"Silne kobiety zawsze istniały na Śląsku". Marian Dziędziel i Robert Talarczyk o serialu "Ołowiane dzieci"
To jest mocno feministyczny serial. Pokazuje, że silne kobiety zawsze istniały na Śląsku i organizowały życie rodzinne i społeczne, nawet w trudnych realiach PRL-u – powiedzieli w rozmowie z PAP aktorzy Robert Talarczyk i Marian Dziędziel, który zagrali w nowym serialu Netfliksa, „Ołowiane dzieci”.
Serial "Ołowiane dzieci", który od niedawna można oglądać na Netfliksie, opowiada historię śląskiej pediatrki, Jolanty Wadowskiej-Król (1939-2023). Walczyła ona w realiach PRL-u o zdrowie dzieci narażonych na zatrucie ołowiem. W postać lekarki wciela się Joanna Kulig. Aktorka ta pochodzi z Sądecczyzny. Ale w projekcie nie zabrakło aktorów ze Śląska. Wśród nich są Marian Dziędziel i Robert Talarczyk.
Dziędziel, który wcielił się w słynnego wojewodę katowickiego, Jerzego Ziętka, od lat jest związany z regionem. - Często wracałem do korzeni, coś się działo, ktoś mnie przyciągał do Śląska. Aż w końcu dostałem propozycję od Pieprzycy, co było wielką radością – powiedział aktor w rozmowie z PAP Life.
Wspomnienia i doświadczenia aktorskie
Wspominał wcześniejsze epizody w filmach śląskich twórców, które pozwalały mu zdobywać doświadczenie aktorskie - grał m.in. w dziełach Kazimierza Kutza. Jego własne wspomnienia o codziennym życiu w Gołkowicach – spokojnej, zielonej wsi niedaleko Jastrzębia-Zdroju – różniły się jednak od realiów wielu śląskich miast przemysłowych.
- U nas nie było brudnych okien, natomiast w Szopienicach (część Katowic - red.)... to było coś stałego. Takie mycie okien było charakterystyczne – kobiety sprzątały z dnia na dzień. To były inne czasy – zaznaczył Dziędziel.
Robert Talarczyk, grający pracownika Huty Metali Nieżelaznych Szopienice - Kazimierza Śliwę, zwrócił uwagę na dramatyczne dylematy bohaterów.
- Mój bohater stoi między wyborem – ratować hutę, czy dbać o zdrowie własnych dzieci. To problem, który istniał w komunie wśród wielu mieszkańców Górnego Śląska, zatrudnionych w przemyśle. Często podnoszenie norm odbywało się kosztem zdrowia, czasem życia ludzkiego – powiedział PAP aktor. Jego postać, podobnie jak inne w serialu, ukazuje konflikt między Hutą, która karmi, a Hutą, która truje.
Aktor podkreślał także autentyczność przedstawiania Śląska w serialu. Wspominał zapach przemysłu i kopalń, który towarzyszył mu w młodości, co dawało mu poczucie powrotu „do domu”.
Znaczenie języka śląskiego
Talarczyk zwracał uwagę na rolę języka śląskiego, który jest dla niego naturalny. - Nie musiałem nic udawać. Język śląski jest moim językiem organicznym. Od lat walczymy o jego uznanie w kulturze – w teatrze, w filmie. To ważne dla mieszkańców, bo pokazuje, że śląskość jest wartością, a nie powodem do kompleksów - podkreślił.
Serial, jak zaznaczyli aktorzy, przedstawia również mocny wątek kobiet. - To jest mocno feministyczny serial – pokazuje, że silne kobiety zawsze istniały na Śląsku i organizowały życie rodzinne i społeczne, nawet w trudnych realiach PRL-u – powiedział Talarczyk.
Obaj aktorzy wskazali, że serial może przybliżyć widzom życie Ślązaków w regionach przemysłowych, pokazując z jednej strony codzienną ciężką pracę, z drugiej – rodzinne relacje, moralne dylematy i lokalną kulturę. - Serial nie jest tylko historią jednego bohatera, lecz opowieścią o wielu ludziach, o realiach, w których żyli, o ich wyborach i wartościach – podsumował Talarczyk. (PAP Life)
Autorka: Julia Szymańska
jms/ag/ep/