Karnistka: proponowane przepisy o patostreamingu mogą w praktyce nie działać
Trudność w opracowaniu prawa dotyczącego patostreamingu polega na zdefiniowaniu tzw. patotreści, które nie zawsze mają jednoznacznie kryminalny charakter, a są szkodliwe - powiedziała w Studiu PAP karnistka dr Natalia Daśko. W ocenie prawniczki procedowane w Sejmie przepisy w praktyce mogą nie działać.
Sejm pracuje nad przepisami o zakazie patostreamingu, czyli nagrywania i publikowania albo transmitowania na żywo materiałów, w których prezentowane są treści wulgarne, obsceniczne, szokujące lub brutalne.
- W Kodeksie karnym od 2018 roku, kiedy udzielałam wywiadu dla PAP o patostreamingu, nie zmieniło się nic. Minęło osiem lat, a tamta rozmowa pozostaje poniekąd aktualna. Na pewno zmieniło się jednak to, że dziś o tym zjawisku rozmawiamy coraz częściej. W ostatnim czasie pojawiły się co najmniej dwa kolejne projekty kryminalizacji patostreamingu - powiedziała w Studiu PAP dr Natalia Daśko z Katedry Prawa Karnego UMK w Toruniu.
Podkreśliła, że aby zrozumieć problemy stojące przed ustawodawcą, które nie pozwoliły do dziś na adekwatne zapisy w Kodeksie karnym, trzeba spojrzeć na całe zjawisko szerzej.
- Jeżeli uznamy, że patostreaming to popełnianie czynów zabronionych, które są następnie transmitowane, to takie czyny zabronione są już skryminalizowane. Kodeks karny przewiduje różne typy przestępstw, które mogą być w takich sprawach zastosowane. W przypadku tak ujętego zjawiska nie ma potrzeby wprowadzania nowych przepisów. Jeżeli ktoś na streamie popełnia przestępstwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, czy np. czyn z zakresu przestępstw seksualnych, to to jest już w Polsce karane. Pytanie, dlaczego nie jest ścigane efektywnie, jest czymś zupełnie innym - wyjaśniła ekspertka.
Podkreśliła natomiast, że jeżeli na patostreaming spojrzy się jako na transmisję treści, które określilibyśmy jako patologiczne, niekoniecznie wykroczenia czy przestępstwa, to faktycznie nie znajdziemy w Kodeksie karnym czy Kodeksie wykroczeń przepisu, który by kryminalizował rozprzestrzenianie takich treści.
- Pułapka, która się pojawia, to konieczność określenia patotreści, a to jest niezwykle trudne. Gdzieś podskórnie czujemy wszyscy, czym ona jest, ale wprowadzenie jej definicji do Kodeksu karnego jest szalenie trudne i byłoby szalenie ocenne. (...) Granice rzeczy, które pokazujemy w internecie, przesuwają się. Są one dziś zupełnie gdzie indziej niż 10 czy 15 lat temu, gdy nie do pomyślenia byłoby transmitowanie czy dzielenie się w internecie określonym rodzajem treści. Odróżnienie influencera średniego szczebla od patostreamera mogłoby rodzić pewne trudności - podkreśliła dr Daśko.
W jej ocenie obecny projekt autorstwa Koalicji Obywatelskiej ma tę wadę, że uzasadnienie kompletnie rozmija się z treścią proponowanych regulacji. W ocenie prawniczki patostreaming jest tam trafnie zdefiniowany jako treści, które przede wszystkim szkodzą dzieciom i młodzieży, bo są to treści polegające np. na pokazywaniu picia alkoholu, treściach nieprzyzwoitych. - Diagnoza jest trafna, ale proponowane przepisy absolutnie nie mają nic wspólnego z tym, co projektodawcy chcieliby ścigać. Projekt jest wysoce niedoskonały i w mojej ocenie nie ma szans powodzenia. Zakłada się w nim, że kryminalizowane będzie rozpowszechnianie treści polegających na popełnianiu czynu zabronionego. Mamy tam katalog czynów zabronionych wymieniony w czterech punktach - wskazała dr Daśko.
Podkreśliła, że przecież każdy, kto transmitowałby w sieci zabójstwo czy zgwałcenie – a takie czyny zagrożone karą więzienia powyżej lat 5 są także w wymienionym katalogu – i tak przy obecnym stanie prawnym są i byłyby ścigane.
