Igrzyska 2026. Snowboard - zwycięstwo Czeszki Maderovej, Król-Walas siódma
Czeszka Zuzana Maderova zdobyła w Livigno złoty medal olimpijski w snowboardowym slalomie gigancie równoległym. Aleksandra Król-Walas, z której startem polscy kibice wiązali duże nadzieje, zajęła siódme miejsce.
35-letnia zawodniczka z Zakopanego uzyskała w kwalifikacjach piąty czas. W 1/8 finału wygrała z Kanadyjką Aurelie Moisan, ale w ćwierćfinale nie sprostała reprezentantce gospodarzy Lucii Dalmasso.
Dużą niespodzianką tej fazy była porażka dwukrotnej mistrzyni olimpijskiej i świetnie spisującej się w Livigno Czeszki Ester Ledeckiej z Austriaczką Sabine Payer.
22-letnia Maderova pomściła swoją słynną rodaczkę w olimpijskim finale, wyprzedzając Payer o 0,83 s. Brązowy medal wywalczyła Dalmasso, która pokonała inną Włoszkę Elisę Caffont.
Zwycięstwo Maderovej jest sporą niespodzianką. W mistrzostwach świata jej najlepszym wynikiem było siódme miejsce (2025), natomiast w Pucharze Świata była w tym sezonie druga w Davos. Cztery lata temu na igrzyskach w Pekinie zajęła 23. lokatę.
Dla Król-Walas były to czwarte igrzyska olimpijskie. W Soczi w 2014 roku nie ukończyła rywalizacji (była 30. w slalomie równoległym, którego nie ma w programie tegorocznych igrzysk), w Pjongczangu w 2018 zakończyła start na 11. miejscu w slalomie gigancie równoległym, a w Pekinie była ósma.
Druga ze startujących w Livigno Polek, Maria Bukowska-Chyc nie przeszła kwalifikacji, zajmując 27. miejsce w stawce 32 zawodniczek.
Król-Walas: złość, głównie złość
Król-Walas miała w kwalifikacjach piąty czas, a w 1/8 finału pokonała Kanadyjkę Aurelie Moisan. W kolejnej rundzie miała w połowie trasy widoczną przewagę nad reprezentantką gospodarzy Lucią Dalmasso, ale w końcówce zachwiała się i ostatecznie przegrała o 0,26 s.
- Złość. Głównie złość. Jest mi po prostu smutno. Uważam, że było mnie stać na więcej, ale taki jest ten sport. Szkoda, bo prowadziłam cały czas ten przejazd i jeden błąd przed samą metą zdecydował, że to nie ja zdobyłam brązowy medal, tylko właśnie Włoszka - ubolewała 35-letnia snowboardzistka, która wystartowała w olimpijskich zmaganiach po raz czwarty.
Jak wyjaśniła, o końcowym wyniku zdecydowało potknięcie na jednej z ostatnich bramek niebieskiej trasy.
- Poczułam jej oddech na plecach, że ona się zbliża, i wiedziałam, że trasa czerwona jest na dole trochę szybsza, więc chciałam pojechać jak najbliżej tyczki, a tam był już taki stożek śnieżny. Uderzyłam w niego, wyprostowałam się, a to było na płaskim, więc wytraciłam prędkość przed samą metą. Jak podjeżdżałam do mety, to już wiedziałam, że nic z tego nie będzie - relacjonowała.
Dalmasso awansowała później do wyścigu o trzecie miejsce i pokonała w nim swoją rodaczkę Elisę Caffont, wiceliderkę klasyfikacji generalnej Pucharu Świata.
- Żadne to pocieszenie dla mnie. Jakbym przegrała ze złotą medalistką, to może... Pewnie będę kilka dni zła. Muszę sobie odpocząć. Potem jeszcze zostały Puchary Świata, trzeba to dokończyć. Moja rodzina bardzo mnie wspierała, przyszła tutaj, kibicowała. Powiedzieli mi, że nic się nie stało, że dla nich i tak jestem wielka - podkreśliła Król-Walas.
