O PAP.pl

PAP.pl to portal PAP - największej agencji informacyjnej w Polsce, która zbiera, opracowuje i przekazuje obiektywne i wszechstronne informacje z kraju i zagranicy. W portalu użytkownik może przeczytać wybór najważniejszych depesz, wzbogaconych o zdjęcia i wideo.

Autorka reportażu o dorosłych z ADHD: latami słyszeli, że są leniwi i gorsi [WYWIAD]

Leniwi, nieodpowiedzialni, powinni bardziej się starać - słyszeli przez lata. Tymczasem wielu z nich miało nierozpoznane ADHD – powiedziała PAP autorka książki „Milion myśli naraz. O dorosłych z ADHD” Aneta Pawłowska-Krać. Dziś nadrabiamy dekady braków diagnostycznych - dodała.

Zdjęcie ilustracyjne Fot. Adobe Stock/BillionPhotos.com
Zdjęcie ilustracyjne Fot. Adobe Stock/BillionPhotos.com

PAP: Bohaterowie pani książki przez lata słyszeli to samo: „weź się w garść”. Odniosłam wrażenie, że największym ciężarem ADHD nie jest samo zaburzenie, tylko życie z przekonaniem, że jest się leniwym albo gorszym od innych.

Aneta Pawłowska-Krać, autorka opublikowanej w czerwcu przez Wydawnictwo Czarne książki „Milion myśli naraz. O dorosłych z ADHD”, dziennikarka zajmująca się tematyką zdrowotną w Polskiej Agencji Prasowej: To bardzo częste doświadczenie osób z ADHD. Od dziecka dostają znacznie więcej negatywnych komunikatów niż ich rówieśnicy. Zapominają zeszytów, gubią klucze, spóźniają się, nie kończą zadań, odpływają myślami albo wiercą się na lekcjach. W efekcie słyszą właśnie: „weź się w garść”, „przecież możesz się bardziej się postarać”, „jesteś zdolny, ale leniwy”.

Po latach nie myślą: „mam trudność”, lecz: „jestem beznadziejny/ beznadziejna”. To bardzo bolesna konsekwencja życia z nierozpoznanym ADHD.

PAP: Tymczasem pani pokazuje, że ADHD wcale nie oznacza braku koncentracji.

A.P.-K.: To jeden z mitów. Osoby z ADHD bardzo dobrze potrafią się koncentrować, ale nie potrafią swoją uwagą sterować. Jeśli coś je fascynuje, mogą temu poświęcić wiele godzin w wielkim skupieniu, ignorując nawet potrzeby fizjologiczne. Natomiast rzeczy nudne, powtarzalne, bywają dla nich niezwykle trudne.

Dlatego ktoś może przez cały dzień z pasją pracować nad projektem, albo prowadzić wymagające wielogodzinne szkolenie, a jednocześnie nie panować nad swoim zlewem, czy zwlekać z zapłaceniem rachunku, aż odetną mu prąd.

Bardzo trudno to zrozumieć komuś, kto tego nie doświadcza. Z zewnątrz wygląda to na lenistwo albo brak odpowiedzialności. W rzeczywistości jest objawem tego zaburzenia.

Więcej

Adobe Stock
Adobe Stock / Adobe Stock

Jad, który leczy

PAP: Skąd wziął się tytuł „Milion myśli naraz”?

A.P.-K.: Powiedział to jeden z bohaterów książki. Pracował jako kurier i opowiadał, że przez „milion myśli naraz” zostawił kiedyś paczki na chodniku i odjechał. Kiedy z wydawnictwem szukaliśmy tytułu, uznaliśmy, że świetnie oddaje doświadczenie wielu osób z ADHD.

PAP: Mam wrażenie, że w ostatnich latach ADHD nagle „wybuchło”. To rzeczywiście epidemia ADHD czy raczej epidemia diagnoz?

A.P.-K.: Nie sądzę, żeby ADHD nagle stało się częstsze. Raczej zaczęliśmy je lepiej rozumieć i rozpoznawać, zwłaszcza u dorosłych. Przez lata panowało przekonanie, że ADHD dotyczy wyłącznie dzieci i że z niego się wyrasta. Dzisiaj wiemy, że to nieprawda. Wiemy też znacznie więcej o tym, jak ADHD wygląda u kobiet i u osób, które nie wpisują się w stereotyp nadpobudliwego chłopca biegającego po klasie.

Coraz więcej osób czyta o ADHD, słucha podcastów, ogląda materiały w mediach społecznościowych i rozpoznaje własne doświadczenia. Znajdują język do opisania trudności, z którymi żyli od dzieciństwa.

