Igrzyska 2026. Snowboard - złoty medal dla Austriaka Karla, Polacy daleko
Austriak Benjamin Karl po raz drugi z rzędu wywalczył złoty medal olimpijski w snowboardowym slalomie gigancie równoległym. W finale w Livigno wyprzedził Koreańczyka Kim Sangkyuma. Michał Nowaczyk zajął 23. miejsce, a Oskar Kwiatkowski był 28.
Polacy odpadli w kwalifikacjach. Po pierwszym przejeździe nadzieje na awans do 1/8 finału zachowywał Kwiatkowski, plasując się w środku stawki. Mistrz świata z 2023 roku popełnił jednak w drugiej próbie kilka błędów i zakończył start.
Wyścigi o medale przyniosły ogromne emocje. Po brąz sięgnął Bułgar Terwel Zamfirow, wyprzedzając po analizie fotofiniszu Słoweńca Tima Mastnaka. Natomiast w finale Karl pokonał rywala z Korei Południowej o 0,19 s i powtórzył sukces z igrzysk w Pekinie.
Zawód kibicom sprawili Włosi. W kwalifikacjach Roland Fischnaller i Aaron March uzyskali dwa najlepsze czasy, ale pierwszy z nich odpadł w ćwierćfinale, a drugi już w 1/8 finału.
Polscy snowboardziści bez awansu do 1/8 finału slalomu giganta równoległego
W pierwszym przejeździe lepiej z Polaków wypadł Kwiatkowski, plasując się w środku stawki. Mistrz świata z 2023 roku popełnił jednak w drugiej próbie kilka błędów i uzyskał łączny czas 1.28,70. Nowaczyk był szybszy od niego o 0,62 s.
Najszybciej pojechał Fischnaller - 1.25,13, wyprzedzając swojego rodaka Aarona Marcha - 1.26,08 oraz Austriaka Benjamina Karla - 1.26,49.
Kwiatkowski: czuję zawód i złość
Mistrz świata z 2023 roku zajął w niedzielę 28. miejsce. Nie wyszedł mu szczególnie drugi przejazd, w którym popełnił błąd w górnym odcinku. Nie szukał żadnych wymówek.
- Trasa jest super, przygotowanie też jest ok, wszystko było w porządku. Nie ma na co narzekać. Taki jest ten sport. Nieprzewidywalny, nie wybacza. Szargają mną emocje, czuję zawód i złość, ale brałem pod uwagę taki scenariusz. Jesteśmy na tej jednej krawędzi, przyciskamy na maksa, staramy się jechać jak najszybciej i różne rzeczy mogą się po drodze wydarzyć - powiedział 29-letni snowboardzista.
Poziom, szczególnie w męskim snowboardzie, jest bardzo wyrównany. W najważniejszych zawodach międzynarodowych różnice czasowe są często minimalne.
- Poziom jest bardzo wysoki już od kilku sezonów. W łącznym czasie dwóch przejazdów w jednej sekundzie mieści się 20 czy nawet ponad 20 zawodników, więc jest bardzo, bardzo ciasno - zauważył Kwiatkowski.
Był to jego trzeci olimpijski start. W 2018 roku zajął w debiucie 13. pozycję, cztery lata później w Chinach - siódme.
- W Pjongczangu to były moje pierwsze igrzyska, to było coś pięknego, pierwszy raz na takiej wielkiej imprezie. Zakwalifikowałem się do „16”, dosyć dobrze wypadłem. Na drugich igrzyskach, w Pekinie, byłem nawet w ósemce. Tam były obostrzenia covidowe, trochę to wszystko było dzikie. Teraz trzeci raz i nie zakwalifikowałem się do top 16. Mam nadzieję, że jeszcze będzie mi dane pojechać na igrzyska za cztery lata - podkreślił.
Do tej pory wspomnienia z Livigno miał bardzo dobre, ale te najświeższe mogą nieco zachwiać tymi wrażeniami. Startował tu w połowie poprzedniej dekady w Pucharze Europy.
- Wtedy jeszcze nie myślałem, że będę kiedykolwiek taki mocny, że będę mistrzem świata. Ostatni raz byłem tutaj dwa lata temu w kwietniu, robiłem kurs instruktora snowboardu. To najbardziej pamiętam, to był fajny czas. Jak teraz przyjechałem do Livigno, to miałem takie dobre wspomnienia. Jest tu gdzie jeździć, jest dużo śniegu, dużo stoków. Super tutaj jest - podsumował Kwiatkowski.
Słodko-gorzkie wrażenia Nowaczyka w Livigno
Snowboardzista Michał Nowaczyk był jednocześnie zadowolony i niepocieszony po swoim występie w kwalifikacjach slalomu giganta równoległego na igrzyskach olimpijskich. W Livigno zajął 23. miejsce i odpadł z dalszej rywalizacji.
- Niewiele zabrakło... Z jednej strony jestem szczęśliwy, że w ogóle się zakwalifikowałem, że podjąłem tę rękawice i mimo małej ilości startów w Pucharze Świata udało się fajnie zrobić postępy i finalnie jechać. Ostatnie starty w PŚ dały nam do zrozumienia, że można tutaj o coś powalczyć, stąd ta gorzkość... Liczyłem na więcej. To 23. miejsce niby fajne, ale już myślę, co będę robił przez te cztery lata, żeby było lepiej - zapowiedział w rozmowie z PAP 29-letni snowboardzista.
Jak zaznaczył, paradoksalnie zawodnicy nienależący do ścisłej czołówki mają w igrzyskach olimpijskich łatwiejsze zadanie niż w Pucharze Świata.
- Najlepsze nacje mają okrojone składy, więc dla takich zawodników jak ja to troszkę było łatwiej. Nie było tylu zawodników, można było coś tutaj zaatakować. No niestety, wynik jest jaki jest... - ubolewał.
Nowaczyk zadebiutował w olimpijskiej rywalizacji przed czterema laty w Pekinie. Zajął tam dziewiąte miejsce.
- Byłem trochę w innym miejscu niż teraz jestem. Byłem na podium w zawodach Pucharu Świata. Często bywałem w ósemce czy szesnastce. Jechałem na igrzyska po medal. Też liczyłem wtedy na więcej. W tych kolejnych czterech latach wydarzyło się dużo różnych rzeczy w moim życiu, więc cieszę się, że w ogóle tu jestem. Myślę, że za cztery lata będzie dobrze. Mam nadzieję, że będzie mniej kontuzji w zespole. Tutaj pokazują starsi zawodnicy jak Roland Fischnaller i Andreas Prommegger, że ten sport można uprawiać do wieku 40 lat nawet. Nadal są szybcy, a my mamy jeszcze trochę do nadrobienia. Wszystko przed nami - analizował.
W niedzielnych kwalifikacjach odpadli także Oskar Kwiatkowski (28. miejsce) oraz debiutująca na igrzyskach Maria Bukowska-Chyc (27.). Z piątym czasem do 1/8 finału awansowała natomiast Aleksandra Król-Walas. Początek tej rundy zaplanowano na godzinę 13.
Z Livigno Maciej Machnicki (PAP)
af/ krys/ kp/