Katarzyna Miller: kiedyś każdy chłop znajdował jakąś babę, dziś - to nie działa [WYWIAD]
O mężczyznach, którzy nie potrafią dotrzymać kroku kobietom, zagrożeniach, które niesie romantyczna miłość i o tym, dlaczego czasami lepiej zakochać się w hydrauliku niż profesorze, opowiada w rozmowie z PAP Life Katarzyna Miller, psychoterapeutka i pisarka. Właśnie ukazało się kolejne wydanie jej bestsellerowej książki „Daj się pokochać, dziewczyno”.
PAP Life: Za chwilę walentynki. Czy pani ze swoim partnerem obchodzi to święto?
Katarzyna Miller: Nie, my z Edkiem w ogóle mało jesteśmy przywiązani do okazji. Jak jest fajny dzień, to wtedy jest święto. Bardzo lubię kwiaty, dostaję je od Edka zupełnie bez powodu. Po prostu czasem mi je przywozi i to mi się podoba. Natomiast rozumiem, że ludziom potrzebne są takie daty i rytuały. Gdyby tak nie było, to nie traktowaliby tego dnia w taki sposób.
PAP Life: Mnie drażni to święto. Uważam, że wręczanie kwiatów tego dnia jest trochę na pokaz. Przypomina mi się scena z filmu „Noce i dni”, kiedy Józef Toliboski zrywa nenufary dla Barbary Niechcicowej. Ona na tym jednym zdarzeniu zbudowała w swojej głowie obraz mężczyzny idealnego, przez całe życie lekceważąc męża, który kochał ją naprawdę.
K.M.: Lubię od czasu do czasu obejrzeć komedie romantyczne, natomiast w prawdziwym życiu miłość romantyczna wyrządziła dużo krzywdy. Jest to pojęcie patriarchalne, wręcz na zgubę kobiet. Rozkręca w kobietach marzenia i oczekiwania o rzeczach nierealnych, których tak naprawdę mężczyźni nie dają na dłużej. Zawsze mówię dziewczynom - wszystkie kobiety niezależnie od wieku, tak nazywam: „Chcesz mieć romans, to na krótko. Bo romans to jest coś, co jest właśnie romantyczne. Coś zapłonęło, a potem gaśnie i zostają piękne wspomnienia. Ale jeżeli chcemy tego na życie, to jest po prostu nieprawda. Młoda dziewczyna, która nic nie wie o życiu i ma rodziców, którzy nawet się ze sobą nie przytulają, wymyśla sobie coś niezwykle przecudnego. A jeszcze do tego słyszy z różnych stron: „Będziesz miała swojego partnera, to on cię uratuje…”
Patriarchat uzależnił kobiety od iluzji miłości. Bo, rzeczywiście, jeszcze nie tak dawno temu, gdy kobieta nie miała męża, to się nie liczyła. Teraz jest już inaczej. Oczywiście kobiety nadal chcą mieć partnera, ale już nie oczekują, że mężczyzna urządzi im życie.
PAP Life: Jest pani psychoterapeutką, pisze pani książki o miłości, związkach, prowadzi warsztaty. Jak w ostatnich latach zmieniły się kobiety, ich potrzeby, wyobrażenie o związkach?
K.M.: Bardzo. Kobiety zmieniają się. Chociaż nie wszystkie, bo pewna część, prawicowych czy patriarchalnych kobiet, próbuje zatrzymać tę zmianę, optując za tym, żebyśmy wróciły do słynnych trzech K.
PAP Life: Czyli kuchnia, dzieci i kościół, od niemieckiego sloganu: „Kinder, Küche, Kirche”.