Co ważne - objawy ADHD mogą przypominać wiele innych zaburzeń albo wynikać z przewlekłego stresu, wypalenia czy problemów ze snem. Dlatego tak ważna jest rzetelna diagnoza przeprowadzona przez specjalistę.

Jednak przez dekady ogromna grupa dorosłych w ogóle nie miała szansy usłyszeć właściwego rozpoznania. Dopiero teraz próbujemy nadrobić te wieloletnie zaległości.

PAP: Czy jesteśmy gotowi na tę falę diagnoz?

A.P.-K.: Mam wrażenie, że nie. Oczywiście świadomość społeczna bardzo wzrosła, ale system ochrony zdrowia za nią nie nadąża.

Specjalistów zajmujących się ADHD u dorosłych jest wciąż za mało, a diagnoza na NFZ jest bardzo trudna do przeprowadzenia. Nawet jeśli psychiatra chciałby ją zrobić, często zwyczajnie nie ma na to czasu.

Problemem są też pieniądze. Wielu dorosłych decyduje się na diagnostykę prywatną. Sam proces zwykle obejmuje kilka spotkań z psychologiem i psychiatrą, dlatego kosztuje nie kilkaset, ale często ponad tysiąc złotych. A później dochodzą jeszcze wizyty kontrolne i leki, które dla dorosłych nadal nie są refundowane.

PAP: Ale w książce wybrzmiewa jeszcze jeden problem: nie wszyscy lekarze wierzą w ADHD u dorosłych, a część z nich nadal diagnozuje ADHD według wiedzy sprzed dwudziestu lat?

A.P.-K.: Moi rozmówcy często mi mówili, że zanim trafili do specjalisty, który rzeczywiście zajmuje się ADHD, odbijali się od kolejnych gabinetów. Słyszeli: „teraz wszyscy mają ADHD”, „ja się tym nie zajmuję” albo byli odsyłani od jednego specjalisty do drugiego.

To nie znaczy, że psychiatrzy nie znają się na swojej pracy. Jest wielu świetnych lekarzy, którzy stale się szkolą, śledzą badania, jeżdżą na konferencje i pracują z pacjentami zgodnie z najnowszą wiedzą. Jednak na studiach nie uczyli się o ADHD u dorosłych, co teraz, mam nadzieję, się zmienia. Ale to oznacza, że jeśli lekarz sam się o tę wiedzę nie postara, to jej nie ma.

PAP: W książce bardzo mocno wybrzmiewa jeszcze jeden wątek. Mam wrażenie, że to nie jest tylko książka o ADHD. To także książka o kobietach.

A.P.-K.: Rzeczywiście bardzo mi na tym zależało. Przez dziesięciolecia wiedza o ADHD powstawała głównie na podstawie badań chłopców. To oni byli nadpobudliwi, przeszkadzali na lekcjach i trafiali do gabinetów specjalistów. Dziewczynki częściej siedziały cicho. Odpływały myślami, były marzycielkami, gubiły rzeczy, ale nikomu nie przeszkadzały. Dlatego znacznie rzadziej kierowano je na diagnozę.

Naukowcy przeprowadzili badanie, w którym różnym nauczycielom opisywano dokładnie te same problemy dziecka. Kiedy nauczyciele słyszeli, że chodzi o chłopca, mówili: „trzeba go wysłać do psychologa”, „potrzebuje wsparcia”, „warto go zbadać”. Kiedy była mowa o dziewczynce, odpowiedź brzmiała: „ona już tak ma”, „jak się bardziej postara, to sobie poradzi”. I to chyba najlepiej pokazuje, czego oczekujemy od dziewczynek. Chłopcu trzeba pomóc. Dziewczynka ma się po prostu ogarnąć.

PAP: Pisze pani, że wiele kobiet trafia na diagnozę dopiero po urodzeniu dziecka albo w okresie okołomenopauzalnym. Dlaczego właśnie wtedy?

A.P.-K.: Duże znaczenie mają hormony, które wpływają na nasilenie objawów ADHD. Ich poziom zmienia się zarówno w cyklu miesięcznym, jak i w ciągu życia. Gdy estrogenu jest więcej, objawy są łagodniejsze, gdy ten hormon spada – objawy się nasilają.

U niektórych kobiet te różnice są tak duże, że lekarz modyfikuje leczenie w zależności od fazy cyklu.

