O PAP.pl

PAP.pl to portal PAP - największej agencji informacyjnej w Polsce, która zbiera, opracowuje i przekazuje obiektywne i wszechstronne informacje z kraju i zagranicy. W portalu użytkownik może przeczytać wybór najważniejszych depesz, wzbogaconych o zdjęcia i wideo.

Ekspert: Izrael traci sprawczość i może pójść na zwarcie z USA

Izraelczycy są w szoku, bo Amerykanie nie uwzględnili w umowie z Iranem ich interesów - uważa Jarosław Kociszewski, ekspert ds. Bliskiego Wschodu. Jego zdaniem Izrael traci sprawczość i dlatego może pójść na zwarcie z prezydentem Donaldem Trumpem.

Benjamin Netanjahu, fot. PAP/EPA/REUTERS POOL/RONEN ZVULUN / POOL
Benjamin Netanjahu, fot. PAP/EPA/REUTERS POOL/RONEN ZVULUN / POOL

Podpisane w środę wstępne porozumienie USA-Iran, poza deklaracją otwarcia cieśniny Ormuz i zapowiedzią rozpoczęcia negocjacji na temat irańskiego programu nuklearnego, zawiera także zobowiązanie do zachowania integralności terytorialnej Libanu. Izrael musi się więc wycofać z południowego Libanu, który okupuje pod pretekstem walki ze wspieranym przez Iran Hezbollahem.

Według Jarosława Kociszewskiego, wieloletniego korespondenta na Bliskim Wschodzie i redaktora naczelnego new.org.pl Izrael dążył dotąd do tego, aby móc niezależnie od wojny z Iranem walczyć w Libanie. Tymczasem, w świetle porozumienia podpisanego przez prezydentów Donalda Trumpa i Masuda Pezeszkiana zakończenie wojny z Iranem ma się także wiązać z zaprzestaniem działań militarnych w Libanie.

Izraelczycy tracą więc sprawczość i przeżywają naprawdę głęboki szok, bo ich interesy nie zostały uwzględnione przez Stany Zjednoczone

Jarosław Kociszewski

W opinii eksperta jednym z głównych celów wojny było dla Izraela rozmontowanie działającego na terenie Libanu Hezbollahu, islamskiej organizacji terrorystycznej, stworzonej przy wsparciu Iranu.

Jak podkreślił Kociszewski, Teheran budował wokół Izraela sieć zależnych od siebie militarno-politycznych bojówek, aby móc prowadzić z nim wojnę zastępczą bez angażowania własnych sił.

Izraelczycy oceniali, że mieliby bardzo duży problem, gdyby z Libanu nadeszło uderzenie podobne do ataku Hamasu z 2023 roku. Dlatego zdaniem eksperta zarówno politycy, jak i izraelskie społeczeństwo zgodnie popierają działania militarne w Libanie. – W Izraelu nie ma dziś w zasadzie „pokojowej” opozycji. Główne polityczne nurty są jedynie albo za albo przeciw Netanjahu – ocenił ekspert. Dodał, że przeciwnicy Netanjahu oskarżają go o krępowanie armii. Opozycja chce użycia jeszcze większej siły i wygrania wojny.

Pytany, co teraz zrobi Izrael, Kociszewski ocenił, że trudno sobie wyobrazić, że po prostu wycofa się z Libanu.

Według doniesień Reutera od czwartku Izrael ma już prowadzić negocjacje ze Stanami Zjednoczonymi, by utrzymać obecność swoich wojsk w południowym Libanie.

Izrael będzie dużym wyzwaniem dla Trumpa. Wprawdzie Netanjahu otrzymuje w tej chwili poważne ciosy, ale nie można go w żaden sposób „skreślać”

Jarosław Kociszewski

Przypomniał, że obecny izraelski premier jest znany z taktyki torpedowania działań amerykańskich prezydentów.

Jego zdaniem Netanjahu będzie się na wszystko zgadzał, ale równocześnie stawiał Amerykanom warunki, z nadzieją, że wysadzi cały proces pokojowy w powietrze. Tym bardziej, że niektórzy politycy w Izraelu także są - według Kociszewskiego - gotowi iść na zwarcie z Trumpem i działać samodzielnie, nie oglądając się na Stany Zjednoczone.

Pytany, jak Izrael może sabotować porozumienie, ekspert zauważył, że w Libanie łatwo jest prowadzić wojnę, jeśli „nie chce się jej skończyć”. Przypomniał, że wszystko co znajduje się na południe od rzeki Zahrani, czyli około 20 proc. Libanu, Izraelczycy uważają przecież za infrastrukturę terrorystyczną.

Według rozmówcy PAP po tym jak w niedzielę Izrael zbombardował Bejrut, pojawiły się w Izraelu komentarze, że nalot nie był reakcją na atak Hezbollahu, ale że była to próba doprowadzenia do kolejnej eskalacji, uniemożliwiającej zawarcie bliskiego już wtedy porozumienia USA-Iran.