Jedną z największych niespodzianek, być może nawet w skali całych igrzysk, było odpadnięcie w ćwierćfinale faworytki - Czeszki Ester Ledeckiej. Triumfatorka tej konkurencji w dwóch poprzednich edycjach igrzysk do ostatnich metrów goniła Austriaczkę Sabine Payer, ale ostatecznie straciła do niej 0,06 s. Payer sięgnęła później po srebrny medal, a zwyciężyła inna Czeszka - Zuzana Maderova.
- Nie spodziewałam się, że Ledecka nie wygra, ale wierzyłam w Sabine. Wiem, że ona się umie bardzo dobrze ścigać. Cieszę się, że pokonała Ester, bo przyjaźnię się z Sabine. Wygrała w tym sezonie kilka razy zawody Pucharu Świata i zasłużyła na to - oceniła Polka.
Podobnie jak inni reprezentanci Polski: Maria Bukowska-Chyc, Oskar Kwiatkowski i Michał Nowaczyk, którzy odpadli w kwalifikacjach, Król-Walas także nie chciała tłumaczyć swojego niepowodzenia czynnikami zewnętrznymi.
- Dobrze się czułam, podoba mi się ten stok, warunki były bardzo dobre. Trasa ustawiona nie pode mnie, bo bardzo na wprost, ja wolę bardziej jeździć carvingiem. Ale trzeba umieć wszystko, bo nigdy nie wiadomo, co ustawią na zawodach. Jest losowane, który trener ustawia, a my możemy tylko obejrzeć trasę - wyjaśniła.
Czwórka polskich snowboardzistów zakończyła już olimpijskie zmagania. W poniedziałek opuszczą Livigno, a zainteresowanie polskich kibiców przeniesie się przede wszystkim do Mediolanu (łyżwiarstwo szybkie i short track), Predazzo (skoki narciarskie) i Cortiny d'Ampezzo (narciarstwo alpejskie kobiet). Igrzyska potrwają do 22 lutego.
Bukowska-Chyc: pierwszy przejazd zbyt zachowawczy
Debiutująca w igrzyskach snowboardzistka Maria Bukowska-Chyc przyznała, że za bardzo dała się onieśmielić olimpijskiej atmosferze. - Pierwszy przejazd był zbyt zachowawczy - powiedziała PAP po zajęciu 27. miejsca w kwalifikacjach slalomu giganta równoległego w Livigno.
Po pierwszym przejeździe Bukowska-Chyc miała najgorszy czas z zawodniczek startujących na swoim torze, a przedostatni w gronie wszystkich 32 startujących. W drugim poszło jej już lepiej, dzięki czemu awansowała o cztery lokaty.
- Walczyłam w drugim przejeździe. Pierwszy pojechałam zbyt zachowawczo. Mimo wszystko cieszę się, że dałam z siebie wszystko. Wiadomo, że chciałoby się ścigać w finałach, ale pierwsze koty za płoty - powiedziała 26-letnia snowboardzistka.
Nie ukrywała, że obecność olimpijskich kół i tłumów, a i sam prestiż zawodów, były dla niej paraliżujące.
- Zbyt dużo stresów. Niepotrzebnie. Zabrakło takiej złości, która była w drugim przejeździe - podsumowała.
Zapewniła, że mimo niepowodzenia nie zamierza odpuszczać i powalczy o awans na kolejne igrzyska - za cztery lata we Francji.- Jeśli nie wycofają naszej dyscypliny, to jak najbardziej. Bycie na igrzyskach olimpijskich to jest ogromny zaszczyt. Już samo wywalczenie kwalifikacji... Cieszę się, że tutaj mogłam się zaprezentować. Będę walczyć dalej, sezon trwa - zapowiedziała Bukowska-Chyc.
W niedzielnych kwalifikacjach odpadli także Michał Nowaczyk (23. miejsce) oraz Oskar Kwiatkowski (28.). Z piątym czasem do 1/8 finału awansowała natomiast Aleksandra Król-Walas. Początek tej rundy zaplanowano na godzinę 13.
Z Livigno Maciej Machnicki (PAP)
af/ krys/ kgr/ kp/