W ciąży estrogen rośnie, ale po porodzie spada. Spada też w okresie okołomenopauzalnym. I właśnie wtedy wiele pań po raz pierwszy trafia do specjalisty.

Więcej

Jak przygotować małe dzieci na zmianę rutyny w czasie wakacji

PAP: Czytając historie pani bohaterów miałam wrażenie, jakby przez całe życie grali rolę kogoś, kim nie są.

A.P.-K.: Trochę tak jest, chociaż osoby z ADHD nie robią tego świadomie. Nie budzą się rano z myślą: „dzisiaj będę udawać”. Po prostu bardzo wcześnie uczą się, jakie zachowania są akceptowane, a jakie nie. Zaczynają więc kontrolować siebie niemal bez przerwy.

Na przykład w czasie rozmowy przyłapują się na tym, że odpływają myślami, ale potrafią to ukryć.

Tworzą własne systemy: karteczki, przypomnienia, alarmy. Sprawdzają trzy razy, czy wysłały właściwego maila. Wracają do domu upewnić się, czy wyłączyły żelazko. Nie dlatego, że lubią mieć wszystko pod kontrolą. Po prostu wiedzą, że ich mózg czasami ich zawodzi.

To kosztuje ogromnie dużo energii. Często słyszymy o takich osobach: „świetnie zorganizowana”, „zawsze uśmiechnięta”, „ogarnięta”. Tylko że mało kto widzi, co dzieje się po powrocie do domu. Wiele z nich jest tak wyczerpanych ciągłym pilnowaniem siebie, że nie ma już siły dosłownie na nic.

PAP: Osoby z ADHD częściej wpadają w różnego rodzaju uzależnienia i częściej podejmują ryzykowne zachowania. Z czego to wynika?

A.P.-K.: W dużej mierze z tego samego mechanizmu, który odpowiada za objawy ADHD. Chodzi o to, że przez zaburzoną gospodarkę dopaminą i noradrenaliną inaczej działa u nich układ nagrody.

Wiele osób nieświadomie szuka silniejszych bodźców. Dla jednych będzie to nieustanne przewijanie mediów społecznościowych, dla innych szybka jazda samochodem lub motocyklem, impulsywne zakupy albo wchodzenie w konflikty.

To nie znaczy oczywiście, że każda osoba z ADHD zachowuje się w ten sposób. Chodzi raczej o większą podatność na poszukiwanie mocniejszych bodźców.

Naukowcy zauważyli, że wśród osób uzależnionych jest spory odsetek osób z ADHD. I jeśli uzależnienie wynika z tego zaburzenia, jego leczenie będzie bardziej skuteczne, jeśli zostanie wdrożone też leczenie ADHD.

Podobnie jest z depresją czy zaburzeniami lękowymi. Czasami są one odrębnymi problemami, ale czasami rozwijają się na podłożu nierozpoznanego ADHD. W takich sytuacjach leczenie samej depresji nie rozwiązuje wszystkiego. Trzeba dotrzeć do źródła trudności.

PAP: W książce pojawia się także wątek coachingu ADHD. Samo słowo „coach” u wielu osób budzi jednak nieufność. Czym różni się taka praca od terapii?

A.P.-K.: To są zupełnie różne rzeczy. Terapia jest zwykle długofalowa, dotyka głębi. Proces u coacha jest krótki, kilka spotkań, a celem są praktyczne rozwiązania konkretnych problemów.

Na przykład opisuję w książce historię kobiety, która przyszła do coacha, bo nie była w stanie napisać pracy dyplomowej. Wspólnie zaczęli się zastanawiać, w jakich warunkach pracuje jej się najlepiej. Okazało się, że w tramwaju. Zaplanowała więc dłuższe podróże pociągiem i napisała pracę. To pokazuje, że osoby z ADHD nie potrzebują większej dyscypliny, tylko rozwiązania dopasowanego do siebie.

PAP: Ja zapamiętałam historię o pięciu kompletach kluczy.

A.P.-K.: Bo ona świetnie obrazuje zmianę myślenia. Zwykle słyszymy radę: „Powieś klucze na haczyku przy drzwiach”. Tylko że to nie działa.

Coach zauważył natomiast, że jego klientka zawsze odkłada klucze w pięciu konkretnych miejscach. Zamiast walczyć z tym nawykiem, zaproponował jej pięć kompletów kluczy. W każdym z tych miejsc leżał jeden z nich. To nieoczywiste rozwiązanie, ale okazało się skuteczne.

PAP: Co częściej przynosi diagnoza ADHD u dorosłych – ulgę czy żałobę?

