Przewodniczący Medżlisu Narodu Krymskotatarskiego: Krymdajasza znaczy: „żyj na Krymie”
Pomimo aneksji Krymu przez Rosję w 2014 r. i nasilających się represji Tatarzy krymscy robili wszystko, by pozostać w swoim domu, żyjąc według wezwania Krymdajasza: żyj na Krymie – powiedział PAP Refat Czubarow, przewodniczący Medżlisu Narodu Krymskotatarskiego, zdelegalizowanego i uznanego przez władze okupacyjne za „organizację ekstremistyczną”.
Od rozpoczęcia pełnoskalowej wojny w 2022 r. już wówczas bardzo trudna sytuacja Tatarów krymskich drastycznie się pogorszyła, a nasilenie przymusowych wezwań do wojska sprawiło, że mężczyźni zaczęli opuszczać Krym. A wraz z nimi – ich rodziny.
- Tatarzy krymscy są obiektem celowego prześladowania – powiedział Czubarow. Jak dodał, przywódca Rosji Władimir Putin kontynuuje dzieło, które zaczęło się w XVIII wieku za czasów Katarzyny II, po zajęciu Krymu przez Rosję. W latach 40. XX wieku Józef Stalin nakazał deportację całej ludności do Azji Centralnej. Tę czystkę etniczną, która pochłonęła według różnych szacunków od kilkudziesięciu do ponad 100 tysięcy ofiar, polski Sejm uznał dwa lata temu za ludobójstwo.
- Myśleli, że już nas zniszczyli, zupełnie oderwali od Krymu, ale my wróciliśmy (na przełomie lat 80. i 90.). Teraz Putin robi to w taki sposób – ocenił rozmówca PAP.
Ludzie nie chcą wyjeżdżać. Ale w tej sytuacji, gdy czują zagrożenie dla siebie, dla swoich dzieci, boją się, że mogą ich wziąć do armii rosyjskiej i skierować ich z bronią w ręku przeciwko własnym obywatelom, często nie widzą innego wyjścia i wyjeżdżają. Szacujemy, że w sumie wyjechało ok. 50 tys. ludzi z 300-320 tys. To katastrofalna liczba. Jednocześnie nieprzerwanie trwa rusyfikacja Krymu
Jak ocenił, odsetek opuszczających Krym przedstawicieli rdzennej ludności wzrósł istotnie po 2022 r.
Przytoczył dane, z których wynika, że w ramach mobilizacji w poszczególnych miejscowościach Tatarzy mogli stanowić nawet 80 proc. powołanych. – Dla nas wniosek jest taki, że okupanci rosyjscy zamierzają wykorzystać nielegalną mobilizację także do „oczyszczenia” Krymu z Tatarów – argumentuje rozmówca PAP.
Opowiada o kulisach wydarzeń z 2014 r. – m.in. o nieudanej próbie Rosji zdobycia „prawnej podkładki pod aneksję”, czyli nakłonienia lokalnego parlamentu do uchwalenia „apelu o wprowadzenie wojsk”. – Temu udało się zapobiec, ale nie powstrzymało to wejścia wojsk i bezprawnego zajęcia półwyspu – wskazał Czubarow.
Wyjaśnił, że początkowo Rosja, chcąc uniknąć zamieszek i międzynarodowego rozgłosu, próbowała uspokoić Tatarów krymskich obietnicami ochrony mienia i języka, a nawet próbowała ich „kupić” obietnicami lukratywnych biznesów.
- „No dobrze, nie lubicie nas, nie chcecie nas tu. Odsuńmy więc politykę, popatrzmy, co może się nam udać. Zacznijmy robić pieniądze”. Ja nie zmyślam, ja cytuję dosłownie. Mówił to (Oleg – PAP) Bieławiencew, pełnomocny przedstawiciel Putina na Krymie w 2014 r. – wspomina Czubarow. W czasie tych rozmów krymskotatarskim liderom proponowano zlecenia w sektorze budowlanym, w handlu.
Gdzieś do lata 2014 r. ich cierpliwość się wyczerpała. W lipcu wyrzucili mnie z Krymu, a wcześniej taki zakaz dostał Mustafa Dżemilew (wieloletni lider Medżlisu i dysydent w czasach ZSRR). W 2016 r. Medżlis został uznany za organizację ekstremistyczną
- Widzieli, że nie da się nas „po dobremu” przekupić, a Tatarzy krymscy, chociaż nie mogli otwarcie demonstrować, to swoją bierną postawą pokazywali, że nie są razem z Rosjanami i nie akceptują okupacji. Wtedy przystąpili na dobre do represji – wskazał szef Medżlisu Narodu Krymskotatarskiego.
Jak dodał, pierwsze zniknięcia liderów i aktywistów ruchu krymskiego zaczęły się niedługo po aneksji, a na przestrzeni 12 lat aktywiści społeczności krymskotatarskiej byli porywani, zabijani, skazywani w sfingowanych procesach. Obecnie, według słów Czubarowa, na Krymie jest 351 więźniów politycznych.
