Film „Omen” kończy 50 lat. Kulisy produkcji straszniejsze niż film
Trzy szóstki ukryte pod włosami dziecka i w dacie premiery - 6 czerwca 1976 r. 50 lat temu film „Omen” zdefiniował horror na nowo. Jednak najmroczniejszy rozdział tej historii nie został zapisany na taśmie filmowej. Zbiegi okoliczności, które dotknęły Gregory’ego Pecka i resztę ekipy, do dziś intrygują. Z okazji półwiecza dzieła Richarda Donnera wracamy na plan, nad którym – jak spekulowano – zawisła klątwa.
Wydaje się, że złowroga wróżba zawisła nad filmem kilka miesięcy przed rozpoczęciem zdjęć. Gregory'ego Pecka, któremu powierzono rolę dyplomaty Roberta Thorna, dotknęła osobista tragedia. Jego syn, Jonathan, popełnił samobójstwo w czerwcu 1975 roku. Kilka miesięcy później gwiazdor stawił się na planie "Omena", wcielając się w rolę nieświadomego niczego, przybranego ojca ekranowego Antychrysta. Ból, który widać na twarzy aktora, gdy odkrywa, że jego dziecko niesie ze sobą destrukcję i śmierć, być może nie był jedynie zasługą dobrze wykonywanego rzemiosła, a echem autentycznej straty.
Gdy we wrześniu aktor leciał z Los Angeles do Londynu, aby wziąć udział w produkcji, jego samolot został trafiony przez piorun. Zaledwie kilka tygodni później dokładnie to samo przytrafiło się samolotowi ze scenarzystą Davidem Seltzerem na pokładzie. Kolejne dramatyczne zdarzenie związane z "Omenem" dotyczy tresera pawianów, który przygotowywał słynną scenę w zoo, w której zwierzęta wpadają w panikę na widok Damiena. Dzień po zakończeniu zdjęć został śmiertelnie poturbowany przez tygrysa. Doszło też do incydentu z udziałem filmowych rottweilerów. Psy całkowicie przestały reagować na komendy swoich treserów i zaczęły autentycznie rozszarpywać kostium kaskadera, Terry'ego Walsha.
Dla wielu ostatecznym dowodem na istnienie klątwy stał się wypadek Johna Richardsona. Odpowiadał on za stworzenie jednej z najbardziej brutalnych scen w tym filmie - dekapitacji fotografa Keitha Jenningsa, granego przez Davida Warnera. Po premierze "Omenu", Richardson przeniósł się do Holandii, gdzie pracował nad kolejnym filmem – dramatem wojennym "O jeden most za daleko". Wieczorem 13 sierpnia 1976 roku jechał samochodem wraz ze swoją asystentką, a prywatnie życiową partnerką, Liz Moore. Doszło wtedy do czołowego zderzenia z innym pojazdem. Moore zginęła na miejscu – odłamki blachy odcięły jej głowę dokładnie w taki sam sposób, w jaki Richardson zaprojektował śmierć Jenningsa.
Film „Omen” nie tylko odniósł gigantyczny sukces kasowy, ale też zrewolucjonizował podejście Hollywood do horrorów, udowadniając, że film grozy może być wyrafinowanym dramatem psychologicznym z gwiazdorską obsadą. Reżyser Richard Donner nie zrobił taniej produkcji o potworach. Nakręcił film tak, aby widz do samego końca nie miał pewności, czy ma do czynienia z siłami nadprzyrodzonymi, czy jedynie z serią nieszczęśliwych zbiegów okoliczności i paranoją głównego bohatera. (PAP Life)
mdn/ag/ep/