O PAP.pl

PAP.pl to portal PAP - największej agencji informacyjnej w Polsce, która zbiera, opracowuje i przekazuje obiektywne i wszechstronne informacje z kraju i zagranicy. W portalu użytkownik może przeczytać wybór najważniejszych depesz, wzbogaconych o zdjęcia i wideo.

Julian Świeżewski o swoim filmie, który miał premierę w Cannes: to „Brokeback Mountain” na tirach [WYWIAD]

Jak ktoś mnie pyta, co to jest za film, mówię: „Brokeback Mountain” na tirach. Bardzo chciałem zagrać w filmie, który odtabuizuje intymną cielesność homoseksualną. Uważam, że to są bardzo ludzkie tematy i należy o nich mówić – mówi PAP Life Julian Świeżewski, który zagrał jedną z głównych ról we francusko-polskiej koprodukcji „Flesh and Fuel”. Film miał premierę 16 maja na festiwalu w Cannes w sekcji Semaine de la Critique.

Zdjęcie z filmu „Flesh and Fuel”. Fot. Materiały prasowe
Zdjęcie z filmu „Flesh and Fuel”. Fot. Materiały prasowe

PAP Life: Wybierasz się w tym roku na festiwal do Cannes?

Julian Świeżewski: Tak, za chwilę wyjeżdżam. Będę na premierze filmu „Flesh and Fuel” (16 maja – red.).

PAP Life: To pierwszy z film z twoim udziałem w Cannes?

J.S.: Nie, wcześniej był „Sweat” Magnusa von Horna, który dostał się do głównej selekcji. Ale to było w czasach covidu i festiwal się nie odbył. Co prawda, „Flesh and Fuel”, jest pokazywany nie w konkursie głównym czy Un Certain Regard, ale to też bardzo uznana sekcja, więc jestem zadowolony. Canneński Festiwal, obok Nowych Horyzontów, jest moim ulubionym. Lubię selekcję tego Festiwalu, jeżdżę do Cannes regularnie. Kiedyś byłem w Talent Corner - była to branżowa sekcja dla młodych aktorów. Na targach w Palais des Festivals odbywały się różne panele, warsztaty. Zorientowałem się, że jako osoba, która pracuje w filmie, mogę aplikować o darmową akredytację i robię to co roku - to będzie mój siódmy festiwal.

Więcej

Zobacz galerię (3)
Kadr z filmu „John Lennon: The Last Interview”. Fot. Festival de Cannes
Kadr z filmu „John Lennon: The Last Interview”. Fot. Festival de Cannes

W Cannes pokazano film dokumentalny o Johnie Lennonie

PAP Life: „Flesh and Fuel” to francusko-polska koprodukcja, częściowo kręcona także w Warszawie, która przenosi nas w hermetyczne środowisko kierowców tirów. Kiedy oglądałam ten film, przypominała mi się „Tajemnica Brokeback Mountain”.

J.S.: Totalnie tak! Jak mnie ktoś pyta, co to jest za film, mówię: „Brokeback Mountain” na tirach. Dla mnie to jest przede wszystkim film o próbie znalezienia miłości i kontaktu z drugim człowiekiem w czasach, w których wszystko jest podporządkowane pracy, terminom i ogólnie pojętej globalizacji, którą w przypadku tego filmu przedstawiona jest przez pracę kierowców tirów.

PAP Life: W „Flesh and Fuel” jest sporo scen erotycznych, które z perspektywy widza wydają się sporym wyzwaniem aktorskim. Miałeś jakieś wątpliwości, żeby wystąpić w filmie, który porusza temat tabu?

J.S.: Mówisz o relacjach homoseksualnych? Dla mnie to nie jest temat tabu. To raczej normalna intymność między dwójką kochających się ludzi. Ale też nie tylko kochających się, bo na początku to nie jest stricte miłość, tylko po prostu fascynacja seksualna. Nie miałem wątpliwości, raczej bardzo chciałem zagrać w filmie, który odtabuizuje intymną cielesność homoseksualną. Uważam, że to są bardzo ludzkie tematy i należy o nich mówić.

