Brak aktywności fizycznej to systemowa porażka, a nie tylko kwestia stylu życia
Brak aktywności fizycznej nie jest już tylko kwestią indywidualnych wyborów dotyczących stylu życia, ale skutkiem systemowej porażki współczesnych społeczeństw - przekonują autorzy komentarza opublikowanego w czasopiśmie „Translational Exercise Biomedicine”.
Ich zdaniem środowisko, w którym żyją dziś ludzie, coraz skuteczniej eliminuje ruch z ich codzienności, choć ludzka fizjologia przez setki tysięcy lat kształtowała się w warunkach wymagających regularnej aktywności.
Eksperci z Hongkongu, Włoch oraz Szwajcarii zwrócili uwagę, że brak ruchu stał się jednym z najpoważniejszych globalnych wyzwań zdrowotnych, wynikającym m.in. z niedostatecznego wdrażania rozwiązań, które od dawna są znane i opisane w dokumentach międzynarodowych.
Przypomnieli, że przez ok. 200 tys. lat człowiek funkcjonował w środowisku, w którym ruch był niezbędny do przeżycia. Tymczasem w ciągu jednego stulecia społeczeństwa stworzyły warunki życia, które radykalnie ograniczają konieczność poruszania się. Gęsta urbanizacja, transport, praca siedząca, usługi cyfrowe i edukacja oparta na długotrwałym siedzeniu sprawiają, że aktywność fizyczna coraz częściej przestaje być naturalną częścią dnia.
Według autorów prowadzi to do ewolucyjnego niedopasowania między biologią człowieka a środowiskiem, w którym funkcjonuje.
W komentarzu przytoczyli oni dane z globalnego monitoringu aktywności fizycznej, obejmujące okres do 2016 r., wskazujące, że ponad jedna czwarta dorosłych na świecie nie osiągała zalecanego poziomu aktywności fizycznej. Problem częściej dotyczył kobiet, mieszkańców krajów o wysokich dochodach oraz regionów szybko urbanizujących się. Wśród nastolatków skala zjawiska była jeszcze większa - ponad 80 proc. miało zbyt mało ruchu w ciągu dnia.
Naukowcy podkreślili, że dane te dotyczą okresu sprzed pandemii COVID-19, która dodatkowo ograniczyła aktywność społeczeństw, a powrót do wcześniejszych zachowań okazał się niepełny.
W ich opinii pomimo wielu dowodów potwierdzonych wieloletnimi badaniami oraz istnienia odpowiednich strategii, w tym Światowego Planu Działań WHO na rzecz Aktywności Fizycznej (ang. World Health Organization’s Global Action Plan on Physical Activity), efekty są niewystarczające. Wskazali, że problem nie polega więc na braku wiedzy, ale niewystarczającym wdrażaniu rozwiązań.
- Strategie zostały przyjęte, ale nie są konsekwentnie realizowane na odpowiednią skalę - powiedział jeden z autorów komentarza, prof. Yannis P. Pitsiladis z Hong Kong Baptist University.
Eksperci zwrócili też uwagę na rosnącą rolę leków z grupy analogów GLP-1 w leczeniu otyłości. Zaznaczyli, że choć są one u wielu osób skuteczne, nie powinny odsuwać naszej uwagi od konieczności inwestowania w środowiska i systemy wspierające codzienny ruch.
Ich zdaniem niezbędnym uzupełnieniem farmakoterapii muszą być regularne ćwiczenia, a szczególnie trening oporowy. Ma to znaczenie m.in. dla zachowania masy mięśniowej i pełnej sprawności.
Autorzy zaproponowali powołanie niezależnego Globalnego Sojuszu na rzecz Promocji Aktywności Fizycznej. Nie miałby to być kolejny organ formułujący ogólne zalecenia, ale instytucja przekładająca istniejące polityki na konkretne działania.
- Kiedy dowody są jednoznaczne od dekad, strategie działania opracowane, a wyniki na poziomie populacyjnym pozostają bez zmian, dalsza powściągliwość w tym temacie i ostrożne dobieranie słów grożą pogłębieniem kryzysu - ocenił prezes Międzynarodowej Federacji Medycyny Sportowej (FIMS), prof. Fabio Pigozzi.
Katarzyna Czechowicz (PAP)
kap/ bar/ ep/