O PAP.pl

PAP.pl to portal PAP - największej agencji informacyjnej w Polsce, która zbiera, opracowuje i przekazuje obiektywne i wszechstronne informacje z kraju i zagranicy. W portalu użytkownik może przeczytać wybór najważniejszych depesz, wzbogaconych o zdjęcia i wideo.

Vincent Munier: chciałbym, by „Pieśni lasu” przywróciły równość wszystkim gatunkom [WYWIAD]

Często wydaje nam się, że jesteśmy ponad innymi bytami. Z wielkich drapieżników zamieniamy się w wielkich niszczycieli. Chciałbym, by „Pieśni lasu” przywróciły równość wszystkim gatunkom – powiedział PAP Vincent Munier. Jego dokument można oglądać podczas 23. festiwalu Millennium Docs Against Gravity.

Vincent Munier. Fot. EPA/CHRISTOPHE PETIT TESSON
Vincent Munier. Fot. EPA/CHRISTOPHE PETIT TESSON

W swoim kolejnym dziele twórca „Ducha śniegów” zabiera widzów do lasów francuskiego regionu Wogezy, skąd pochodzi. Portretuje mieszkańców borów – niedźwiedzie, rysie, jelenie, sowy i inne zwierzęta. Składa hołd przyrodzie i zaprasza do refleksji nad tym, co możemy zrobić dla gatunków zagrożonych wyginięciem. Jego dokument nie jest tylko medytacją nad naturą, ale również historią o kultywowaniu dziedzictwa, przekazywaniu pasji i rodzinnych więziach. Reżyser ukazuje swojego ojca, przyrodnika, fotografa i ekologa Michela Muniera oraz nastoletniego syna Simona, który w trakcie wędrówki ma po raz pierwszy zobaczyć głuszca.

PAP: Francuski filozof Baptiste Morizot zwraca uwagę, że jako ludzie zwykliśmy traktować zwierzęta jak byty służebne lub nieistotne tło. Odgrodziliśmy się od innych gatunków, zapomnieliśmy, że nie jesteśmy jedynymi mieszkańcami Ziemi. Poprzez „Pieśni lasu” chciałeś, byśmy na nowo przemyśleli swoje relacje z naturą?

Vincent Munier: Tak, to bardzo ważne. Narzucenie widzowi powolnego, kontemplacyjnego rytmu opowieści było dość odważnym posunięciem. Szczerze mówiąc, miło zaskoczyła mnie reakcja francuskiej publiczności. Dla mnie „Pieśni lasu” są głęboko osobistym obrazem. Pod tym względem znacznie łatwiej pracowało mi się nad „Duchem śniegów”. Odbiór mojego nowego dokumentu dowodzi, że potrzebujemy się wyciszyć. Na co dzień jesteśmy rozkojarzeni przez media społecznościowe. Oglądamy filmy w przyspieszonym tempie, by zaoszczędzić czas. Gdy przez półtorej godziny możemy pobyć w ciszy, czujemy się jak na terapii. Może to przesądziło, że obraz obejrzało we Francji już 900 tys. widzów, co jest świetnym wynikiem dla tego typu kina. To istne szaleństwo!

 

 

PAP: Podkreślasz, że wszystko, co wiesz o naturze, zawdzięczasz Michelowi Munierowi. Kiedy poczułeś, że nadszedł moment, by zaszczepić tę samą pasję w twoim synu Simonie?

V.M.: Musiałem oswoić się z myślą, że prędzej czy później stracę ojca. Obserwowałem, jak podupada na zdrowiu i martwiłem się, że zbliża się nieuchronne. Pod koniec filmu tata przekazuje nam mocne przesłanie: śmierć nie jest przeciwieństwem życia, lecz jego integralną częścią. Zdecydowałem się zrobić ten obraz także z myślą o Simonie. W momencie realizacji zdjęć miał 12 lat. Dokładnie tyle co ja, gdy dotarłem do punktu zwrotnego – po wielu godzinach w lesie po raz pierwszy ujrzałem jelenia. Wiem, że spotkanie ze zwierzęciem, człowiekiem, filmem lub książką może zmienić życie młodego człowieka. Zaprosiłem więc na wyprawę mojego syna. Sądzę, że rówieśnicy Simona z łatwością utożsamią się z nim. W „Pieśniach lasu” dzielę się osobistą historią, która wielu ludziom może wydać się bliska.

PAP: Sądzisz, że syn pójdzie w twoje ślady?

