Mija 12 lat od aneksji Krymu. Przedstawiciel Tatarów Krymskich: Rosja stara się sprawić, by tam nie dało się żyć
Tatarzy krymscy kolejny raz są wypędzani ze swoich domów przez to samo państwo w ciągu 100 lat. Rosja tworzy takie warunki, aby nie dało się tego znieść i trzeba było wyjechać – powiedział PAP mieszkający w Polsce Tatar krymski, dziennikarz i aktywista Ernest Sulejmanow.
16 marca mija rocznica przeprowadzenia nielegalnego referendum, po którym Półwysep Krymski został anektowany przez Rosję. Wcześniej terytorium Autonomicznej Republiki Krymu zostało opanowane przez „zielone ludziki” – żołnierzy rosyjskiej armii, działających bez znaków przynależności państwowej, którzy pojawili się tam pod koniec lutego i na początku marca 2014 roku.
Aneksja i formalne włączenie Krymu do Federacji Rosyjskiej zostały uzasadnione zainscenizowanym głosowaniem (bez udziału jakichkolwiek przedstawicieli organizacji międzynarodowych czy innych obiektywnych obserwatorów), w którym większość mieszkańców miała poprzeć przyłączenie tego terytorium do Rosji.
- Urodziłem się w Uzbekistanie, jeszcze w czasie trwającej deportacji, ale gdy wróciliśmy na Krym, cieszyliśmy się, że jesteśmy u siebie, w naszej ojczyźnie. W 2014 roku musiałem opuścić Krym, gdy zaczęła się rosyjska okupacja – mówi Sulejmanow. Jak wspomina, 26 lutego 2014 roku doszło do starć między porosyjskimi i proukraińskimi siłami pod Radą Najwyższą Krymu w Symferopolu. Ze względu na zaangażowanie w demonstracje i akcje sprzeciwu wobec referendum i rosyjskiej aktywności na Krymie i związanej z tym groźby aresztowania przez nowe władze, Sulejmanow był zmuszony do wyjazdu do Kijowa.
„Dla mnie, jak dla wielu innych wojna zaczęła się w 2014 roku”.
Od 2019 roku Sulejmanow wraz z rodziną mieszka w Polsce. - Dla mnie to także powrót, gdyż byłem tu na studiach na Uniwersytecie Warszawskim 25 lat wcześniej, podobnie jak moja żona, a także syn – opisuje. Od 2022 roku prowadzi restaurację „Krym”, zlokalizowaną naprzeciwko ambasady Rosji w Warszawie.
- Działamy od 2022 roku i wybór lokalizacji oczywiście nie był przypadkiem. Uznałem, że to dobre miejsce, aby cały czas pokazywać, że Krym jest ukraiński i że na Ukrainie trwa wojna i okupacja. Jest to przestrzeń, która dla mnie jest fragmentem mojego własnego domu, Krymu – wyjaśnia. Na miejscu organizowane są wydarzenia i wystawy prezentujące kulturę i tradycje Tatarów krymskich. - Świat powinien wiedzieć i pamiętać o okupacji Krymu, staramy się o tym przypominać – mówi Sulejmanow.
Rozmówca PAP zwraca uwagę, że Tatarzy znowu są wypędzani przez to samo państwo w ciągu 100 lat. Poprzednia deportacja miała miejsce z rozkazu przywódcy ZSRR Józefa Stalina w maju 1944 roku, gdy niemal cała ludność tatarska z Krymu została wywieziona do Uzbekistanu. Wielu z nich nie przeżyło samej deportacji jak i trudnych warunków bytowych w Azji. Powrót na Krym stał się możliwy dopiero po koniec lat 80.
- Obecnie Rosjanie również tworzą takie warunki, aby ludzie niezgodni z ich polityką musieli opuścić Krym lub być cicho. Wielu ludzi nie jest w stanie tego znieść, więc wyjeżdżają – powiedział Sulejmanow, zwracając uwagę, że do opuszczenia Krymu są zmuszane osoby narodowości tatarskiej i ukraińskiej, każdy kto nie akceptuje rosyjskich działań.
Na Krymie ludzie trafiali do więzienia za lajk w mediach społecznościowych pod postem o ukraińskiej armii. Trwa ciągła inwigilacja, można być zatrzymanym lub aresztowanym za wszystko, co nie zgadza się z rosyjską wersją świata.
W miejsce zmuszonych do wyjazdu pojawiają się Rosjanie. - Wielu przyjeżdża i osiedla się na Krymie. Budowane są domy, całe osiedla mieszkalne. Liczba Rosjan na Krymie zwiększyła się o połowę. Są to ludzie o mocno prokremlowskich poglądach – zwraca uwagę Sulejmanow. Jak wskazuje, osoby te pracują w tych sektorach gospodarki, jakie są związane z wojskiem, lub też są to funkcjonariusze służb specjalnych i żołnierze lub ich rodziny.
Stałym problemem pozostaje także rosyjska aktywność w sferze informacyjnej, także na samym Krymie. - Mocno działa tam propaganda rosyjska, niektórzy ludzie są pod jej wpływem, zwłaszcza starsi. Wielu mieszkańców Krymu wspierając rosyjskie działania w 2014 roku myślało, że wrócą czasy ZSRR, tak się jednak nie stało i teraz oni czują się oszukani – opisuje Sulejmanow.
Nadzieje na odzyskanie Krymu
Mimo tych trudności, Tatarzy nie tracą nadziei na zmiany. - Ludzie nadal wierzą, że wojna się skończy, Krym zostanie wyzwolony, a Tatarzy i Ukraińcy będą żyli w kraju wolnym od okupacji – mówi Sulejmanow. Dodaje, że wielu rozważa powrót na Krym w sytuacji, gdyby zakończyła się wojna i rosyjska okupacja, jednak nie da się przewidzieć kiedy i w jakich warunkach mogłoby to nastąpić.
Tatarzy krymscy są wdzięczni za udzielaną przez Polaków pomoc w czasie trwającej od 2014 roku wojny. - Polska mocno wspiera Ukrainę, więcej niż inne kraje i my to widzimy. Osobiście czuję się tutaj bardzo komfortowo, ale martwię się oczywiście tym, co dzieje się na Krymie i że nie mogę tam wrócić – mówi Sulejmanow.
Aneksja Krymu była wynikiem pierwszej fazy rosyjskiej agresji przeciwko Ukrainie, a jej początek datuje się na 20 lutego 2014 roku, gdy w Kijowie trwały jeszcze starcia sił prorosyjskich z protestującymi w ramach Euromajdanu. Chaos jaki nastąpił wówczas na Ukrainie został wykorzystany przez Rosję do zajęcia Krymu, a także rozpoczęcia działań zbrojnych na wschodzie kraju, w wyniku czego powstały dwie separatystyczne republiki w Doniecku i Ługańsku; trzecia, w Charkowie, została zlikwidowana na skutek działań ukraińskich sił bezpieczeństwa. W odpowiedzi na rosyjską aktywność w Donbasie armia ukraińska rozpoczęła działania w ramach Operacji Antyterrorystycznej (ATO), które stały się faktycznie pierwszym etapem wojny rosyjsko-ukraińskiej, jaka od 24 lutego 2022 roku przeszła w fazę pełnoskalowej inwazji.
Dariusz Materniak (PAP)
mad/ ap/ js/ grg/