PAP Life: Był na planie koordynator intymności?

J.S.: Tak, mieliśmy koordynatorkę intymności, Stéphanie Chene, która ostatnio pracowała z Karlą Sofią Gascón przy filmie „Emilia Pérez”. Stéphanie jest przede wszystkim choreografką i pracuje z ciałem. Mieliśmy z nią warsztaty o świadomości ciała, ale też kontakt - improwizację między Alexisem (Alexis Manenti – francuski aktor, który gra Etienne, głównego bohatera) a mną (Julian Świeżewski wciela się w Bartosza, Polaka), która polegała na tym, żeby przyzwyczaić się do wspólnego dotyku i nauczyć się wspólnie oddychać. Dla mnie to było stosunkowo łatwe, ponieważ jestem bardzo fizykalny. W teatrze często mam role, w których ciało jest moim narzędziem. Mam wrażenie, że Alexis wcześniej był obsadzany w rolach typu „manly man” (prawdziwych mężczyzn, macho – tłum.), więc fajnie było zderzyć te dwie energie i poszukać czegoś, co między nami rezonuje. Byłem przez dwa tygodnie w Paryżu, gdzie mieliśmy próby tekstowe i choreograficzne, i to nam bardzo pomogło.

Image
Zdjęcie z filmu „Flesh and Fuel”. Fot. Materiały prasowe
Zdjęcie z filmu „Flesh and Fuel”. Fot. Materiały prasowe

PAP Life: Czy im dłużej jesteś w zawodzie, tym granie scen intymnych przychodzi ci łatwiej? Czy za każdym razem jest to przełamywanie barier?

J.S.: Trudno mi myśleć w kategoriach, że jest trudniej albo łatwiej. Pracując nad wrażliwością z drugą osobą, niezależnie czy to wrażliwość cielesna, czy emocjonalna, warto mieć wyczucie na siebie nawzajem. Na pewno, kiedy ma się większe doświadczenie, jest się bardziej przygotowanym na różne rzeczy i ma się większą świadomość różnorodnych reakcji. Czuję się pewniejszy, podchodząc do takich scen, ale z drugiej strony za każdym razem jest to zupełnie nowa osoba i nowa historia. Trzeba to stworzyć tu i teraz przed kamerą na nowo.

PAP Life: „Flesh and Fuel” przełamuje wiele stereotypów, np. takich, że kierowcy tirów to typowi macho, naładowani testosteronem. Kiedy mówimy o gejach, to często wyobrażamy sobie, że są to mężczyźni związani ze sztuką, artyści, kreatorzy mody, styliści…

J.S.: To bardzo duży stereotyp. Na pewno też słyszałem, że w jakiejś grupie społecznej mniej mówi się o homoseksualizmie, albo że spotyka się on z większym ostracyzmem. Trudno mi odpowiadać, jak inni to postrzegają. Mnie nie zaskakuje historia o kierowcach tirów, którzy są homoseksualistami. Dla mnie to oczywiste, że osoby homoseksualne mogą różnie wyglądać i wykonywać różne zawody. Testosteron często kojarzy mi się z homoseksualnością i z „macho siłą”. Jest cała grupa na Grindrze (popularna aplikacja randkowa dla mężczyzn homoseksualnych, biseksualnych – red.) bardzo męskich mężczyzn szukających seksu. Czytając scenariusz „Flesh and Fuel”, pomyślałem, że nie ma dużo takich historii w kulturze, a fajnie, żeby ten fragment rzeczywistości znalazł swoją reprezentację w kinie. To są dla mnie istotne rzeczy, kiedy przyjmuję jakąś propozycję filmową.

PAP Life: Jak to się stało, że zagrałeś w tym filmie?

