O PAP.pl

PAP.pl to portal PAP - największej agencji informacyjnej w Polsce, która zbiera, opracowuje i przekazuje obiektywne i wszechstronne informacje z kraju i zagranicy. W portalu użytkownik może przeczytać wybór najważniejszych depesz, wzbogaconych o zdjęcia i wideo.

WTA Finals - Świątek kontra Anisimova, odcinek trzeci

Londyn, Nowy Jork i teraz Rijad - Amanda Anisimova po raz trzeci w ciągu czterech miesięcy stanie na drodze Igi Świątek w prestiżowej imprezie. W środę stawką będzie półfinał podsumowującego sezon tenisowy WTA Finals w Rijadzie. Dotychczasowy bilans: 1-1.

Iga Świątek i Amanda Anisimova. Fot. PAP/EPA/TOLGA AKMEN
Iga Świątek i Amanda Anisimova. Fot. PAP/EPA/TOLGA AKMEN

Amerykanka rosyjskiego pochodzenia była, podobnie jak jej rówieśniczka z Polski, obiecującą nastolatką, ale później - inaczej niż Świątek - popadła w sportowy niebyt. Od czasów juniorskich nie grały przez długie lata, a teraz w krótkim odstępie po raz trzeci zmierzą się na wielkiej tenisowej scenie.

Pierwszy raz ich drogi przecięły się 2 października 2016 roku. Wówczas Świątek pokonała Anisimovą w finale juniorskiego Pucharu Federacji, a następnie w parze z Mają Chwalińską przypieczętowała w deblu wygraną Polek 2:1.

- Iga była świetną juniorką. Pamiętam, że wielu trenerów mówiło, że kiedyś będzie wielką gwiazdą. Oczywiście mieli rację - przypomniała Anisimova podczas tegorocznego Wimbledonu.

Więcej

Iga Świątek. Fot. EPA/WU HAO
Iga Świątek. Fot. EPA/WU HAO

WTA Finals - Świątek przegrała z Rybakiną

Cztery lata później Świątek zadziwiła tenisowy świat wygrywając przełożony na jesień French Open. Wielkoszlemowe tytuły w Paryżu zdobyła też w latach 2022-24. Do tego dochodzi mistrzostwo US Open 2022 i wreszcie tegoroczny triumf na londyńskiej trawie. Polka, która w 2023 roku była też najlepsza w WTA Finals, 125 tygodni spędziła jako liderka rankingu.

Początkowo jednak głośniej w tenisowym środowisku było o Anisimovej. Już w 2019 roku dotarła do półfinału French Open. Została pierwszą tenisistką urodzoną w 21. wieku, która znalazła się co najmniej w ćwierćfinale Wielkiego Szlema. Na tym etapie pokonała w Paryżu nie byle kogo, bo broniącą tytułu Simonę Halep. Rumunka szczebel niżej gładko odprawiła Świątek, wygrywając 6:1, 6:0. W drugiej rundzie natomiast Anisimova uporała się wtedy z Aryną Sabalenką, obecną liderka listy WTA.

Po paryskim turnieju nic jednak nie układało się po myśli Amerykanki. Najpierw zmagała się z kontuzją pleców, a znacznie większy cios przyszedł kilka tygodni później, gdy z powodu zawału serca zmarł jej ojciec, który był też trenerem.

Kolejny pojedynek Świątek-Anisimova. Historia starć tenisistek

Do wielkoszlemowego ćwierćfinału ponownie dotarła dopiero w 2022 roku, gdy na tym etapie odpadła z Wimbledonu. Nie był to jednak początek jej powrotu. 10 miesięcy później, po serii słabych występów, ogłosiła, że zawiesza karierę z powodu wypalenia i nękających ją problemów mentalnych. Wróciła na początku ubiegłego roku. Początkowo mogła korzystać z „zamrożonego rankingu”, ale sukcesów nie odnosiła.

