Politolog: protesty w Rosji mogą pojawić się z powodu gospodarki, nie przebiegu wojny
Rosyjski politolog Iwan Preobrażeński powiedział PAP, że większość społeczeństwa rosyjskiego zachowuje bierną postawę wobec wojny przeciwko Ukrainie, co można uznać za jej poparcie. Ewentualne protesty, jakie mogłyby się pojawić, byłyby związane z sytuacją gospodarczą, a nie z przebiegiem wojny.
Ekspert, który mieszka poza Rosją, ocenił, że w trakcie czterech lat wojny zmiany w postawie społeczeństwa rosyjskiego są minimalne. - Około 15 proc. ludności aktywnie popiera agresję, zbiera fundusze, organizuje jakieś grupy wolontariuszy, jeździ pomagać na froncie i opowiada się za kontynuacją wojny do zwycięskiego końca. Mniej więcej tyle samo - od 12-15 proc. wypowiada się przeciwko wojnie. Przestali oni w praktyce występować publicznie, ale nawet państwowe ośrodki socjologiczne - nawet biorąc pod uwagę to, że nie jest to oczywiście żadna socjologia i większość ludzi odmawia odpowiedzi - odnotowują, że mniej więcej taka liczba ludzi mówi, że raczej jest przeciwko wojnie. I jest około 60-70 proc. ludności, które jest absolutnie bierne, które stara się nie dostrzegać, że trwa wojna - powiedział Preobrażeński.
Jego zdaniem tę grupę można umownie zaliczać do zwolenników wojny, dlatego, że ludzie ci nie występują przeciwko niej. - W istocie oni popierają wojnę. Wielu z tych ludzi przekształciło się w ciągu tych czterech lat w jej beneficjentów - powiedział Preobrażeński. Są to, jak dodał, ludzie, którzy mają krewnych na froncie, pracownicy przedsiębiorstw pracujących na rzecz wojny, przedstawiciele biznesu, który świadczy usługi na rzecz wojny. - Pojawiła się nowa grupa tych, którzy aktywnie popierają wojnę, nie bardzo duża, ale aktywna - to grupa tych, którzy żyli poniżej progu ubóstwa, a teraz raptownie poprawili swój poziom życia dzięki pieniądzom otrzymanym na wojnie, są to głównie rodziny najemników biorących udział w wojnie po stronie rosyjskiej - powiedział politolog. Ich liczbę ocenił na 3-4 procent.
Za jedyną istotną zmianę w ciągu czterech lat wojny Preobrażeński uznał to, że w 2025 roku, gdy pojawiła się - jak podkreślił - „imitacja rozmów ze strony Rosji”, wzrosła liczba Rosjan popierających zakończenie wojny. - Tych 60-70 procent przestało bać się myśleć o tym, że wojna może się zakończyć, ale nie przeszło przez to do szeregów jej przeciwników - zastrzegł.
Zmiany w gospodarce
Dość poważne zmiany nastąpiły, jego zdaniem, jeśli chodzi o gospodarkę Rosji i jej zasoby militarne. - Pod koniec 2025 i na pewno w 2026 roku zaczęły się te strukturalne zmiany w gospodarce, które prognozowano jeszcze w 2022 roku. (...) Władze Rosji zaczęły bardzo ostro wydobywać fundusze od ludności, biznesu, podnosić podatki, zmniejszać świadczenia socjalne. To zaczyna prowadzić do wzrostu niewypłacanych pensji, do niezadowolenia, strajków. Na razie to wszystko nie może wpłynąć na sam przebieg wojny, ale jest jasne, że zachodzą istotne zmiany w gospodarce i one mogą wpłynąć na ten przebieg - ocenił Preobrażeński.
Rosji, jak dodał, nie brakuje obecnie broni, w wyniku inwestowania ogromnych funduszy w przemysł zbrojeniowy. Natomiast traci ona na wojnie „więcej żołnierzy, niż może sobie realnie pozwolić”. - Przez wszystkie te lata udawało się ten problem rozwiązać dzięki najemnikom, nie tylko rosyjskim, ale i zagranicznym, nawet dzięki zaangażowaniu wojskowych z Korei Północnej, ale ogółem ten problem utrzymuje się, jak i ryzyko nowej mobilizacji - uznał ekspert.
Protesty w Rosji możliwe?
Ewentualne protesty, gdyby miały się pojawić, jego zdaniem nie miałyby związku z przebiegiem wojny. - Protesty mogą pojawić się w tym momencie, gdy pojawią się poważne problemy gospodarcze i jeśli do nich dojdzie nowa masowa mobilizacja - oficjalna, a nie jak teraz - ukryta, jeśli przestanie działać część przemysłu, bo jej funkcjonowanie stanie się niemożliwe np. z powodu braku pieniędzy albo siły roboczej - tłumaczył ekspert. - Jedyny możliwy czynnik protestu, to czynnik ekonomiczny, może społeczno-ekonomiczny - podkreślił.
Pytany o to, czy w kolejnym roku wojny mogą pojawić się istotne zmiany, ekspert uznał, że najważniejszą byłoby rozpoczęcie realnych negocjacji. - Biorąc pod uwagę to, na ile pogarsza się sytuacja gospodarcza, to choć to mało prawdopodobne, ale jest jednak niewielka nadzieja, że władze rosyjskie będą musiały przejść od imitowanych do prawdziwych negocjacji pokojowych i do poszukiwania jakiegoś kompromisu - powiedział Preobrażeński.
Potencjalnie może pojawić się - jego zdaniem - „ostry niedobór najemników na froncie”. - Wówczas Rosja będzie musiała jakoś rozwiązać ten problem. W 2023, 2024 i 2025 roku udało się jej go rozwiązać bez ogłoszenia nowej mobilizacji. Być może również teraz (władze) coś wymyślą, chociaż coraz trudniej jest im znajdować ludzi gotowych brać broń do ręki. Ogółem odnosi się wrażenie, że właśnie dlatego (władze) balansują m.in na tych problemach gospodarczych: potrzebują ludzi, którzy już nie będą mieli pieniędzy, będą „nowymi ubogimi” zgadzającymi się na to, by za pieniądze iść na wojnę. Takich ludzi trzeba sztucznie stwarzać, ale przy tym w nie bardzo dużej liczbie, by nie doprowadziło to do protestów - podsumował Preobrażeński.
Anna Wróbel (PAP)
awl/ mal/ know/