Eksperci dla PAP: otwarcie cieśniny Ormuz to za mało, żeby mówić o sukcesie USA
To krok w dobrą stronę, ale diabeł tkwi w szczegółach – powiedział PAP prof. Przemysław Osiewicz, odnosząc się do informacji, że USA porozumiały się z Iranem. Zdaniem doktora Bartosza Bojarczyka zapowiedź otwarcia cieśniny Ormuz nie wystarczy, aby mówić o jakimkolwiek sukcesie USA.
Stany Zjednoczone i Iran wstępnie porozumiały się w sprawie otwarcia Cieśniny Ormuz i dalszego przedłużenia zawieszenia broni.
W niedzielę wieczorem prezydent Donald Trump napisał na własnej platformie społecznościowej Truth Social, że jest porozumienie z Iranem i ropa naftowa znów będzie mogła płynąć. Także w niedzielę osiągnięcie kompromisu dotyczącego zakończenia wojny i odblokowania cieśniny potwierdziła Najwyższa Rada Bezpieczeństwa Narodowego Iranu.
Przełom na Bliskim Wschodzie
Umowa opisująca warunki porozumienia ma zostać opublikowana w piątek w Genewie. Strony będą miały kolejne 60 dni na dalsze rozmowy na temat losów irańskiego programu nuklearnego.
Zdaniem prof. Osiewicza z Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza (UAM) w Poznaniu, fakt, że po ponad 100 dniach wojny Stany Zjednoczone i Iran doszły do porozumienia, to krok w dobrą stronę.
– Natomiast diabeł, jak zwykle, tkwi w szczegółach, czyli w kwestii interpretacji tego, na co się obie strony zgadzają – zauważył w rozmowie z PAP ekspert z UAM.
Zwrócił, na przykład, uwagę na to, że prezydent Trump mówił o otwarciu cieśniny dla „bezpłatnego” tranzytu, podczas gdy Teheran twierdzi, że jest skłonny się na to zgodzić, ale nigdzie na razie nie zadeklarował zwolnienia statków z opłat.
Osiewicz zwrócił także uwagę, że z powodu polityki Izraela wciąż może jeszcze nie dojść do podpisania porozumienia.
Izrael, który wspólnie ze Stanami Zjednoczonymi zaatakował Iran 28 lutego br., na razie nie jest - według Osiewicza - zainteresowany porozumieniem i może eskalować konflikt.
Porozumienie nie obowiązuje Izraela
W poniedziałek izraelski minister bezpieczeństwa wewnętrznego Itamar Ben Gwir powiedział, że porozumienie prezydenta USA z Iranem nie obowiązuje Izraela.
– Pytanie więc, na ile administracja amerykańska - i osobiście prezydent Trump - jest w stanie wpłynąć na premiera Netanjahu, żeby ten powstrzymał się, na przykład, od ataków na Liban – zauważył ekspert.
W niedzielę, izraelskie lotnictwo przeprowadziło uderzenie na południowe przedmieścia Bejrutu, które Izrael określił jako obszar związany z aktywnością terrorystyczną Hezbollahu.
Jak podał Reuters, prezydent Trump stwierdził, że atak na Liban „nie powinien był się wydarzyć”, bo mógł zagrozić finalizowanemu już wówczas porozumieniu między USA i Iranem.
Sytuacja w Libanie
Według dr Bojarczyka z Katedry Międzynarodowych Stosunków Politycznych UMCS sytuacja w Libanie i losy Hezbollahu są dla Teheranu sprawą wizerunkową, a także sposobem wywierania wpływu na sytuację bezpieczeństwa w całym regionie Bliskiego Wschodu.
W jego opinii Iran, który przez dziesięciolecia wspierał finansowo Hezbollah, odgrywa w świecie islamskim rolę obrońcy wszystkich szyitów. – A ulica, nie tylko irańska, ale przede wszystkim bliskowschodnia, kupuje taką islamską solidarność – ocenił Bojarczyk.