Przełom nastąpił na początku tego roku, gdy w Dausze wygrała pierwszy w karierze turniej rangi WTA 1000. We French Open odpadła w 1/8 finału po porażce z Sabalenką. Trawiastą część sezonu zaczęła od finału w londyńskim Queen’s Clubie. W Wimbledonie na początku niewielu widziało w niej kandydatkę do odegrania jednej z głównych ról, ale w miarę rozwoju rywalizacji radziła sobie coraz lepiej. W półfinale stoczyła heroiczny ze względu na dramaturgię i wysoką temperaturę pojedynek z Sabalenką, broniąc najpierw piłki meczowej, a ostatecznie wygrywając 6:4, 4:6, 6:4.

Więcej

Jannik Sinner. Fot. PAP/EPA/CHRISTOPHE PETIT TESSON
Jannik Sinner. Fot. PAP/EPA/CHRISTOPHE PETIT TESSON

Najnowszy ranking ATP. Zmiana na czele

W finale przeciw Świątek zapłaciła cenę za to spotkanie. Zmęczona fizycznie i rozbita psychicznie nie była w stanie nawiązać walki z rozpędzoną Polką, która przejechała się po niej niczym walec. Po jednym z najkrótszych finałów w historii - trwającym ledwie 57 minut - Amerykanka przegrała 0:6, 0:6. Był to pierwszy od 114 lat przypadek w londyńskim turnieju, że finalistka nie zdobyła ani jednego gema.

Sukces Świątek - tyleż zasłużony co niespodziewany - przyszedł w wyjątkowym momencie. Na turniejowy triumf czekała już ponad rok, a w tym czasie wiele się w jej sportowym życiu zdarzyło, m.in. zmiana trenera czy krótkie zawieszenie za doping. Wcześniej na wimbledońskiej trawie nie radziła sobie najlepiej, więc nic dziwnego, że było to niczym „podbicie nowego terytorium”. Po zwycięstwie w Londynie została jedyną aktywną zawodniczką, która wygrała imprezy najwyższej rangi na wszystkich trzech nawierzchniach. Poza tym żaden inny tytuł tenisowy nie daje takiego splendoru, choć ona sama przyznała, że oddałaby jeden z już sześciu wielkoszlemowych triumfów za olimpijskie złoto.

Anisimova zaraz po meczu przyznała, że nie zamierza się samobiczować, a chce wyciągnąć pozytywne wnioski, ale ze sromotnej porażki nie otrząsnęła się szybko. Z zawodów w Montrealu i Cincinnati odpadła szybko, wygrywając w sumie dwa spotkania. Do US Open przystąpiła jako rozstawiona z numerem ósmym. Podobnie jak w Wimbledonie, z meczu na mecz grała lepiej.

W 1/8 finału, co już było jej najlepszym osiągnięciem na Flushing Meadows, rozbiła Brazylijkę Beatriz Haddad Maię 6:0, 6:3. Jak przyznała, o letnich rozczarowaniach już zapomniała, a Nowy Jork i centralna arena im. Arthura Ashe'a sprawiły, że w głowie ma wyłącznie pozytywne wibracje.

US Open. Amerykanka lepsza od Polki

W ćwierćfinale znów, zaledwie 53 dni po wpadce w Londynie, trafiła na Świątek, która po Wimbledonie triumfowała też - również po raz pierwszy - w Cincinnati. W US Open notowania podopiecznej trenera Wima Fissette’a rosły w miarę trwania turnieju i przed pojedynkiem z Amerykanką uchodziła, nie tylko według bukmacherów, za główną pretendentkę do końcowego sukcesu. Wydawało się, że po Londynie może pójść za ciosem i sięgnąć po kolejną koronę.

Mecz zweryfikował te prognozy. Polka uległa 4:6, 3:6.

Według Świątek łatwość, z jaką zwyciężyła w Londynie, nie wpłynęła negatywnie na jej podejście czy koncentrację w Nowym Jorku.

- Jeśli ktoś ma trochę wiedzy o tenisie, to wie, że to nie jest tak, że, po pierwsze - da się powtórzyć taki mecz, a po drugie - wynik z Wimbledonu był zasługą mojej gry, ale też i tego, że Amanda nie zagrała wtedy najlepiej. Tam różnica była duża, ale to nie jest tak, że zawsze będzie robić te same błędy. Wszyscy pracujemy i nikt nie zakładał, że kolejny mecz będzie wyglądał tak samo. Takie myślenie byłoby totalnie irracjonalne. Wiem, że to dobra zawodniczka i że gra dobry tenis, więc byłam gotowa na ciężkie spotkanie - przyznała Polka.