K.M.: One uważają, że mężczyźni są mądrzejsi i dlatego mają decydować o świecie i o naszym życiu. Można powiedzieć, że w tej postawie jest duża potrzeba bezpieczeństwa, przesłaniająca lęk. Oczywiście, każdy ma prawo wybrać, jak chce żyć. Ale zdecydowanie więcej dziewczyn zachwyciło się niezależnością. Mówią: „zobaczyłam, że ja też jestem, że ja też istnieję, nie chcę już być dla innych”. To największa zmiana. Wcześniej najważniejszym przekazem dla dziewczynek było: „Bądź grzeczna, bądź posłuszna. Jesteś na tyle ważna, na ile jesteś potrzebna”. A teraz bardzo często słyszę od kobiet: „Dotarło do mnie, jak żyję, dlaczego siebie stawiam na końcu?”. I dziewczyny zaczęły chcieć myśleć o sobie.
PAP Life: Czy to oznacza też, że częściej godzą się, że nie wejdą w związek i będą same?
K.M.: Zdecydowanie częściej niż kiedyś. Zmienił się język. Już nie mamy starych panien i starych kawalerów, tylko singielki i singli. Ktoś po prostu jest pojedynczy. Coraz więcej kobiet świadomie mówi: „Jak mam mieć byle kogo, to wolę być sama”. I mężczyźni mają z tym kłopot. Pojawiła się grupa inceli czyli mężczyzn odrzuconych, którzy nie podobają się kobietom. Kiedyś nie było takich mężczyzn.
PAP Life: Mówiło się: każda potwora znajdzie swego amatora.
K.M.: I w drugą stronę, że każdy chłop zawsze znajdzie jakąś babę. A tu się okazało, że nie każdy. Dziewczyny są bardziej wymagające w takim sensie, że chcą więcej dla siebie. Chcą mieć dobrego partnera. A to jest już trudniejsze i one, z żalem, ale coraz bardziej zdają sobie z tego sprawę. One chcą się rozwijać, uczą się, wyjeżdżają, spotykają, czytają, tworzą grupy, są na warsztatach. Brakuje mężczyzn, którzy chcą i potrafią dotrzymać im kroku. To jest duży problem, w tej chwili w ogóle nie do rozwiązania.
PAP Life: Tylko gdzie poznać tego dobrego partnera? Kiedyś ludzie poznawali się w szkole, na studiach, brat przyprowadził kolegę, itd. Dzisiaj większość osób poszukuje partnera na różnego rodzaju aplikacjach randkowych.
K.M.: To jest jakaś metoda. Ma plusy i minusy. Łatwość przejrzenia wielu profili i zdjęć na nich zamieszczonych nie daje gwarancji, że w realu spotkamy fajnego człowieka. Ba, możemy spotkać kogoś zupełnie innego.
Zbudowanie związku to w ogóle jest jedna z najtrudniejszych rzeczy w życiu. Ludzie podkreślają wartość związków. Ale ciągle nie mamy umiejętności, które mogłyby pomóc w ich tworzeniu. Nie uczy się nas mechanizmów psychologicznych. W sumie jesteśmy dosyć bezradni.
PAP Life: Jest taki program telewizyjny „Ślub od pierwszego wejrzenia”, w którym ludzi dobiera trójka psychologów. W ogromnej większości to katastrofalne pomyłki.
K.M.: Jest dużo programów w telewizji, w których ludzie mają się dobrać w różny sposób. Widziała pani „Magię nagości”? Uczestnicy występują, że tak powiem, w całej swojej okazałości i nic z tego nie wynika. Nie było jeszcze pary, która by rzeczywiście się w sobie zakochała. Choć zapewne dla niektórych oglądanie tych programów jest atrakcyjne. Ludzie lubią zaglądać innym do łóżka, portfela i szafy. A te programy im to umożliwiają. Takie programy miałyby jakiś sens, gdyby naprawdę uczyły o emocjach, potrzebach, mechanizmach psychologicznych. A tak to pusta rozrywka nastawiona tylko na oglądalność.
PAP Life: Czy są osoby, które zwyczajnie nie nadają się do związków i są skazane na samotność?
