Wyrok w procesie Jarosława Kaczyńskiego z oskarżenia Krzysztofa Brejzy - 27 stycznia
27 stycznia ogłoszony ma zostać wyrok w procesie prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego z oskarżenia prywatnego europosła KO Krzysztofa Brejzy. Proces ten zakończył się we wtorek. Według Brejzy Kaczyński w marcu 2024 r. zarzucił mu popełnianie poważnych i „odrażających przestępstw”.
Sprawa z oskarżenia Brejzy dotyczy słów prezesa PiS, które padły na posiedzeniu sejmowej komisji śledczej ds. Pegasusa w marcu 2024 r. Lider PiS powiedział wówczas m.in., że „znaczący polityk formacji opozycyjnej dopuszcza się bardzo poważnych, a przy tym odrażających przestępstw”. W tej sprawie Sejm uchylił Kaczyńskiemu immunitet w marcu zeszłego roku.
Proces w Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Śródmieścia toczył się od jesieni zeszłego roku. Na wtorkowej rozprawie wygłoszone zostały mowy końcowe.
Reprezentująca w tej sprawie europosła mec. Dorota Brejza (prywatnie jego żona) zaznaczyła, że Krzysztofowi Brejzie nie zależy na tym, żeby ewentualny wyrok był nadmiernie represyjny dla prezesa PiS. Jak mówiła, chciałaby, żeby orzeczenie „miało skutek edukacyjny”, a podobne sytuacje ze strony lidera PiS - nie powtarzały się. Pełnomocniczka Brejzy zawnioskowała o zapłatę przez lidera PiS nawiązki w wysokości 50 tys. zł oraz zaznaczyła, że decyzję co do wymiaru kary pozostawia sądowi.
Na początku tej sprawy podobnie wypowiadał się Krzysztof Brejza. – Ten proces, który wytoczyliśmy prezesowi (...), jest elementem wyjaśnienia sprawy afery Pegasusa. Nie z zemsty, tylko dlatego, żeby ta sprawa nigdy się już nie powtórzyła – mówił w zeszłym roku.
We wtorek Brejza mówił m.in. o negatywnych dla niego skutkach słów prezesa PiS. – Każdego dnia (...) nazwisko moje jest zalewane falą hejtu i nienawiści współwygenerowaną przez Jarosława Kaczyńskiego – stwierdził przed sądem.
Broniący Kaczyńskiego mec. Bogusław Kosmus wniósł z kolei o uniewinnienie prezesa PiS. W swojej mowie końcowej mówił, że tocząca się sprawa nie dotyczy tego, „czy Brejza popełnił przestępstwa, czy one były obrzydliwe, czy nie”.
– To jest sprawa o to, jak miał się zachować i jak mógł się zachować świadek (sejmowej komisji śledczej – PAP) przymuszony do wypowiedzi na określony temat, (...) na pytania dociekliwych kolegów partyjnych czy koalicyjnych pana posła (Brejzy) - stwierdził mec. Kosmus. Obrońca prezesa PiS mówił już wcześniej, że podczas przesłuchania przed komisją śledczą ds. Pegasusa Kaczyński spełnił „w dobrej wierze (swój) obowiązek prawny”.
Lider PiS w listopadzie ub.r. wyjaśniał przed sądem, że był zobowiązany przez komisję śledczą do przedstawienia wszystkiego, co wie w danej sprawie. Dodawał wtedy, że jako wicepremier (szefem rządu był wówczas Mateusz Morawiecki) zajmujący się m.in. kwestiami bezpieczeństwa uzyskał informacje, że Brejza podjął „działania bezprawne” i „moralnie odrażające”. We wtorek Kaczyński nie był obecny w sądzie.
Odnoszący się do przestępstwa zniesławienia art. 212 Kodeksu karnego, który ma zastosowanie w tej sprawie, przewiduje, że „kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności”. W razie skazania sąd może także orzec konieczność zapłaty nawiązki na rzecz pokrzywdzonego lub na wskazany przez pokrzywdzonego cel społeczny.
W przypadku gdy do zniesławienia dochodzi za pomocą środków masowego komunikowania, art. 212 w paragrafie drugim, poza karą grzywny lub ograniczenia wolności, wymienia również karę pozbawienia wolności do roku. Ze względu na to, że słowa prezesa PiS, których dotyczy proces, padły podczas transmitowanego przez media posiedzenia sejmowej komisji śledczej, mec. Brejza wskazała, że w sprawie zastosowanie powinien mieć ten paragraf.
Po wysłuchaniu mów końcowych sędzia Tomasz Trębicki poinformował, że „ze względu na złożony charakter sprawy” odracza ogłoszenie wyroku do 27 stycznia br.
Mec. Dorota Brejza po opuszczeniu sali sądowej oceniła w rozmowie z dziennikarzami, że mający zapaść za dwa tygodnie wyrok będzie bardzo ważny dla opinii publicznej, ponieważ pokaże, jakie są granice wolności słowa, a ewentualne skazanie Kaczyńskiego będzie dla opinii publicznej sygnałem, że „w przestrzeni publicznej warto walczyć o prawdę”.
– W naszej opinii Jarosław Kaczyński znacząco granice wolności słowa przekroczył. Mówienie o kimś, że jest przestępcą, kiedy on przestępcą nie jest, wmawianie opinii publicznej, że przeciwnik polityczny rzekomo popełnił odrażające przestępstwa, jest niegodne i nie powinno być akceptowalne. Powinno być też wyraźnym sygnałem i dla całego społeczeństwa, i dla innych polityków, że pewnych rzeczy nie wolno mówić – zaznaczyła adwokat.
Ewa Fiutka (PAP)
ef/ nl/ mja/ ugw/ ep/