Z drugiej strony, prezydent Trump nie będzie w stanie zmusić Izraela do zaprzestania działań zbrojnych na terytorium Libanu, co - zdaniem Bojarczyka - umożliwi Iranowi manipulowanie negocjacjami w sprawie programu nuklearnego.
– Iran wie, że Izrael zerwał się z amerykańskiej smyczy i będzie rozgrywał Stany Zjednoczone – ocenił Bojarczyk i dodał, że rozmowy z USA mogą więc trwać jeszcze długo, a w międzyczasie Iran mógłby skonstruować broń jądrową.
Iran zgromadził ponad 430 kg wysoko wzbogaconego uranu, a jak przeanalizował amerykański think tank FDD za prezydentury Joe Bidena był już bliski produkcji broni jądrowej.
Zapasy surowca rosły w czasach rządów kolejnych administracji USA, począwszy od prezydentury George'a W. Busha, aż do porozumienia nuklearnego z Iranem (JCPOA ) prezydenta Baracka Obamy z 2015 r.
Podczas pierwszej kadencji prezydent Donald Trump wycofał Stany Zjednoczone z tego porozumienia, krytykując je za brak jednoznacznego zakończenia irańskiego programu nuklearnego.
Sprawa programu nuklearnego Iranu
Trump chciałby, aby Iran wzbogacony uran natychmiast przekazał Stanom Zjednoczonym, które go przewiozą do siebie i zniszczą, albo by został zniszczony na miejscu, pod nadzorem amerykańskiej Komisji Energii Atomowej lub jej „odpowiednika”.
Zapytany o to, czy uda się zmusić Iran do całkowitego zaniechania programu nuklearnego, prof. Osiewicz ocenił, że jest to bardzo mało prawdopodobne.
Gdyby jednak strona irańska zgodziła się na tak dalekie ustępstwa, zażądałaby - według eksperta - bardzo wysokiej ceny.
Iran chciałby - zdaniem Osiewicza - nie tylko zniesienia sankcji i odmrożenia irańskich aktywów za granicą, ale także swobody zakupu reaktorów od państw trzecich, być może nawet od samych Stanów Zjednoczonych.
– Do wynegocjowania jest jedynie ewentualna deklaracja Iranu, że nie będzie próbował wejść w posiadanie broni nuklearnej – ocenił ekspert.
Poproszony o ocenę porozumienia doktor Bojarczyk uznał, że ugoda z Iranem, to amerykańska porażka, bo choć to dobrze, że otwiera się cieśnina Ormuz, przez którą w czasach pokoju transportowano około 20 proc. światowego zużycia ropy i paliw płynnych, to Amerykanie stracili w Iranie twarz. Stracili także - jego zdaniem - zaufanie państw regionu Zatoki Perskiej.
– W wyniku porozumienia nastąpi jedynie powrót do sytuacji sprzed początku wojny, rozpoczętej przecież przez samych Amerykanów, wspólnie z Izraelczykami – zauważył ekspert.
Bojarczyk przyznał, że irański reżim został wojną bardzo mocno osłabiony, zarówno militarnie jak i gospodarczo. – Ale nie przewrócony, co w efekcie doprowadzi do zapanowania jeszcze większego zamordyzmu w Iranie i do zaostrzenia się kryzysu ekonomicznego – podkreślił i dodał, że na amerykańsko-izraelskiej wojnie skorzystają ostatecznie Chiny i Rosja.
Ceny ropy spadły w poniedziałek do najniższego poziomu od marca. Równocześnie armatorzy ocenili dla agencji Reutera że odbudowa zaufania do tranzytu przez cieśninę Ormuz może zająć tygodnie.
Według Jakoba Larsena, dyrektora ds. bezpieczeństwa i ochrony BIMCO, największego światowego stowarzyszenia żeglugowego, zrzeszającego 2 tys. członków w 130 krajach, amerykańsko-irańska umowa jest krokiem naprzód, ale transport przez Cieśninę Ormuz jest na razie „wysoce ryzykowny”, a kluczowym problemem pozostają miny.
Anna Gwozdowska (PAP)
agw/ mal/ ppa/