Według Kociszewskiego to, że Izrael powoli traci amerykańskie wsparcie, widać także m.in. po reakcjach prezydenta Trumpa.

Prezydent USA skrytykował w poście na Truth Social niedzielne izraelskie naloty, twierdząc, że „nie powinny się były wydarzyć”. W trakcie ostrej – jak pisały amerykańskie media - rozmowy telefonicznej, dotyczącej izraelskich działań w Libanie Trump nazwał premiera Netanjahu „szalonym”, a podczas poniedziałkowego szczytu G7 we Francji amerykański prezydent publicznie skrytykował izraelską taktykę bombardowania budynków mieszkalnych w Bejrucie. Powiedział, że giną cywile i że działania te utrudniają jego wysiłki dyplomatyczne.

Pojawiają się głosy, że Donald Trump może być jednym z ostatnich amerykańskich prezydentów sympatyzujących z Izraelem

Jarosław Kociszewski

Zastrzegł, że utrata amerykańskiego wsparcia nie nastąpi nagle.

Na razie Izrael stracił, jego zdaniem, lewicową część Ameryki. Przypomniał, że prawie 80 proc. wyborców demokratycznych krytycznie wypowiada się na temat Izraela, głównie w związku z tym, co dzieje się w Strefie Gazy. Według badania Gallupa z lutego br., po raz pierwszy w historii więcej Amerykanów sympatyzuje z Palestyńczykami niż z Izraelczykami.

Według Kociszewskiego fundamentem siły Izraela w Stanach Zjednoczonych byli dotąd ewangelikalni, prawicowi chrześcijanie, spośród których wielu to wyborcy Trumpa. Jednak także w szeregach amerykańskiej prawicy zaczęły pojawiać się głosy krytyczne wobec Izraela i oceny, że Trump realizuje interesy Izraela kosztem interesów Stanów Zjednoczonych.

Nawet wiceprezydent J.D. Vance ma z tym problem, choć nie mówi o tym otwarcie

Jarosław Kociszewski

Coraz bardziej sceptyczna wobec Izraela ocena Vance’a była szczególnie widoczna w wywiadzie dla telewizji Fox News z 8 czerwca, kiedy powiedział, że wprawdzie Izraelczycy i Stany Zjednoczone mają wiele wspólnych interesów, zdarzają się sytuacje, w których interesy obu krajów się rozchodzą.

Jak podkreślały wówczas amerykańskie media, wypowiedź wiceprezydenta pojawiła się po ujawnieniu raportów wywiadu USA o działaniach Izraela zmierzających do inwigilacji amerykańskich negocjatorów porozumienia z Iranem. – Gdyby rzeczywiście pojawiła się jakaś przepaść w stosunkach między USA i Izraelem, mogłoby to zmusić Tel Awiw do poszukiwania innych niż przemoc i agresja metod działania w regionie – zauważył ekspert.

Przypomniał, że Arabia Saudyjska od lat proponuje Izraelowi rozmowy, pod warunkiem rozwiązania kwestii palestyńskiej. 

Izrael zawsze odmawiał, mając w zanadrzu metody siłowe ze wsparciem USA. Wygląda jednak na to, że ta opcja właśnie się kończy

Jarosław Kociszewski

 

Anna Gwozdowska (PAP)

agw/ amac/ sma/

Zobacz także

  • Donald Trump, fot. PAP/EPA/AFP POOL/LUDOVIC MARIN / POOL
    Donald Trump, fot. PAP/EPA/AFP POOL/LUDOVIC MARIN / POOL

    Trump na szczycie G7: kolejny etap negocjacji z Iranem będzie łatwiejszy

  • Izraelskie ataki na południu Libanu, fot. PAP/EPA/ATEF SAFADI
    Izraelskie ataki na południu Libanu, fot. PAP/EPA/ATEF SAFADI

    Izraelskie naloty na południu Libanu. Nie żyje co najmniej 12 osób

  • Recep Tayyip Erdogan, fot. PAP/EPA/NECATI SAVAS
    Recep Tayyip Erdogan, fot. PAP/EPA/NECATI SAVAS

    Erdogan o atakach Izraela na Syrię i Liban. "Stanowią zagrożenie dla Turcji"

  • Prezydent USA Donald Trump i premier Izraela Benjamin Netanjahu. Fot. PAP/EPA/JIM LO SCALZO / POOL
    Prezydent USA Donald Trump i premier Izraela Benjamin Netanjahu. Fot. PAP/EPA/JIM LO SCALZO / POOL

    Trump: powiedziałem Netanjahu, że jeśli nie będzie ostrożny, zostanie sam

Serwisy ogólnodostępne PAP