J.S.: To dość zabawna historia. Przyjaciółka Pierre'a Le Galla, reżysera filmu, opowiedziała mu o mnie, gdy on właśnie kończył scenariusz. Tą koleżanką była Victoire du Bois, francuska aktorka, która była wolnym słuchaczem przy „Capri – wyspa uciekinierów” Krystiana Lupy. Tam się poznaliśmy. Kiedy Pierre szukał obsady, pokazała mu mój Instagram. Jest tam zdjęcie, na którym zarośnięty siedzę na toalecie z psem na kolanach. Podobno Pierre'a od razu stwierdził, że to jest Bartosz. Potem poprosił żebym nagrał self-tape’a. Ale tego nie zrobiłem, bo kompletnie nie znam francuskiego i nie chciałem się wygłupić. Mimo to Pierre zaprosił mnie na casting w Warszawie. I tam jakoś „zażarło”.

Więcej

Asghar Farhadi Fot. PAP/EPA/Sebastien Nogier
Asghar Farhadi Fot. PAP/EPA/Sebastien Nogier

Asghar Farhadi: Kieślowski zajmuje szczególne miejsce w moim osobistym panteonie twórców

PAP Life: Czyli zaczęło się od zdjęcia na Instagramie, chociaż akurat ty nie jesteś zbyt aktywny w social mediach.

J.S.: Może właśnie dlatego, że nie jestem mistrzem rolek, Pierre'owi spodobał się mój Instagram.

PAP Life: Musiałeś do roli nauczyć się francuskiego?

J.S.: Na tyle, żeby rozumieć, co się dzieje. Styl mojej pracy, jak również styl Pierre’a jest taki, że jest przestrzeń na pewną dozę improwizacji. Ale żeby sobie na nią pozwolić, muszę rozumieć, co się wokół dzieje, by móc na to żywo reagować.

PAP Life: Miałeś tłumacza na planie?

J.S.: Nie, na planie porozumiewaliśmy się po angielsku. Nie jest to nasz język ojczysty i nie mówimy superpłynnie, ale komunikatywnie.

PAP Life: Kiedy ostatnio rozmawialiśmy o serialu brytyjskim dla BBC „Porwana: historia Chloe Ayling”, w którym grałeś, mówiłeś, że masz naturę control freaka. To ci nie przeszkadza na zagranicznym planie?

J.S.: To prawda, jestem control freakiem, ale przed kamerą najbardziej lubię te momenty, kiedy czuję, że przestaję się kontrolować. Kiedy gram w innym języku, to mi tak naprawdę ułatwia, ponieważ siłą rzeczy nie mam możliwości kontrolowania pewnych rzeczy, więc muszę bardziej zaufać intuicji i emocjom. To mnie przybliża do tego, co się wydarza.

PAP Life: Masz wypracowaną metodę pracy, która pozwala ci szybko wejść w postać i szybko z niej wyjść?

J.S.: Mam metodę, która sprawia, że wejście w postać nie jest błyskawiczne, a wyjście nie następuje prawie nigdy. Zgłębiam temat merytorycznie, czytam, oglądam dokumenty, poznaję osoby o podobnych doświadczeniach. Rozmowa najbardziej mnie uwrażliwia. Druga rzecz to cielesność postaci: jak je, śpi, dba o ciało. W „Flash and Fuel” to była ważna część tworzenia postaci. Jeżdżenie tirem to duża odpowiedzialność. Cały czas trzeba być uważnym, bo prowadząc taką masę, stwarza się duże zagrożenie. A jednocześnie cały czas jest się w trybie siedzącym, co często łączy się z przyjmowaniem cukrów, kofeiny albo innych substancji. To wpływa na ciało, układ hormonalny, seksualność, a dalej budowanie więzi. Z wielu stron ta kwestia biologiczna bardzo mocno definiuje to, co tak naprawdę się potem dzieje emocjonalnie albo myślowo.

Więcej

Paweł Pawlikowski. Fot. EPA/CLEMENS BILAN / POOL
Paweł Pawlikowski. Fot. EPA/CLEMENS BILAN / POOL

Paweł Pawlikowski: „Ojczyzna” jest najbardziej osobistym filmem, jaki zrealizowałem

PAP Life: Jak przygotowywałeś się do tej roli?

J.S.: Przez pół roku wprowadziłem swoje ciało w stan, którego nie znałem i dzięki czemu mogłem zrozumieć sposób myślenia bohatera, którego bym sobie nie wymyślił, gdybym nie przeszedł tego procesu. Przytyłem 10 kilogramów, nie goliłem się przez cztery miesiące, nie ćwiczyłem, jadłem śmieciowe żarcie. Poza tym oglądałem seriale dokumentalne o pracy kierowców.