To są tylko ludzie za kratami, a szersze represje dotknęły tysiące ludzi – to przeszukania, przesłuchania, nękanie, przymusowa mobilizacja. W tej grupie więzionych, o której mówię, Tatarzy krymscy stanowią 180 osób, więcej niż połowę, podczas gdy ta grupa etniczna stanowi nie więcej niż 12 proc. populacji Krymu. Widać więc tutaj dużą dysproporcję, co dla nas ewidentnie pokazuje celowość działań przeciwko Tatarom krymskim
Osoby skazane w procesach politycznych są wysyłane do więzień w głąb Rosji. To również jest element represji, celowe odłączenie od bliskich. – Dla rodziny to jest nierealne, by nawet raz w roku pojechać na Syberię czy do Baszkirii, by odwiedzić kogoś bliskiego w więzieniu – wyjaśnia Czubarow.
Krym jest konsekwentnie przekształcany w bazę wojskową. Rosjanie prowadzą politykę rusyfikacji półwyspu – niektóre szacunki mówią nawet o milionie Rosjan przesiedlonych w ciągu 12 lat wojny. Widziałem, że źródła rosyjskie tym danym zaprzeczają, podając liczbę 300-500 tys. Nawet jeśli tak by było, to i tak ogromna liczba
Polityk ostrzega, że stanowi to ogromne zagrożenie.
Ta polityka to powtórzenie działań z historii. To jest ich „ubezpieczenie”. Nawet gdy już opuszczą Krym, zawsze mogą sięgnąć po argument – tam są „nasi ludzie”, musimy im „pomagać”. Widzieliśmy to już w przeszłości i to nie tylko na Krymie, ale w całym imperium rosyjskim, a potem ZSRR – dzisiaj to odbija się czkawką, daje Rosji pretekst do zaczynania nowych konfliktów. Dlatego nasze stanowisko w rozmowach z instytucjami międzynarodowymi i rządami podkreślamy to, że już dzisiaj trzeba szukać rozwiązań na przyszłość, bo to jest bomba z opóźnionym zapłonem
Elementem rusyfikacji jest zamykanie krymskotatarskich i ukraińskich szkół.
Wszystkie czternaście szkół, gdzie z takim trudem udało nam się odbudować edukację w języku krymskotatarskim, zlikwidowano. Teraz jest listek figowy – jedna godzina tygodniowo języka krymskotatarskiego
Zamknięte zostały też szkoły ukraińskie. Dziedzictwo kulturowe i historyczne Krymu jest dzisiaj reinterpretowane wyłącznie przez pryzmat historii Rosji.
- Jeśli jakiś obiekt kultury istniał przed przyjściem Rosji albo nie był w ogóle z Rosją związany, to lepiej w ogóle o nim nie wspominać – podsumowuje Czubarow rosyjskie podejście. Instytucje ukraińskie dokumentują, że Moskwa prowadzi na Krymie celową politykę wymazywania spuścizny krymskotatarskiej m.in. przez burzenie zabytków, kradzież zbiorów muzealnych i zabudowę terenów historycznych.
Na arenie międzynarodowej dla Tatarów krymskich jednym z kluczowych sojuszników jest Turcja, która ze względów historycznych i kulturowych poczuwa się także do politycznej odpowiedzialności za narody turkijskojęzyczne.
- Turcja od razu (po aneksji – PAP) oświadczyła, że nie uznaje i nigdy nie uzna okupacji Krymu – zaznaczył Czubarow. -
Wyznawana przez Ankarę zasada, że wspiera ona suwerenność i integralność terytorialną wszystkich swoich sąsiadów, pozwala nam mówić, że na Turcji i jej polityce można polegać
W obliczu wojny Turcja stała się również ważnym partnerem dla Ukrainy, m.in. działając na rzecz negocjacji z Rosją, wymian jeńców wojennych i więźniów politycznych oraz wspierając Ukrainę w sferze obronności. Jednocześnie, jak podkreślają eksperci, Turcja stara się prowadzić zrównoważoną politykę i nie przekraczać „czerwonych linii” w relacjach z Rosją.
Turcja jest również postrzegana jako gwarant tożsamości dla liczącej - według różnych szacunków - od 3 do 5 mln diaspory Tatarów krymskich na swoim terytorium. Zdecydowana większość tej diaspory to historyczna emigracja, jednak również obecnie Turcja przyjmuje Tatarów krymskich.
- Ustanowiła nawet specjalny status Turk Soy. (...), czyli „rodaka”, który nadaje wiele praw, z wyłączeniem prawa do służby w armii i praw wyborczych. Daje on prawo do pracy, chociaż niestety nie dotyczy ono wszystkich zawodów – wyjaśnia Czubarow. Zaznacza też, że Turcja nie posiada tak rozbudowanych programów socjalnych dla uchodźców jak np. Niemcy, co sprawia, że Tatarzy krymscy muszą tam polegać głównie na własnej pracy i, w niektórych przypadkach, na wsparciu diaspory.
Z Antalyi Justyna Prus (PAP)
just/ ap/ ktl/ kgr/