Mieszkańcy miast stwarzają dzikom dogodne żerowiska. W Warszawie i Łodzi żyje ich kilka tysięcy
Ok. 3 tys. dzików żyje w Warszawie, w Łodzi ok. 2 tys.; zjawisko bytowania tych zwierząt w miastach z roku na rok się nasila - poinformował w środę Wacław Matysek z Polskiego Związku Łowieckiego. Wskazał, że mieszkańcy stwarzają dzikom dogodne żerowiska, a to zwabia zwierzęta.
- Już niemal nikogo nie dziwią dziki na skwerach na placach zabaw, choć tak nie powinno być. Dziki nie powinny przebywać w miastach. W samej Warszawie populacja dzików już jest szacowana na ponad 3 tys. sztuk, a w Łodzi - blisko 2 tys. Wzrasta też liczba interwencji. Cztery lata temu w Warszawie było rocznie 2,5 tys. zgłoszeń, a w zeszłym roku już ponad 8 tys. - powiedział Matysek podczas konferencji Polskiego Związku Łowieckiego.
Ekspert: dziki bardzo szybko adaptują się do życia na terenach miejskich
Ekspert zwrócił uwagę, że dziki bardzo szybko adaptują się do życia na terenach miejskich, gdzie znajdują schronienie i mają łatwy dostęp do pożywienia, które - najczęściej nieświadomie - zostawiają im ludzie. Wszystko to sprawia, że dziki stwarzają w miastach realne zagrożenie dla ludzi i zwierząt domowych.
Przedstawiciel PZŁ przypomniał, że kilkanaście dni temu w Otwocku dziki zaatakowały kobietę spacerującą z psem. Na początku stycznia do ataku na spacerującą kobietę doszło też w Wilanowie, a poszkodowana trafiła do szpitala.
Matysek wskazał, że aby ograniczyć ryzyko niebezpiecznych incydentów wynikających z przebywania dzików w mieście, należy przestrzegać podstawowych zasad.
„Stołówka” dla dzików
- Najważniejsze jest niedokarmianie tych zwierząt i niezostawianie im pokarmu. Kiedy kosimy trawniki, wyrzucajmy trawę do szczelnie zamykanych kubłów. Nie róbmy kompostowników pod płotem, bo one bardzo szybko ściągają dziki zwabione pędrakami i dżdżownicami. To dla nich doskonała „stołówka” - powiedział.
Dodał, że nie należy również podchodzić do dzików, które bardzo szybko oswajają się z obecnością ludzi.
Ekspert: dzik najczęściej ostrzega zanim zdecyduje się zaszarżować
- Miejskie dziki zazwyczaj nie reagują na obecność ludzi w pobliżu, ale nie daj Boże, że np. warchlak kwiknął, bo wówczas zaniepokojona locha może zaatakować. Obowiązkowo wyprowadzajmy nasze psy na smyczy i nie pozwalajmy im podbiegać do dzików, bo to może je sprowokować do reakcji. W miejscach, gdzie można spodziewać się dzików, rozglądajmy się. A jeśli się pojawią, przejdźmy na drugą stronę - zalecił Matysek.
Ekspert zwrócił uwagę, że dzik najczęściej ostrzega zanim zdecyduje się zaszarżować.
- Zarówno locha jak i odyniec zazwyczaj najpierw podbiegnie i zatrzyma się. Jeżeli tak się zdarzy - nie uciekajmy, tylko starajmy się powoli wycofać, schować się za narożnik budynku czy samochód. Zawsze też zgłaszajmy takie incydenty, dzwoniąc pod numer alarmowy 112 lub 986 do straży miejskiej - dodał.
Matysek zauważył również, że rozwiązywanie problemów, które stwarzają dziki w miastach pozostaje w gestii samorządów, z którymi Polski Związek Łowiecki współpracuje.
- Bardzo istotna jest edukacja społeczeństwa. To właśnie włodarze miast wraz z kołami łowieckimi, które przylegają do tych ośrodków, z leśnikami, ze strażą miejską, z przyrodnikami powinni przekazywać ludziom, jak ograniczać ryzyko niebezpiecznych sytuacji - podsumował. (PAP)
gkc/ drag/gn/