Joanna Kulig o kulisach serialu „Ołowiane dzieci”
64 dni na planie, po 14 godzin dziennie i emocje, które trzeba było dawkować precyzyjnie jak lekarstwa. Joanna Kulig, która w nowym serialu Netfliksa "Ołowiane dzieci" wciela się w śląską pediatrkę, Jolantę Wadowską-Król, walczącą w realiach PRL-u o zdrowie dzieci narażonych na zatrucie ołowiem, opowiedziała PAP Life o kulisach tej produkcji.
Premiera serialu „Ołowiane dzieci”
11 lutego do katalogu Netfliksa trafi serial „Ołowiane dzieci” w reżyserii Macieja Pieprzycy, inspirowany historią Jolanty Wadowskiej-Król. W postać lekarki wciela się Joanna Kulig.
– Moja bohaterka ma w sobie ogromną odwagę w walce z aparatem państwowym. Wie, że jest obserwowana, że ktoś donosi, a mimo to potrafi działać wbrew temu lękowi, czasem nawet z przekorą – powiedziała PAP Life Kulig podczas rozmowy towarzyszącej premierze serialu w Katowicach. – Ona nie ucieka przed rzeczywistością. Ma w sobie determinację i pewien rodzaj buntu wobec systemu, który próbuje ją zastraszyć – podkreśliła.
Zdaniem Kulig, „Ołowiane dzieci” są przede wszystkim opowieścią o determinacji. – To kobieta, która wie, że „tak trzeba zrobić”. Nie analizuje długo, działa. A kiedy zaczyna się bać, pojawia się solidarność innych kobiet. To także historia o sile wspólnoty – podsumowała.
Kulig przyznała, że przed rozpoczęciem pracy nad serialem nie znała historii lekarki, której losy stały się punktem wyjścia dla scenariusza. – Kiedy Maciej Pieprzyca zadzwonił do mnie i zaproponował udział w projekcie, nie miałam jeszcze scenariusza, nie znałam tej historii. Dopiero później, po lekturze, zrozumiałam, jak ważna i wielowymiarowa jest ta opowieść – wyjaśniła.
Przygotowania do roli
Przygotowując się do roli, aktorka zapoznała się z dokumentami i fotografiami, poznała także rodzinę bohaterki – jej syna i wnuczkę. Jednocześnie podkreślała, że serial nie jest rekonstrukcją „jeden do jednego”. – To nie była próba wiernego odtwarzania każdego gestu czy ruchu. Bardziej zależało mi na oddaniu emocji i energii postaci, na opowiedzeniu tej historii w sposób uczciwy i prawdziwy – zaznaczyła.
W tym procesie, jak mówiła, kluczowa okazała się współpraca z reżyserem. – Maciej prowadził mnie bardzo precyzyjnie, linearnie, pilnując rytmu i rozwoju postaci. Jednocześnie, dawał przestrzeń na interpretację. To było dla mnie niezwykle ważne – zaznaczyła Kulig.
Jednym z największych wyzwań okazała się jednak nie sama interpretacja roli, lecz fizyczna i psychiczna wytrzymałość. – Najtrudniejsze było utrzymać energię przez 64 dni zdjęciowe. Po 30 dniach to jeszcze jest możliwe, ale później dochodzi zmęczenie. Dni zdjęciowe trwały po 12 godzin, a z charakteryzacją nawet ponad 14. Trzeba było cały czas zachować czystość emocjonalną – tłumaczyła.
Dodatkową trudnością była niechronologiczność realizacji. – Jednego dnia kręciliśmy sceny z pierwszego odcinka, następnego z szóstego czy dwunastego. Emocjonalnie to są zupełnie inne momenty w życiu bohaterki, a wszystko trzeba było „przełączać” w głowie bardzo precyzyjnie – dodała aktorka.
Konflikt ról – matka i lekarka
Kulig odniosła się także do wątku konfliktu pomiędzy rolą matki a rolą lekarki, który jest istotnym elementem serialu. – Sam konflikt był dla mnie czytelny, wiedziałam, co mam zagrać. Trudność polegała raczej na tym, żeby w środku dnia zdjęciowego, będąc zmęczoną, głodną, nagle wejść w bardzo intensywny stan emocjonalny i zachować wiarygodność – podkreśliła.
W wielu scenach aktorce partnerują dzieci, co – jak przyznała – wiązało się z dużą odpowiedzialnością. Kulig zwróciła uwagę na rolę koordynatorki pracy z dziećmi, która dbała o ich komfort i bezpieczeństwo. – To było ogromnie ważne, bo dzieci grały trudne sceny, a były to często ich pierwsze doświadczenia na planie. Dzięki temu mogłam skupić się na graniu, mając poczucie, że są dobrze zaopiekowane – wyjaśniła.
Dla aktorki szczególnym momentem była śląska premiera serialu. – To inny powrót. Już nie ma planowego zgiełku, jest cisza i oczekiwanie na odbiór widzów. Cieszę się, że ta premiera odbywa się właśnie tutaj, bo to zupełnie inny klimat i ogromna wartość symboliczna – powiedziała.
- Pochodzę z Sądecczyzny i myślę, że to jest taki podobny rodzaj energii i siły i takiej spontaniczności, otwartości. Czułam się tu naprawdę bardzo dobrze, aż byłam zaskoczona, że tak dużo podobieństw jest z moim regionem - dodała aktorka.
Jolanta Wadowska-Król (1939-2023) była polską pediatrką, która w latach 70. XX wieku w Katowicach-Szopienicach ujawniła masowe zatrucie dzieci ołowiem, spowodowane działalnością huty metali nieżelaznych. Mimo nacisków władz PRL i prób uciszenia jej działań, konsekwentnie diagnozowała i leczyła najmłodszych pacjentów, ratując zdrowie tysięcy dzieci. Po latach jej odwaga została doceniona — stała się symbolem lekarskiej etyki i odpowiedzialności, a także została uhonorowana najwyższymi odznaczeniami państwowymi.
Autorka: Julia Szymańska
jms/ag/ep/