Szef MON dla PAP: mamy wiele do nadrobienia, jeśli chodzi o szkolenie rezerwistów [WIDEO]
Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz w wywiadzie dla PAP, AFP i dpa ocenił, że „mamy wiele do nadrobienia”, jeśli chodzi o system szkolenia rezerwistów czy atrakcyjność tej służby. To niewykorzystany potencjał, którego nie możemy zmarnować, m.in. w obliczu zmian demograficznych - podkreślił.
W wywiadzie dla trzech redakcji wicepremier został zapytany o przyszłość Wojska Polskiego i jego kadr, m.in. w obliczu pogłębiającego się kryzysu demograficznego czy rosnącego zapotrzebowania wojska na wysoko wykwalifikowanych specjalistów. W odpowiedzi szef MON przyznał, że sytuacja demograficzna Polski jest zła i zauważył, że nie da się już wpłynąć np. na to, jak liczne w najbliższych latach będą te roczniki, które będą osiągały pełnoletność i np. rozważały wstąpienie do wojska.
By jak najwięcej osób decydowało się na dołączenie do armii, kluczowa jest, według szefa MON, atrakcyjność służby, w tym np. możliwość służby w jednostkach jak najbliżej miejsca zamieszkania i rozlokowanie ich po całym kraju. - No i podstawą jest również zabezpieczenie dla rodzin. Tu są pomysły - karta rodziny wojskowej, karta rodziny mundurowej, różnego rodzaju benefity nie tylko dla służących w wojsku - czy służącej - ale całych i rodzin - mówił Kosiniak-Kamysz.
Jednakże, jak podkreślił, kluczowe znaczenie ma budowa rezerw wojskowych. Szef MON przypomniał, że obecne plany rozwoju Sił Zbrojnych RP zakładają, że będą one de facto liczyć 500 tys. osób - z czego 300 tys. żołnierzy w czynnej służbie (250 tys. w wojskach operacyjnych i 50 tys. w WOT) oraz 200 tys. rezerwistów tzw. wysokiej gotowości. - Rok 2026 będzie rokiem rezerwy, modyfikacji systemu szkolenia rezerwistów, atrakcyjności tej służby. Tu mamy wiele do nadrobienia. Wciąż jest tu niewykorzystany potencjał, którego nie możemy zmarnować - z uwagi na zmiany demograficzne - zaznaczył.
Szef MON podkreślił również, że w Wojsku Polskim jest za mało oficerów i podoficerów, a ich odsetek w polskich siłach zbrojnych jest wyraźnie niższy niż np. w USA. - Robimy wszystko, co jest zasadne, żeby tę kadrę oficerską wzmocnić - powiedział, wskazując na potrzebą zwiększania liczby miejsc w szkołach oficerskich, a także tworzenie nowych szkół podoficerskich, przeznaczonych także dla cywilów.
Minister podkreślił też znaczenie zmian technologicznych w wojsku - także na poziomie pojedynczego żołnierza. - Różne roboty, które widzieliśmy na filmach science fiction, będą działać na polu walki. Dzisiaj jest tak, że każdy żołnierz ma karabin, hełm czy kamizelkę kuloodporną; za chwilę będzie też wyposażony w drony - uruchamiane wyrzutem ręki, do zadań obronnych czy ofensywnych. Myślę, że najbliższe pięć lat przyniesie także taką rewolucję i wyposażenie żołnierzy w takie drony do osobistego użycia - mówił.
Kosiniak-Kamysz zwrócił też uwagę, że w najbliższych latach coraz większą rolę w zarządzaniu siłami zbrojnymi będzie odgrywać sztuczna inteligencja. - Ona zmieni wszystkie armie. Już zmieniła armię ukraińską, która by bez tej technologii nie przetrwała, nie byłaby w stanie np. wykorzystywać sprzętu, który został do niej dostarczony - mówił Kosiniak-Kamysz. Jak wskazał, chodzi o takie kwestie jak zarządzanie polem walki czy koordynacja działania sprzętu, ale także np. zarządzanie bieżącą aprowizacją czy szkoleniem wojska. (PAP)
mml/ mro/ mow/ grg/