- Patostreaming najczęściej obejmuje nie tak poważne czyny. Nie słyszałam jeszcze o patostreamerze, który transmitowałby zabójstwo. Obejmuje natomiast masę czynów o lżejszym charakterze gatunkowym, jak uszczerbki na ciele, groźby karalne, zmuszanie, przestępstwa przeciwko rodzinie i opiece czy rozpijanie małoletnich. Według sita przewidzianego przez projektodawcę, to się w ogóle w tym katalogu nie mieści. Ten przepis będzie martwy, nie będzie mógł mieć zastosowania do tego, co faktycznie nazywamy patostreamingiem - oceniła specjalistka od prawa karnego.
Podkreśliła, że stała ekspozycja na treści patologiczne w sieci uczy zjawisk społecznie nieakceptowalnych, normalizuje je, ma ewidentnie negatywny wpływ na dzieci i młodzież.
Aby naprawić obecny stan rzeczy, musielibyśmy przejść dyskusję, która się jeszcze w ten sposób nie ukształtowała, a mianowicie jasno określić, czego my chcemy zakazywać. Czy chcemy zakazywać strumienia treści demoralizujących, ale niekoniecznie przestępczych, bo jeśli tak, to musimy zaprojektować zupełnie inne przepisy niż te projekty, które obecnie wpłynęły? Czy też chcemy ścigać sprawców przestępstw, które są transmitowane? Jeżeli ta druga droga, to narzędzia już są, ale należy skutecznie ścigać patostreamerów, a to jest problem
Wśród trudności w ściganiu przestępstw popełnianych podczas takich transmisji wymieniła ulotność materiału, brak zapisu, częste modyfikacje pierwotnych materiałów w krótkich szotach, co powoduje, że organy ścigania nie zawsze wiedzą, czy dana treść jest autentyczna, czy nie została zmodyfikowana.
Wyroki, które do tej pory zapadały, a nie było ich być może bardzo wiele, doprowadziły do skazania kilku patostreamerów, nawet bardzo znanych. Były to wyroki za czyny związane z naruszaniem wolności seksualnej, czyny zagrażające życiu i zdrowiu. Kary nie były wysokie, ale trudno na ten temat dyskutować, jak dokładnie nie zna się akt sprawy. Pod ocenę sądu nie była poddawana cała transmisja, która jest patostreamingiem, bo takiego przepisu nie ma, więc musiały być wyselekcjonowane jakieś czyny zabronione
Podkreśliła, że przekaz przemocy niesie negatywne skutki nie tylko dla osoby, która otrzymała cios, ale także dla rzeszy odbiorców małoletnich. - W takim przypadku przepisu pozwalającego to ścigać na dziś w kodeksie nie ma - dodała ekspertka.
Jej zdaniem obecna droga, którą podążają projektodawcy, czyli wymienianie katalogu przestępstw popełnianych podczas transmisji na żywo, jest ślepą uliczką.
Po pierwsze, patostreamerzy mają ogromną fantazję i różne czyny zabronione mogą się pojawiać w czasie tych transmisji. Nie da się stworzyć idealnego katalogu wszystkich czynów zabronionych, które się pojawiają. Wydaje mi się, że powinniśmy postarać się wypracować definicję patotreści. Nie patrząc jednak przez pryzmat tego, że patotreść wiąże się tylko z popełnianiem czynu zabronionego na żywo, bo to jest już kryminalizowane. Z udziałem psychologów i innych podmiotów powinniśmy spróbować wypracować definicję, która zawrze fakt demoralizującego wpływu takich treści, ich ciągłość. W tym jest zło patostreamingu. Nie w pojedynczym szocie, który ktoś by nagrał i to byłoby wszystko
W jej ocenie, chociaż część karnistów ma do tego zastrzeżenia, patostreaming w Polsce doszedł do takiego etapu, że zastosowanie Kodeksu karnego jest zasadne.
- Trzeba tylko przeprowadzić kryminalizację z głową, przy konsultacji z innymi środowiskami, zwłaszcza z psychologami czy psychiatrami, którzy pomogą dookreślić, czym jest patotreść, która właśnie negatywnie wpływa na odbiorców. (...) Wszyscy się zgadzają, że patostreaming jest zjawiskiem, które wymaga reakcji, pytanie jest tylko jakiej. Moim zdaniem różne środowiska w Polsce są gotowe na dyskusję, którą musimy odbyć. To jest pewien polski problem, nie do końca możemy czerpać z doświadczenia innych państw. Ten patostreaming z nie do końca jasnych powodów w Polsce rozwinął się do znacznych rozmiarów - podsumowała dr Daśko.
Autor: Tomasz Więcławski (PAP)
twi/ akar/ kgr/