Ambasador USA kontra Czarzasty. Demokraci zabrali głos
Zerwanie stosunków dyplomatycznych z sojusznikiem z powodu dążenia przez prezydenta Donalda Trumpa do zdobycia Pokojowej Nagrody Nobla potwierdza tezę o jego transakcyjności – ocenili w czwartek politycy Partii Demokratycznej z Komisji Spraw Zagranicznych Izby Reprezentantów USA.
„Zerwanie stosunków dyplomatycznych z sojusznikiem z powodu małostkowej i niezasłużonej kampanii Trumpa w sprawie Pokojowej Nagrody Nobla… w zasadzie tylko potwierdza tezę o jego »transakcyjności« i »nastawieniu na siłę«” – napisano na koncie X Demokratów w Komisji Spraw Zagranicznych Izby Reprezentantów USA.
Skomentowano w ten sposób ogłoszenie przez ambasadora USA w Polsce Toma Rose’a zerwania kontaktów z marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym.
„Jeśli ambasadorowie z innych krajów zrywaliby kontakty z nami z powodu rzekomych zniewag, nie zostałoby nam zbyt wielu kontaktów” – ocenił Phil Gordon, były doradca wiceprezydent USA Kamali Harris. Zauważył w swoim wpisie na platformie X, że do deklaracji Rose’a doszło tydzień po tym, jak Trump „zdyskredytował służbę polskich żołnierzy w Afganistanie”.
„Trudno jest podważyć sojusz tak silny, jak ten między USA i Polską, ale wygląda na to, że ten ambasador jest zdecydowany, by spróbować” – dodał Gordon, który obecnie jest ekspertem w think tanku Brookings Institution.
Czarzasty nie poprze Nobla dla Trumpa
Czarzasty poinformował w poniedziałek, że nie poprze wniosku o przyznanie Trumpowi pokojowego Nobla. Z inicjatywą taką wystąpili przewodniczący Izby Reprezentantów Kongresu Stanów Zjednoczonych Mike Johnson oraz przewodniczący Knesetu państwa Izrael Amir Ochanna, a do Sejmu wpłynęła korespondencja w tej sprawie.
Czarzasty zarzucił Trumpowi destabilizowanie instytucji międzynarodowych poprzez politykę siły i transakcyjne podejście, które – jego zdaniem – narusza zasady i prawo międzynarodowe, np. poprzez instrumentalne traktowanie innych terytoriów, takich jak Grenlandia.
Wskazał również na kontrowersje, które wywołały słowa Trumpa o rzekomej niewielkiej roli sojuszników w Afganistanie. Chodzi o wypowiedź Trumpa z końca stycznia, gdy prezydent USA stwierdził, że Ameryka nigdy nie potrzebowała pomocy NATO, a wojska Sojuszu podczas misji w Afganistanie trzymały się „trochę z tyłu” i „trochę z dala od linii frontu”.
Słowa te wywołały oburzenie opinii publicznej w państwach NATO, które wysłały swoje wojska do Afganistanu.
Z Waszyngtonu Natalia Dziurdzińska (PAP)
ndz/ piu/ know/