Starmer ustępuje ze stanowiska premiera. Ekspert wskazał na dwie główne przyczyny
O upadku Keira Starmera zdecydowały: brak umiejętności nawiązywania kontaktu z ludźmi oraz brak instynktu politycznego - powiedział PAP dr Martin Farr, historyk współczesnej Wielkiej Brytanii z Uniwersytetu w Newcastle.
Niecałe dwa lata - tyle minęło, od czasu, gdy Keir Starmer stanął na Downing Street ogłaszając po zwycięskich dla laburzystów wyborach, że utworzy rząd. Teraz partia i kraj szukają nowego lidera.
Zdaniem Martina Farra nawet mowa rezygnacyjna, którą Keir Starmer wygłosił na Downing Street pokazywała jego polityczne wady. - To przemówienie, aż do momentu, kiedy załamał mu się głos, było dla mnie idealną ilustracją odpowiedzi na pytanie, dlaczego się go pozbyto: drewniane, jednostajne, bardzo technokratyczne - ocenił historyk. - Dopiero na samym końcu, podobnie jak niegdyś w przypadku Theresy May, pojawiła się na moment emocja - dodał Martin Farr nawiązując do chwili, gdy Starmer wspomniał o rodzinie i ze wzruszenia stracił panowanie nad głosem.
Starmer rezygnuje
-Wiele osób, ja także, uważało, że przewagą Starmera będzie fakt, że przed wejściem do polityki wykonywał poważną pracę. To rzadkość- wspominał Martin Farr. -Był prawnikiem i prokuratorem. Oczekiwano więc, że będzie błyskotliwy, zwinny językowo, zdolny do używania humoru i szybkiego reagowania. Nic z tego się nie potwierdziło - dodał.
Ekspert podkreślił, że w 2020 roku wielu laburzystom wydawało się, że wybór kogoś, kto długo nie był profesjonalnym politykiem, może być ożywcze. Według historyka szybko jednak stało się jasne, że Starmerowi brakuje nie tylko politycznego instynktu, ale też tzw. miękkich umiejętności komunikacyjnych, które mieli np. konserwatysta David Cameron i laburzysta Tony Blair. - Widać było przepaść w politycznych umiejętnościach między nimi a Starmerem - ocenił.
W Izbie Gmin na posła zaprzysiężony został w poniedziałek Andy Burnham, był burmistrz Manchesteru, który zrezygnował ze stanowiska, by wziąć udział w wyborach uzupełniających do parlamentu w Makerfield na północy Anglii i rzucić wyzwanie Starmerowi.
Bezprecedensowy przypadek Burnhama
Doktor Farr podkreślił, że pod wieloma względami operacja, w wyniku której Burnham znalazł się o krok od premierostwa, jest bezprecedensowa. - W Makerfield, Burnham został wybrany w wyborach uzupełniających tylko po to, by zostać premierem. To po pierwsze. Po drugie laburzyści obalili w ten sposób kogoś, kto był już premierem. Po trzecie, był to premier z pokaźną większością która powinna sprawić, że jest nie do ruszenia - wymienił rozmówca PAP.
Dodał, że wyjątkowość sytuacji podkreśla fakt, że tym razem - po niezliczonych rebeliach w Partii Konserwatywnej - własnego lidera obalili laburzyści, co nie jest w ich zwyczaju. - Historycznie to Konserwatyści zwykle byli bezlitośni wobec przywódców - przypomniał ekspert, przywołując rebelie nie tylko przeciwko Borisowi Johnsonowi czy Liz Truss, ale też np. przeciwko Margaret Thatcher.
W poniedziałek Keir Starmer zapowiedział, że zrezygnuje ze stanowiska szefa partii i pozostanie premierem do czasu, gdy ugrupowanie wybierze nowego lidera. To między innymi efekt słabych wyników sondażowych laburzystów.
Andy Burnham jest uważany za faworyta do zastąpienia Starmera i - jak na razie - jedynym politykiem, który publicznie powiedział, że chce brać udział w wyścigu.
Z Londynu Adam Dąbrowski (PAP)
ada/ kj/ ppa/