PAP Life: Poznałeś osobiście kierowców tirów?

J.S.: Kiedyś dużo jeździłem autostopem. Spędziłem wiele godzin, rozmawiając z kierowcami tirów w drodze do Lizbony czy Barcelony. Nie mam bliskich przyjaciół wśród kierowców, kierowcy chyba rzadko mają znajomych spoza swojego kręgu. W trasie spotykają się głównie z innymi kierowcami, a jak mają już czas, często spędzają go ze swoimi rodzinami lub najbliższymi. To smutne, że ich praca pochłania bardzo dużo czasu i często cierpią na tym relacje. Wszyscy korzystamy z ich pracy, cały świat funkcjonuje dzięki nim. Ale czy zdajemy sobie sprawę, jak ciężka to robota? Dla mnie „Flesh and Fuel”, poza historią miłosną, to społeczny obraz relacji w kapitalistycznym świecie, nastawionym na ekspansję.

PAP Life: Wolisz grać postaci bliskie tobie, czy takie na kontrze?

J.S.: Jeśli rola jest bliska mojemu charakterowi, mam obawę, że ją zbagatelizuję. Dlatego staram się myśleć o każdej roli jako o trudnej, by się nie rozleniwiać. Chyba jednak wolę trudne role, bo wymagają ode mnie większego zaangażowania.

PAP Life: Aleksandra Konieczna powiedziała mi kiedyś, że jeśli w scenariuszu nie ma nic na temat przeszłości jej postaci, to ona zawsze ją sobie wymyśla. To pomaga jej zbudować postać. Też tak robisz?

J.S.: Nie jestem dobry w budowaniu historii postaci, nie piszę ich życiorysów. Ale zgadzam się, że tworząc postać, należy poszukać odpowiedzi na pytanie: „Co ją motywuje, w którym idzie kierunku?”. Stanisławski to nazywał „zadaniem naczelnym”, ja wektorem. To taki imperatyw wewnętrzny, który definiuje, dlaczego w danym momencie podejmujemy takie a nie inne decyzje. To może być wektor unikowy od czegoś albo wektor motywujący do czegoś, albo wektor spoczynkowy, kiedy ma się wszystkiego dosyć. I to jest dla mnie ważne, bo pozwala mi lepiej zrozumieć postać i połączyć te wszystkie elementy.

PAP Life: Masz na koncie kilka nagród aktorskich. Ostatnio otrzymałeś nominację do Orłów za rolę w filmie „Brat” Macieja Sobieszczańskiego. Nagrody przekładają się na ilość propozycji, które dostajesz?

J.S.: Propozycje są, ale nie wszystkie dobre. Dzięki Teatrowi Powszechnemu, w którym jestem na etacie, mam poczucie bezpieczeństwa, więc jestem wybredny. Jeśli nie muszę brać wszystkiego, żeby przeżyć, decyduję się na projekty, które są dla mnie ciekawe. Staram się brać jak najmniej standardowych rzeczy, by mieć czas na hobby i projekty robione „po kosztach”, ale istotne artystycznie.

PAP Life: Ponad rok temu w Powszechnym dyrektorką została Maja Kleczewska. Jak odnalazłeś się w nowej rzeczywistości teatralnej?

J.S.: Czuję, że pod kątem repertuarowym następuje zmiana i inne spojrzenie, którego zespół od jakiegoś czasu potrzebował. Z drugiej strony, mam poczucie tranzytu między jedną dyrekcją a drugą, co zawsze jest trudne i wiąże się z niepewnością. Przyznam, że trochę brakuje mi tej przewidywalności z czasów poprzedniego dyrektora. Z drugiej strony, są nowe rzeczy, które otwierają coś, czego wcześniej u nas nie było. Jestem w wyczekiwaniu, ale dobrej myśli.