V.M.: W momencie realizacji filmu Simon bywał znudzony wielogodzinnym czuwaniem w lesie, sięgał po telefon. Teraz ma już 15 lat, urósł o głowę, jest nastolatkiem. Czasami mnie denerwuje, nie chce mnie słuchać. Jednak wciąż uważam, że to, co staram się mu wpoić, trafia na żyzny grunt. Mam nadzieję, że skorzysta z tego na dalszym etapie życia. To bardzo dobry punkt wyjścia. Ja w jego wieku byłem bez pamięci zakochany w przyrodzie. Ciągle pragnąłem nowych wrażeń. Ale pamiętajmy, że wiodłem znacznie prostsze życie niż dzisiejsze nastolatki. Wychowywałem się w skromnej rodzinie. Mieszkałem w małym domu, nie miałem tych wszystkich rozrywek, które obecnie są normą. Cały wolny czas spędzałem z bratem i siostrą w lesie.

PAP: W filmie Michel Munier dzieli się z nami swoim ulubionym wspomnieniem. W latach 60., zimą, po raz pierwszy zobaczył głuszca. Ten ptak-duch stał się jego obsesją. Czy – podobnie jak on – masz w głowie obraz, który zostanie z tobą na zawsze?

V.M.: Takim wspomnieniem jest wzruszający moment, o którym już powiedziałem – pierwsze spotkanie z jeleniem. Moim totemem jest żuraw. Zacząłem fascynować się tym ptakiem, gdy byłem w wieku Simona. Miałem pokój na poddaszu, z oknem wychodzącym na niebo. Pamiętam, że żurawie wydawały niesamowity hałas. Brzmiało to tak, jakby skakały po dachu. Kiedy zdobyłem prawo jazdy, natychmiast wsiadłem w samochód i pojechałem do Europy Wschodniej, a później do Norwegii i Finlandii, by śledzić migrację żurawi. Ta wyprawa zapoczątkowała moją pierwszą książkę „The Ballet of the Cranes”. Chciałbym zachować ją w pamięci w najdrobniejszych detalach.

PAP: A gdybyś miał wskazać zwierzę, które swoim zachowaniem najbardziej przypomina człowieka...?

V.M.: Pierwszy przychodzi mi na myśl niedźwiedź. Swoją drogą, nie muszę tworzyć więzi ze zwierzęciem. Zdarza się, że ono próbuje nawiązać kontakt ze mną. Miałem tak z białym wilkiem. To było bardzo dziwne. Fascynują mnie wielkie drapieżniki. Tak wiele musiały wycierpieć ze strony człowieka. Może właśnie dlatego urosły do rangi symbolu. Gdybyśmy tylko znaleźli sposób, by pokojowo współistnieć z tymi drapieżnikami, byłoby pięknie. Gdybyśmy mogli zawrzeć sojusz ze zwierzętami... W trakcie podróży spędziłem sporo czasu z ludnością rdzenną i koczowniczą. One potrafią żyć w harmonii z drapieżnikami. Nie zastawiają pułapek, nie próbują ich wytępić. Nie ma między nimi nienawiści.

PAP: Będąc w głuszy, odczuwasz niekiedy strach?

V.M.: Tak. Wcale się tego nie wstydzę. Strach uczy pokory i wrażliwości. Dzięki niemu przestajemy być dominujący, apodyktyczni. Właściwie lubię czuć się ofiarą. To bardzo kojące uczucie. Często wydaje nam się, że jesteśmy ponad innymi bytami. Z wielkich drapieżników zamieniamy się w wielkich niszczycieli. Chciałbym, by „Pieśni lasu” zniosły tę hierarchię, by przywróciły równość wszystkim gatunkom. Strach może nam w tym pomóc. Oczywiście, niekiedy prowadzi on do czegoś przeciwnego – ignorancji, złych decyzji, zabijania istot żywych. Ale generalnie to ważna emocja.

Więcej

Fot. PAP/EPA/RICCARDO ANTIMIANI
Fot. PAP/EPA/RICCARDO ANTIMIANI

Iain Forsyth i Jane Pollard: „Broken English” nie miał być pomnikiem Marianne Faithfull [WYWIAD]

PAP: Według twojego ojca, jeśli po długim oczekiwaniu dostrzegasz na horyzoncie zwierzę, masz poczucie jakbyś śnił. Las uwrażliwia na piękno, uczy cierpliwości i pokory. A co tobie dają te wyprawy?

V.M.: Tak wiele, że nawet nie wiem, od czego zacząć. To, że codziennie przebywam w lesie, nie oznacza, że cokolwiek kontroluję. Ciągle wszystko kwestionuję, na różnych poziomach – zarówno jeśli idzie o poszukiwanie zwierząt, jak i poszukiwanie samego siebie. Wciąż staram się osiągnąć równowagę. To ciągły proces. Jeśli czegoś mogę być pewny, to tylko tego, że poszukiwania są stałą. Stanowią duchowe doświadczenie – niczym modlitwa. Celem jest odnalezienie pokarmu dla duszy, rozwijanie własnej świadomości i nauka. Nadal się uczę.

