Aktorzy z "Gry o tron" i "Indiany Jonesa" w polskim filmie. Aidan Gillen i Paul Freeman o "Pojedynku" [NASZE WIDEO]
W „Pojedynku”, wojennym thrillerze Łukasza Palkowskiego, występują również aktorzy znani z hollywoodzkich produkcji, jak Aidan Gillen i Paul Freeman. - Najważniejsze było dopilnowanie, żeby niczego nie zepsuć, podejść do tego tematu z dużą wrażliwością i jak najlepiej opowiedzieć tę historię – mówi PAP Life Gillen, który wciela się w postać rosyjskiego agenta. A Freeman, który gra ukraińskiego woźnicę, dodaje, że niezwykle trudnym zadaniem była nauka rosyjskiego. Podczas zdjęć musiał ratować się „ściągami”.
Polscy aktorzy odnoszą sukcesy w produkcjach międzynarodowych. Ale ostatnio także znani aktorzy zagraniczni chętnie biorą udział w polskich filmach. W najnowszym widowisku Łukasza Palkowskiego pt. „Pojedynek” wystąpili Aidan Gillen, irlandzki aktor, która ma na swoim koncie role m.in. w takich filmach, jak „Świat w ogniu”, „Bohemian Rapsody”, „Król Artur. Legenda miecza” oraz serialach "Gra o Tron" i "Peaky Blinders". Z kolei Paul Freeman to 83-letni Brytyjczyk, którego widzowie mogli niedawno oglądać m.in. w "Czwartkowym klubie zbrodni", a wcześniej w "Poszukiwaczach zaginionej Arki", gdzie wcielił się w przeciwnika Indiany Jonesa - francuskiego archeologa, który współpracuje z nazistami.
„Pojedynek” to thriller historyczny inspirowany pradziwymi wydarzeniami, kiedy po napaści Rosji na Polskę 17 września 1939 roku, polscy oficerowie i przedstawiciele inteligencji trafili do niewoli i przez kilka miesięcy byli przetrzymywali w klasztorze w Kozielsku. Celem nie było zabicie ich, ale zwerbowanie na stronę komunistów. Operacją kierował Wasilij Zarubin, rosyjski agent, który przed wojną zakładał siatkę wywiadowczą w Niemczech, działał także w Chinach. Słynął z nienagannych manier i biegłej znajomości siedmiu języków. A do Kozielska przywiózł skrzynie książek po angielsku, by szlifować angielski przed objęciem funkcji szefa radzieckiego wywiadu w Waszyngtonie. W jednym z jeńców Zarubin rozpoznaje światowej sławy pianistę, Karola Grabowskiego (Jakub Gierszał) i próbuje go złamać różnymi metodami. Nie od razu siłą, bardziej obietnicą wolności, lepszego życia, kariery.
Palkowski od początku chciał obsadzić w roli Zarubina zagranicznego aktora, a Aidan Gillen znajdował się na „liście marzeń”. Producentom „Pojedynku”, dzięki pomocy irlandzkiego producenta, udało się dotrzeć do Gillena, któremu bardzo spodobał się scenariusz. Przed podjęciem ostatecznej decyzji, postanowił jeszcze przyjechać do Warszawy. Chciał się przekonać, w jakich warunkach, a - przede wszystkim - z kim będzie pracował.
57-letni gwiazdor w rozmowie z PAP Life podkreśla jednak, że decyzja nie była dla niego wcale trudna, ponieważ od dawna interesuje się polskim kinem, podziwia Wajdę, Polańskiego i Kieślowskiego. Wcześniej dwukrotnie był w Polsce - przy okazji festiwalu OFF Camera w Krakowie. Ale po raz pierwszy miał okazję grać w polskim filmie.
Przyznaje, że rola Zarubina była dla niego jednym z największych zawodowych wyzwań. - To bardzo poważny film o niezwykle bolesnym okresie i wydarzeniach, więc jednym z wyzwań było dopilnowanie, żeby niczego nie zepsuć, podejść do tego z dużą wrażliwością i jak najlepiej opowiedzieć tę historię. Drugim wyzwaniem było odpowiednie opanowanie języka, ponieważ postać, którą gram – Zarubin, był lingwistą i mówił w wielu językach. W naszym przypadku po angielsku, rosyjsku i francusku. Uczyłem się wszystkiego fonetycznie, pracując jednocześnie z dwoma lub trzema trenerami - to było czysto techniczne zadanie – wspomina Gillen.
Podkreśla, że bardzo ważne było dla niego przygotowanie się pod kątem historycznym. - Znałem tę historię, ale nie jakoś bardzo dogłębnie. Wiedziałem, do czego dochodzimy pod koniec filmu. Wiele lat temu oglądałem dokumenty - to chyba było związane z katastrofą samolotu, którym leciał polski prezydent na obchody upamiętniające zbrodnię katyńską. Myślę, że wtedy ten temat trafił w krąg moich zainteresowań. Studiowałem go, ale nie tak dokładnie, jak musieliśmy to zrobić przed wejściem na plan – opowiada.
Drugi ceniony zagraniczny aktor w obsadzie "Pojedynku" to Paul Freeman. Gra on ukraińskiego woźnicę, który pomaga głównemu bohaterowi w ucieczce z obozu. Brytyjski gwiazdor w rozmowie z PAP Life mówi, że właściwie od zawsze znał historię pokazaną w filmie. - Sprawa, kto jest odpowiedzialny (za mord na polskich oficerach – red.), nie została oficjalnie wyjaśniona aż do lat 90-tych. Wtedy znaleziono dokument z podpisem Stalina. To tragiczna historia. I niestety ciągle się powtarza, patrząc na wojnę, która toczy się tuż obok nas – podkreśla.
Przyznaje, że nauka rosyjskiego była dla niego niezwykle trudnym zadaniem, a na planie miał przygotowane ściągi, na których wszystkie kwestie były zapisane fonetycznie. Okazało się jednak, że zdjęcia będą odbywały się nocą i w ogóle nie widział kartek. Nauczyciel, który mu pomagał, stał za kamerą i wykrzykiwał kwestie, a on je powtarzał. – Na szczęście nie miałem zbyt dużo do powiedzenia, ale jestem bardzo ciekaw efektu. Producent mówi, że jest w porządku, ale zobaczymy – żartuje Freeman.
Obaj gwiazdorzy pojawili się na warszawskiej premierze „Pojedynku”.
W „Pojedynku”, obok Jakuba Gierszała, Aidana Gillena i Paula Freemana, zobaczymy Julię Pietruchę, Mateusza Kościukiewicza, Antoniego Pawlickiego, Tomasza Kota, Bogusława Lindę, Wojciecha Mecwałdowskiego i Annę Próchniak.
Autorem zdjęć jest Piotr Sobociński jr. Nad scenariuszem pracowali Dżamila Ankiewicz, Agatha Dominik i Robert Gliński.
„Pojedynek” można oglądać w kinach od 27 lutego. (PAP Life)
Autorka: Iza Komendołowicz
ikl/ag/