Więcej

Plakat filmu "Poza kadrem". Fot/Instagram/Arnaud Alain
Plakat filmu "Poza kadrem". Fot/Instagram/Arnaud Alain

Arnaud Alain: film „Poza kadrem” mówi o znaczeniu obrazów, gdy wzrok przestaje działać

PAP Life: Jesteś w próbach do nowego spektaklu?

J.S.: Tak. Rozpoczynamy pod koniec maja próby do spektaklu „Lisa” w reżyserii Wiktora Rubina i Jolanty Janiczek. Będzie to o Lisie Montgomery, na której w 2007 roku wykonano karę śmierci w Stanach Zjednoczonych. Opowiemy o warstwie „białych biednych” w USA. A przez ten pryzmat o tym, co dzieje się u nas w warstwach społecznych, gdzie ludzie są zapomniani przez system i pozbawieni opieki.

PAP Life: Co ci daje etat w teatrze, poza poczuciem bezpieczeństwa?

J.S.: Teatr daje mi coś, czego film nie jest w stanie. To rytualny obrzęd, trochę terapeutyczny. Z drugiej strony, scena jest dla mnie przestrzenią, gdzie mogę sobie poeksperymentować. Zwłaszcza, że teatr, w którym gram, nie jest klasyczny, tylko bardziej performatywny. Ponadto, w dobie AI, żywy kontakt z człowiekiem zyskuje na wartości.

PAP Life: Opowiadałeś mi kiedyś, że lubisz miksować muzykę, jesteś DJ-em, wybierałeś się nawet na kurs produkcji.

J.S.: Skończyłem ten kurs, ale tworzenie muzyki od zera jest trudne. Chyba jestem dobry w remiksowaniu. Zresztą aktorstwo to też interpretacja gotowego tekstu. Łatwiej mi pracować na materii, którą dostaję. Może po prostu muszę przyjąć, że taka jest moja natura. (PAP Life)

Rozmawiała Iza Komendołowicz

ikl/ag/ep/

Julian Świeżewski w 2015 r. ukończył Akademię Teatralną w Warszawie. Od 2016 związany ze stołecznym Teatrem Powszechnym. Zagrał znaczące role takich w filmach jak: „Sweat”, „25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komedy”, serialach: „Ludzie i bogowie”, „Krucjata” i „Infamia”. Za rolę górala Maćka w filmie Marcina Koszałki „Biała odwaga” otrzymał nagrody za drugoplanową rolę męską na 49. FPFF w Gdyni, nagrodę im. Zbyszka Cybulskiego oraz Orła. W 2025 miały premierę film „Brat" Macieja Sobieszczańskiego (nominacja do Orła za drugoplanową rolę męską) oraz serial „Kidnapped" dla BBC z jego udziałem.

16 maja 2026 na Festiwalu Filmowym w Cannes miał premierę film „Flesh and Fuel” w reż. Pierre'a Le Galla, w którym zagrał jedną z głównych ról. Produkcję będzie można zobaczyć w Polsce w wybranych kinach.

Zobacz także

  • Asghar Farhadi Fot. PAP/EPA/Sebastien Nogier
    Asghar Farhadi Fot. PAP/EPA/Sebastien Nogier

    Asghar Farhadi: Kieślowski zajmuje szczególne miejsce w moim osobistym panteonie twórców

  • Kadr z filmu „John Lennon: The Last Interview”. Fot. Festival de Cannes
    Kadr z filmu „John Lennon: The Last Interview”. Fot. Festival de Cannes

    W Cannes pokazano film dokumentalny o Johnie Lennonie

  • Paweł Pawlikowski. Fot. EPA/CLEMENS BILAN / POOL
    Paweł Pawlikowski. Fot. EPA/CLEMENS BILAN / POOL

    Paweł Pawlikowski: „Ojczyzna” jest najbardziej osobistym filmem, jaki zrealizowałem

  • Plakat filmu "Poza kadrem". Fot/Instagram/Arnaud Alain
    Plakat filmu "Poza kadrem". Fot/Instagram/Arnaud Alain
    Specjalnie dla PAP

    Arnaud Alain: film „Poza kadrem” mówi o znaczeniu obrazów, gdy wzrok przestaje działać

Serwisy ogólnodostępne PAP