeczy – podsumował.
„Guru” trafi do polskich kin 26 czerwca
„Guru” trafi do polskich kin w piątek 26 czerwca. Obecnie można oglądać go przedpremierowo w ramach odbywającego się w 13 miastach Przeglądu Nowego Kina Francuskiego. Dystrybutorem obrazu jest Galapagos Films.
Daria Porycka (PAP)
dap/ dki/gn/