PAP: Za muzykę do filmu odpowiadał m.in. znany z zespołu The Bad Seeds multiinstrumentalista Warren Ellis, z którym współpracowałeś przy „Duchu śniegów”. Jak udało wam się uchwycić poezję dźwięków lasu?

V.M.: Cieszę się, że mogłem współpracować z Warrenem, a wcześniej także z Nickiem Cave’em. Gdy wysłałem mu pierwszy draft scenariusza, zareagował bardzo entuzjastycznie. Naprawdę chciał stać się częścią opowieści o przekazywaniu pasji. Później dołączyły do nas Dom La Nena i Rosemary Standley. Razem poszukiwaliśmy balansu między muzyką Warrena, a lirycznym, sakralnym charakterem twórczości obu artystek. Chcieliśmy wyważyć dźwięk i ciszę, odgłosy natury i ludzkie szepty. Sądzę, że to się udało. Wykreowaliśmy magię, która przyprawia widzów o gęsią skórkę.

PAP: Od lat fotografujesz spektakularne krajobrazy i rzadkie gatunki zwierząt. W swoim poprzednim dokumencie zarejestrowałeś tybetańską faunę, w tym panterę śnieżną, zaliczaną do najbardziej nieuchwytnych ssaków drapieżnych. Czy są takie stworzenia, których jeszcze nie widziałeś, a chciałbyś?

V.M.: Oczywiście. Na mojej liście długo figurował piżmowół arktyczny i takin złoty. Niedawno byłem w Bhutanie. Pojechałem tam na zaproszenie króla i królowej, którzy powierzyli mi realizację projektu dotyczącego lasów. W tym państwie – położonym w Azji Południowej, we wschodnich Himalajach – żyje mnóstwo ciekawych gatunków. Jednym z nich jest właśnie takin złoty – ssak z rodziny wołowatych, przypominający piżmowoła arktycznego skrzyżowanego z kozą. Bardzo dziwne zwierzę. Jest jeszcze wiele innych osobników, które chciałbym zobaczyć. Niebawem planuję wrócić do Puszczy Białowieskiej. To niesamowicie ciekawe miejsce.

Rozmawiała Daria Porycka

Vincent Munier (ur. 1976 r.) jest francuskim reżyserem, operatorem, fotografem przyrody i podróżnikiem. Jego prace są prezentowane w europejskich i amerykańskich galeriach oraz w międzynarodowej prasie. W 1999 r. wydał swoją pierwszą książkę „The Ballet of the Cranes”. Rok później otrzymał nagrodę BBC Wildlife Photographer of the Year. Jest autorem zdjęć m.in. białych wilków z kanadyjskiej Wyspy Ellesmere’a oraz żurawi z japońskiej wyspy Hokkaido. W 2010 r., po kilku latach spędzonych w Arktyce, postanowił zrealizować kolejne marzenie i sfotografować tybetańską faunę. Później powrócił do Tybetu w towarzystwie swojej partnerki, operatorki Marie Amiguet. Owocem tej wyprawy jest debiutancki dokument Muniera „Duch śniegów”, współtworzony przez Amiguet. Muzykę do filmu skomponowali Nick Cave i Warren Ellis. Kolejny dokument Muniera „Pieśni lasu” doceniono m.in. Cezarami w kategoriach najlepszy dokument i dźwięk oraz Lumiere Awards za najlepszą muzykę.

„Pieśni lasu” można oglądać w ramach 23. festiwalu Millennium Docs Against Gravity, który odbywa się w siedmiu miastach. Reżyser wraz z Michelem Munierem będą gośćmi wydarzenia. Spotkają się z publicznością 11, 12 i 14 maja w Warszawie. Szczegóły pod adresem: https://mdag.pl/. (PAP)

dap/ wj/ dki/ grg/

Zobacz także

  • PAP/Radek Pietruszka
    PAP/Radek Pietruszka

    Rozpoczęła się coroczna akcja „ZOOstaw, NIE porywaj” [NASZE WIDEO]

  • Zdjęcie ilustracyjne Fot. PAP/Radek Pietruszka
    Zdjęcie ilustracyjne Fot. PAP/Radek Pietruszka
    Specjalnie dla PAP

    Nadchodzi wyż, a z nim słoneczna pogoda na święta. Ekspert o sytuacji klimatycznej w Polsce

  • PAP/Leszek Szymański
    PAP/Leszek Szymański

    Niemal 700 ptaków trafiło już do Ptasiego Punktu Przyjęć w Warszawie [NASZE WIDEO]

  • Widok na Tatry. Fot. PAP/Grzegorz Momot
    Widok na Tatry. Fot. PAP/Grzegorz Momot

    Porównali Tatry dziś i sprzed stulecia. Wnioski zaskakują

Serwisy ogólnodostępne PAP