Wskazała, że szwankował - zresztą od dłuższego czasu - jej serwis, a rywalka lepiej poruszała się po korcie i po prostu zagrała lepiej.

Więcej

Aryna Sabalenka Fot. PAP/EPA/CRISTOBAL HERRERA-ULASHKEVICH
Aryna Sabalenka Fot. PAP/EPA/CRISTOBAL HERRERA-ULASHKEVICH

WTA Finals - Sabalenka wygrała z Paolini

Zaznaczyła jednak, że z porażką z Anisimovą nie będzie musiała się jakoś szczególnie oswajać, bo wie, że okres letni miała udany i pokazała dużo jakości, choć w Nowym Jorku do końca jej się to nie udało. - Wiem, co osiągnęłam i nie wymażę tego tylko dlatego, że teraz przegrałam - wspomniała.

Anisimova dotarła na Flushing Meadows do finału, w którym nie sprostała Sabalance, ale nie ukrywała, że to wygrana z Polką była w tamtym turnieju najcenniejsza.

- Mecz z Igą zdecydowanie różnił się od jakiegokolwiek innego tutaj, czy w ogóle jakiegokolwiek, który wcześniej grałam, ze względu na okoliczności. Naprawdę starałam się podejść do niego z odpowiednim nastawieniem, zwłaszcza w ciągu ostatnich 24 godzin przygotowywałam się bardziej mentalnie niż fizycznie. Jestem naprawdę zadowolona z tego, jak sobie poradziłam - przyznała Amerykanka, której wielką pasją jest malarstwo, a szczególnie docenia Vincenta van Gogha.

Sposób, w jaki Anisimova poradziła sobie z klęską na Wimbledonie zrobił wrażenie także na innych tenisistkach.

- Myślę, że to było coś, na czym przez cały sezon najbardziej jej zależało. Sposób, w jaki „przetrawiła” finał Wimbledonu robił wrażenie. Naprawdę poradziła sobie z tym z wielką gracją, chyba trudno było to zrobić lepiej - przyznała Madison Keys, która w Rijadzie w fazie grupowej przegrała już zarówno z Polką, jak i swoją rodaczką.

Jesienią w Azji Świątek zwyciężyła w Tokio, a Anisimova - w Pekinie, dzięki czemu awansowała na najwyższe w karierze czwarte miejsce w rankingu WTA. W zależności od rozstrzygnięć w WTA Finals może nawet wyprzedzić Coco Gauff i skończyć sezon tuż za plecami białorusko-polskiego duetu.

Choć w WTA Finals rywalizacja toczy się w grupie, to ich środowe spotkanie ma charakter „pucharowy” - przegrywająca odpada. Obie mają w dorobku zwycięstwa nad Keys, obie przegrały z Jeleną Rybakiną z Kazachstanu. Porażka Świątek i szybkie odpadnięcie z tak prestiżowej imprezy, choć nie wpłynie na notowania rankingowe, zapewne odbije się na postrzeganiu całego sezonu w jej wykonaniu.

W środę Polka i Amerykanka wyjdą na kort ok. godz. 17.(PAP)

pp/ cegl/ ppa/

Zobacz także

  • Iga Światek i Elena Rybakina. Fot. PAP/EPA/JAMES ROSS
    Iga Światek i Elena Rybakina. Fot. PAP/EPA/JAMES ROSS

    Australian Open. Świątek: najbardziej chciałabym teraz wyjść na kort treningowy

  • Iga Świątek. Fot. EPA/JAMES ROSS
    Iga Świątek. Fot. EPA/JAMES ROSS

    Australian Open - Sierzputowski: trudno wskazać faworytkę meczu Świątek – Rybakina

  • Iga Świątek. Fot. PAP/EPA/LUKAS COCH
    Iga Świątek. Fot. PAP/EPA/LUKAS COCH

    Australian Open - turniejowa nuda Igi Świątek

  • Maddison Inglis. Fot. EPA/JAMES ROSS
    Maddison Inglis. Fot. EPA/JAMES ROSS

    Australian Open - Inglis po porażce ze Świątek kupi sobie wymarzony... toster

Serwisy ogólnodostępne PAP