A.P.-K.: Jedno i drugie. Dla wielu osób diagnoza jest ogromną ulgą, bo wreszcie dostają odpowiedź na pytanie, dlaczego przez całe życie pewne rzeczy przychodziły im znacznie trudniej niż innym. Nagle okazuje się, że to nie było lenistwo, brak charakteru czy zła wola.

Ale jest też druga strona, ta żałobna, bo trzeba pożegnać się z obrazem siebie, budowanym przez kilkadziesiąt lat. Nagle dowiadujemy się, że ADHD było z nami od dzieciństwa, od zawsze, tylko nikt go nie rozpoznał.

Niektóre osoby mówią: „wreszcie wiem, co się ze mną działo”. Inne potrzebują czasu, żeby to przyjąć. Jedna z bohaterek mojej książki przez miesiąc po usłyszeniu diagnozy codziennie płakała. Powiedziała, że ona nie potrzebowała wyjaśnienia, wytłumaczenia. Ona potrzebowała rozwiązania.

Więcej

Martyna Wojciechowska. Fot. Materiały prasowe
Martyna Wojciechowska. Fot. Materiały prasowe

Martyna Wojciechowska: siła i odwaga nabrały dla mnie wielu odcieni szarości [WYWIAD]

PAP: Chyba pojawia się też pytanie: jak wyglądałoby moje życie, gdybym wiedziała o tym dwadzieścia albo trzydzieści lat wcześniej?.

A.P.-K.: Bardzo często. To jest chyba najtrudniejszy moment po diagnozie. Pojawia się myślenie: może skończyłabym studia, z których zrezygnowałam. Może nie rozpadłby się mój związek. Może nie zmieniałabym pracy co chwilę. Może nie żyłabym przez tyle lat z przekonaniem, że jestem leniwa albo beznadziejna.

Tego już oczywiście nie da się zmienić. Ale można zmienić przyszłość. Można lepiej zrozumieć siebie i zacząć budować życie inaczej niż do tej pory.

PAP: Dla mnie odkryciem był fakt, że ADHD bywa dziedziczne.

A.P.-K.: Badania pokazują, że dziedziczność ADHD sięga nawet około 80 procent. To oznacza, że bardzo często diagnoza jednego członka rodziny uruchamia całą lawinę.

Rodzic przyprowadza dziecko do psychiatry albo psychologa i dociera do niego, że przecież w dzieciństwie był taki sam.

Na tym zwykle się nie kończy. Zaczyna przypominać sobie własnych rodziców albo dziadków. Myśli o ojcu, który łatwo wpadał w złość, ciągle zmieniał pracę albo zagłuszał napięcie alkoholem. O matce, która wiecznie była przebodźcowana, zapominała o różnych sprawach i żyła w nieustannym chaosie. Nagle okazuje się, że to nie jest historia jednego dziecka. To historia całej rodziny.

Wiele osób dopiero dzięki diagnozie własnego dziecka zaczyna rozumieć swoje dzieciństwo. Nagle pewne wydarzenia, konflikty, trudne relacje czy poczucie, że „ze mną jest coś nie tak”, układają się w spójną całość. To nie zmienia przeszłości, ale pozwala spojrzeć na nią z dużo większą czułością wobec samego siebie.

Rozmawiała: Mira Suchodolska (PAP)

mir/ akar/ ał/

Zobacz także

  • Kobieta w ciąży. Fot. PAP/Marcin Bielecki
    Kobieta w ciąży. Fot. PAP/Marcin Bielecki

    Cukrzyca ciążowa ma związek z ryzykiem autyzmu i ADHD u potomstwa

  • Zdjęcie mózgu. Fot. Dr Bruno Di Muzio/Wikimedia Commons/ domena publiczna
    Zdjęcie mózgu. Fot. Dr Bruno Di Muzio/Wikimedia Commons/ domena publiczna

    Badanie. Co piąta osoba dorosła z ADHD sięga po substancje psychoaktywne

  • Mężczyzna układający klocki. Zdj. ilustracyjne. Fot. PAP/EPA/JAGADEESH NV
    Mężczyzna układający klocki. Zdj. ilustracyjne. Fot. PAP/EPA/JAGADEESH NV

    Jedna czwarta dorosłych podejrzewa u siebie ADHD. Najnowsze badanie

  • Lekarstwa Fot. PAP/Archiwum Turczyk
    Lekarstwa Fot. PAP/Archiwum Turczyk

    GIF wstrzymał obrót dwóch serii leku na ADHD

Serwisy ogólnodostępne PAP