Ekspertka: proces pogarszania się usług internetowych jest świadomie planowany przez bigtechy
Dominujące na świecie firmy technologiczne mogą źle traktować swoich użytkowników i wykorzystywać klientów biznesowych bez ponoszenia konsekwencji – oceniła w rozmowie z PAP prezeska fundacji Panoptykon Katarzyna Szymielewicz. To może być ostatni moment, by w UE wprowadzić przepisy chroniące konsumentów - oceniła.
29 organizacji pozarządowych, w tym polska fundacja Panoptykon, zaapelowało w marcu do Komisji Europejskiej, aby ta wykorzystała swoje uprawnienia i zareagowała na postępującą degradację platform internetowych.
Stopniowe pogarszanie się jakości usług lub produktów w wyniku dążenia do zysków, zwłaszcza w odniesieniu do platform internetowych, nosi nazwę enshittification (pol. „gównowacenie” lub „fekalizacja” internetu). Termin ten został stworzony przez kanadyjskiego dziennikarza Cory'ego Doctorowa w 2022 r.
Według prezeski Panoptykonu Kataryny Szymielewicz proces pogarszania się usług i produktów internetowych postępuje stopniowo i jest świadomie planowany przez bigtechy.
- Najpierw firma przyciąga użytkowników, oferując nową i atrakcyjną usługę pozornie za darmo albo po sztucznie zaniżonej cenie. Tak buduje dużą bazę użytkowników w relatywnie krótkim czasie i nakręca hype – modę na korzystanie z owej innowacyjnej usługi. W kolejnym kroku wykorzystuje bazę klientów i hype, żeby przyciągnąć klientów biznesowych – najczęściej reklamodawców – którzy płacą już całkiem realne pieniądze. Dopiero w trzecim kroku, kiedy użytkownicy i reklamodawcy zdążyli się przyzwyczaić lub zainwestować w swoją obecność na platformie, firma zaczyna nadużywać swojej pozycji i obniżać jakość usług – wyjaśniła rozmówczyni PAP.
- Na tym etapie użytkownicy zwykle dowiadują się, że usługa jednak kosztuje i albo zapłacą pieniędzmi, albo będą musieli oddać jeszcze więcej danych, ewentualnie jeszcze dłużej oglądać reklamy. Klienci biznesowi dostają coraz mniej za coraz wyższą cenę albo orientują się, że firma kontrolująca platformę sprzedażową podbiera im klientów i zamiast zarabiać – tracą - dodała.
Norweska Rada Konsumentów w opublikowanym w marcu raporcie pt. „Breaking Free” („Wyrywając się na wolność”) jako przykład takich nadużyć podała działalność Facebooka, który stopniowo przestawił swoje algorytmy z wyświetlenia treści pochodzących od znajomych i rodziny na promowanie reklam. „Wewnętrzne dokumenty Meta (do której należy Facebook – PAP) pokazują, że ok. 10 proc. jej przychodów pochodzi z oszustw reklamowych oraz promocji towarów zakazanych, co dzieje się kosztem profesjonalnych reklamodawców i dobrobytu konsumentów; to oznacza, że Meta czerpie zyski z oszustw” – czytamy w raporcie.
Innym podanym przykładem jest celowe obniżenie przez Google jakości swojej wyszukiwarki. „Utrudniając wyszukiwanie, użytkownicy spędzają więcej czasu w wyszukiwarce, co daje Google więcej możliwości na wyświetlanie reklam, a tym samym zwiększa przychody. (...) Wyszukiwarka Google nagradza również treści niskiej jakości i spam” – czytamy w raporcie Norweskiej Rady Konsumentów. Google to niekwestionowany lider, kontrolujący ok. 90 proc. globalnego rynku wyszukiwarek.
- W serwisach streamingowych typu Spotify czy Deezer gwałtownie rośnie udział muzyki w całości generowanej przez sztuczną inteligencję. Rozwinęła się już cała branża zarabiająca na tworzeniu i rozpowszechnianiu treści generowanych przez AI na Facebooku i TikToku: szybkich, tanich i bezwartościowych. Amazon zezwala na sprzedaż książek wygenerowanych przez AI, które nierzadko są ewidentnymi podróbkami dzieł, które wcześniej umieścili na platformie ich autorzy – wymieniła inne przykłady pauperyzacji usług internetowych Szymielewicz.
Prezeska fundacji przyznała, że użytkownicy internetu wpadają w pułapkę pseudo-usług, które z czasem tracą na jakości, bo wydają się konsumentom bezkonkurencyjne. Zwykle ze względu na efekty sieciowe i przyzwyczajenie, czasem wręcz uzależnienie. Zaś potencjalni konkurenci są dyskryminowani na platformach, czasem wręcz okradani z ich pomysłów biznesowych lub własności intelektualnej.
- Na platformach, które w Panoptykonie świadomie nazywamy anty-społecznościowymi, nie tylko tracimy czas, który moglibyśmy przeznaczyć na pracę, budowanie autentycznych relacji czy poczytanie jakościowego dziennikarstwa. Za tę pseudo-usługę płacimy wysoką cenę w postaci kryzysu zdrowia psychicznego, zalewu dezinformacji, rosnącej polaryzacji i radykalizacji, kryzysu tradycyjnych mediów i zagrożenia procesów demokratycznych. To cena, jaką płacimy nie tyle w wymiarze indywidualnym, ile jako społeczeństwo – podkreśliła.
Działania Komisji Europejskiej
W ocenie ekspertki, Komisja Europejska ma narzędzia, by coś w tej sprawie zrobić. - Na podstawie Aktu o rynkach cyfrowych może dyscyplinować i karać platformy o pozycji dominującej, jeśli tej pozycji nadużywają. Nie jest to proste w praktyce, ale przynajmniej w teorii prawo europejskie nie pozwala na wyzyskiwanie ani konsumentów, ani klientów biznesowych. Komisja może nakazać wielkim firmom różne korekty – od zmiany postanowień umów, przez równe traktowanie swoich i cudzych usług na platformach internetowych, aż po sprzedaż części przedsiębiorstwa, żeby zwiększyć konkurencję – powiedziała Szymielewicz.
- Komisja rozpoczęła też prace nad liftingiem starych przepisów o ochronie konsumentów i dostosowaniem ich do realiów dzisiejszego internetu. Nasz apel dotyczy również tej inicjatywy. To być może ostatni moment, by w Unii Europejskiej zatrzymać proces „gównowacenia” i dać konsumentom realne narzędzia do prawnej samoobrony – podkreśliła prezeska.
Norweska Rada Konsumentów podała, że „branża cyfrowa wydaje ponad 150 mln euro rocznie na lobbing w instytucjach UE (...), a wydane w ten sposób pieniądze przynoszą rezultaty”.
- Pod presją wielkiego biznesu, Komisja Europejska przygotowała pakiet deregulacyjny, czyli serię specjalnych aktów prawnych zwanych omnibusami, które zmieniają, a w założeniu upraszczają, regulacje z różnych dziedzin. Na liście celów do „uproszenia”, a w praktyce, niestety, również osłabienia lub podziurawienia, jest RODO, czyli fundamentalna regulacja chroniąca naszą prywatność, a także przepisy konsumenckie. Apelujemy, żeby założenia tej reformy sprawdzić pod kątem oczekiwanych rezultatów – czy na pewno skorzystają na niej konsumenci i europejscy przedsiębiorcy, czy jednak znowu globalne firmy technologiczne? – dodała Szymielewicz. (PAP)
mzb/ pś/ mhr/ grg/