Rajd Dakar. Goczałowie zadziwili świat motosportu
Rodzina Goczałów zajmując dwa czołowe miejsca na 9. etapie Rajdu Dakar w klasie samochodów odniosła bezprecedensowy sukces. – Spełniło się moje marzenie – powiedział na mecie zwycięski Eryk, który w pokonanym polu pozostawił najlepszych kierowców świata.
Dzień wcześniej Eryk Goczał był w odmiennym nastroju, gdy z powodu awarii dyferencjału w jego Toyocie stracił nie tylko półtorej godziny, ale i szansę na wysokie miejsce w klasyfikacji końcowej. Ponieważ już wcześniej problemy techniczne wyeliminowały z walki o czołówkę Marka i Michała Goczałów, stało się jasne, że Energylandii pozostaje rywalizacja o zwycięstwo na pojedynczych etapach. Cała trójka to zapowiadała i już we wtorek okazało się, że nie były to obietnice bez pokrycia.
Goczałowie dokonali czegoś niebywałego
21-letni Eryk Goczał nie tylko wygrał, ale zrobił to w świetnym stylu. Wujka Michała pokonał o 7 minut i 45 sekund, a trzeciego Australiczyka Toby’ego Price’a (Toyota) aż o 11.36.
- Spełniło się moje marzenie. Szymon (Gospodarczyk, pilot – PAP) zrobił świetną robotę, bo wszyscy dzisiaj się gubili, a my jechaliśmy dokładnie tam, gdzie trzeba. Zaryzykowaliśmy z ciśnieniem w oponach i się opłaciło. Jechaliśmy wolniej po kamieniach, ale po wydmach lataliśmy – powiedział na mecie najmłodszy z kierowców Energylandii.
- Ja wiem, że teraz jest czas na odpoczynek, ale nie wiem, czy dzisiaj zasnę. Jesteśmy z tego wyniku bardzo dumni, szczególnie po tych ostatnich kłopotach. Wielu ludzi w nas wierzyło, dlatego stwierdziliśmy rano na starcie, że dzisiaj damy z siebie wszystko. Przybiliśmy piątkę, ja wcisnąłem gaz, Szymon popatrzył w road book i tak dojechaliśmy do mety – dodał.
Radości nie krył też Michał. - Pokonaliśmy wielkich kierowców, chociaż mieliśmy jednego kapcia i raz się zgubiliśmy. Odcinek trudny nawigacyjnie, nie zazdroszczę tym, którzy dzisiaj otwierali – podkreślił.
Marek pogratulował synowi sukcesu, ale poza tym miał mniej powodów do zadowolenia. Do Eryka stracił ponad 35 minut, m.in. z powodu ponownych problemów technicznych.
- Bardzo gratuluję Erykowi, bo w końcu go puściło. Wiem, jak bardzo na to przez cały rok pracował. My zgubiliśmy się dzisiaj. Poza tym znowu nam zabetonowało zawieszenie, nie wiem już o co chodzi. Tak więc Dakar nas nie oszczędza. Ale największe sukcesy jeszcze przed nami, my ten Dakar wygramy. Trzeba wyciągnąć wnioski i brać się do roboty – podkreślił.
Wcześniej Marek zapowiadał, że celem Energylandii jest zajęcie całego Dakarowego podium. Na razie zespół skompletował etapowe - we wtorek pierwsze miejsce zajął Eryk, drugie Michał, a na jednym z wcześniejszych etapów trzeci był Marek.
We wtorek uczestnicy Dakaru ścigali się na dziewiątym etapie z Wadi ad-Dawasir do zaimprowizowanego na pustyni biwaku. To była pierwsza część drugiego w tej edycji dwudniowego odcinka maratońskiego, podczas którego zawodnicy nie mogą korzystać z pomocy serwisowej i nocują w dostarczonych przez organizatorów namiotach.
Po przyjechaniu na biwak wszystkie trzy załogi Energylandii spędziły przy samochodach kilka godzin, usuwając usterki i przygotowując je do dalszej jazdy. Nie było to regułą. Na przykład słynny Hiszpan Carlos Sainz poświęcił swojemu Fordowi nie więcej niż kwadrans.
Przygody na trasie
Wtorkowy etap okazał się pechowy dla motocyklisty Konrada Dąbrowskiego, który z powodu problemów technicznych stracił około półtorej godziny. Na domiar złego uszkodził także koło, co będzie trudne do naprawienia na biwaku bez serwisu.
Przygody na trasie mieli też inni Polacy.
Ciężarówka prowadzona przez Dariusza Łyska uderzyła bokiem w drzewo i chociaż uszkodzenia nie były duże, to trzeba było wymienić przednią szybę, co kosztowało trochę czasu. Mimo to zajęła niezłe 12. miejsce, a w klasyfikacji generalnej jest 11. Szansę na trzeci triumf z kolei straciła czeska załoga Martina Macika, która stanęła na wydmach i do mety dotarła z kilkugodzinną stratą.
Jadący w klasie SSV Maciej Oleksowicz i Marcin Sienkiewicz zawiesili swój pojazd na skale, a dodatkowo wygięli lewarek i nie wiadomo, czy będą go w stanie samodzielnie naprawić. W klasyfikacji generalnej Polacy zajmują jednak wysokie 11. miejsce.
W klasie challenger pod koniec trzeciej dziesiątki klasyfikowani są bracia Łukasz i Michał Zoll oraz Piotr Beaupre i Jarosław Kazberuk.
W kategorii Classic kolejny raz świetnie zaprezentowała się ciężarówka prowadzona przez Tomasza Białkowskiego, zajmując czwarte w całej stawce pojazdów. W swojej klasie Polacy zdecydowanie prowadzą.
We wtorek polska ekipa poniosła pierwszą stratę. Rajdu nie ukończyła reprezentująca Seszele Aliyyah Koloc, którą w samochodzie pilotował Marcin Pasek.
W środę w programie jest dziesiąty etap, który będzie drugą częścią maratonu. Trasa poprowadzi z pustynnego biwaku w kierunku miejscowości Bisza. Harmonogram przewiduje 47 kilometrów dojazdówki oraz 421 kilometrów odcinka specjalnego dla samochodów. Odcinek specjalny dla motocyklistów liczy 371 km.
Z Biszy – Kryspin Dworak (PAP)
krys/ af/gn/