Kasia Adamik: w filmie „Zima pod znakiem Wrony” chciałam pokazać surrealizm stanu wojennego
Chciałam pokazać surrealizm stanu wojennego, a stał się on tym bardziej wyraźny, gdyż był widziany przez kogoś z zewnątrz - mówiła w Studiu PAP Kasia Adamik. Wyreżyserowana przez nią „Zima pod znakiem Wrony” w piątek trafia na ekrany kin.
„Zima pod znakiem Wrony”, która w piątek trafia na ekrany kin, to drugie spotkanie Kasi Adamik z twórczością Olgi Tokarczuk. W 2017 roku wraz Agnieszką Holland zrealizowała „Pokot”, ekranizując „Prowadź swój pług przez kości umarłych”, najbardziej znaną obok „Ksiąg Jakubowych” oraz „Prawieku i innych czasów” powieść Noblistki. Podstawą scenariusza tym razem stało się opowiadanie „Profesor Andrews w Warszawie”, osadzone w grudniu 1981 roku, gdy Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego z generałem Wojciechem Jaruzelskim wprowadzają stan wojenny „na terenie całego kraju”. Ta sytuacja dotyka także tytułowego bohatera (w filmie profesor Andrews przeistoczył się w graną przez nominowaną do Oscara Lesley Manville profesorkę), wybitnego psychologa, przyjeżdżającego do Warszawy, by wygłosić odczyt dla studentów.
W noc stanu wojennego Kasia Adamik była dziewięcioletnim dzieckiem. - Miałam ochotę opowiedzieć w filmie o tym, jak pamiętam stan wojenny, a pamiętam go trochę jak fantasmagorię - stwierdziła w Studiu PAP Adamik. - Wyjechałam na emigrację krótko po jego ogłoszeniu, w 1982 roku, więc moje wspomnienia są bardzo mgliste. Przez to, że byłam wtedy dzieckiem, owo wspomnienie urosło we mnie do tego stopnia, że przez lata w Paryżu stan wojenny, Warszawa w grudniu 1981, wielokrotnie mi się śniła. Śniłam, że błąkam się po szarych labiryntach ursynowskich domów i uliczek, bo wszystkie były do siebie podobne. Przypominało to scenerię filmu postapokaliptycznego, to wrażenie chciałam też oddać w „Zimie pod znakiem Wrony” - dodała.
Podobny ton znalazła w opowiadaniu Olgi Tokarczuk, którym fascynowała się na długo przed tym, jak postanowiła zainspirować się nim przy realizacji filmu. - Olga uchwyciła w nim cały surrealizm tego czasu i tej sytuacji - powiedziała artystka. - A stał się on tym bardziej wyraźny, gdy był widziany przez kogoś z zewnątrz, kto w najmniejszym stopniu nie rozumie reguł tego świata. Poczułem, że Tokarczuk mówi o czymś, co sama odczuwałam, ale nie umiałam znaleźć dla tego odpowiednich słów - podkreśliła.
Główną rolę zagrała Lesley Manville, aktorka znana z filmów Mike'a Leigh, nominowana do Oscara za rolę w „Nici widmo” Paula Thomasa Andersona. Towarzyszą jej m.in. Zofia Wichłacz i Andrzej Konopka.
Jacek Wakar (PAP)
wj/ dki/ ppa/