K.M.: Nie umiem na to odpowiedzieć. Ludzie mają różne temperamenty, różne neuroosobowości, różną historię życia. Dobierają się, jak umieją, jak mogą albo jak im się trafi. Czasem o związaniu się z kimś decydują podobne wartości, a czasem przeżyte traumy. Jeżeli jednak złe doświadczenia są nieprzerobione, nieuświadomione, deficyty nie wyrównane – jak ludzie mają być ze sobą szczęśliwi?
PAP Life: A może pułapką są nierealistyczne oczekiwania wobec partnera?
K.M.: Jak się ma nierealistyczne oczekiwania, to jest pułapka. Ale jak się ma realistyczne oczekiwania, to nie jest.
PAP Life: Trudno się dziwić, że pani stomatolog, która podróżuje po świecie, bywa w teatrze, chciałaby być z panem stomatologiem, a nie z panem hydraulikiem?
K.M.: Hydraulik może być dużo fajniejszy niż niejeden stomatolog albo profesor. Jeśli jednak wychowujemy się w środowisku, w którym zwraca się uwagę na posiadanie, nazwisko, prestiż, a niekoniecznie głębsze wartości, to milej widziany będzie głupi profesor niż mądry hydraulik.
Inna sprawa, że dziewczyna, która jest wykształcona i ma potrzebę rozwoju, nie wyjdzie za faceta, którego obchodzi tylko picie piwa i gry na konsoli, który siorbie i mówi „poszłem”.
PAP Life: Chyba że on zacznie nad sobą pracować.
K.M.: Albo będzie szalenie przystojny, namiętny i ona strzeli sobie z nim romans. Bo będzie go czuła fizycznie, a daruje mu to, że mówi „poszłem”. Ale to nie jest partner na życie.
PAP Life: Mam w otoczeniu sporo atrakcyjnych, wykształconych, niezależnych kobiet, które nie mogą znaleźć partnera. Ale z drugiej strony, zdarzają się kobiety, takie jak moja znajoma w wieku 45 +, która właśnie szykuje się do czwartego ślubu. Co przyciąga do niej mężczyzn?
K.M.: Powody mogą być różne. Może jest „lekka w pożyciu”, nie czepia się, nie ma nierealnych oczekiwań, jest pogodna i zadowolona z siebie? To cechy, które przyciągają mężczyzn. A może co chwilę ma kogo innego, czyli łatwo jej przychodzi, ale łatwo też jej się psuje. A może ma wyjątkowy seksapil.
Proszę spojrzeć z drugiej strony – są faceci, którzy mogą poderwać prawie każdą kobietę. Ale są też tacy, którzy nieustannie obawiają się, że partnerka, z którą są, ich porzuci. A są tacy, którzy w ogóle nie umieją znaleźć sobie partnerki. W dodatku, minęły czasy, kiedy facet był niezbędny z przyczyn ekonomicznych. Teraz wiele kobiet zarabia lepiej niż mężczyźni.
A wracając do tego, kto ma powodzenie, a kto nie ma. Zawsze było tak, że niektórzy je mieli, a niektórzy nie. Idzie czterech chłopaków do klubu - do jednego ustawia się kolejka, a pozostali podpierają ścianę.
PAP Life: I wcale nie musi być tak, że ten, który ma powodzenie jest najprzystojniejszy.
K.M.: Oczywiście, że nie. Może mieć „dobrą gadkę”, może urok osobisty, może zniewalające spojrzenie, któremu nie sposób się oprzeć. Tak samo, jak się mówi o niektórych kobietach: żadna piękność, a każdy za nią leci. Wracając do pani koleżanki, która po raz czwarty wychodzi za mąż. Prawdopodobnie ma w sobie cechy, w które została wyposażona przez rodzinę, przez geny, a może je w sobie wykształciła, z których kluczowa jest wiara w siebie. Pamiętam dziewczyny ze szkoły, które zawsze miały wokół siebie dużo chłopaków. Niektóre były piękniejsze, niektóre mniej, ale zawsze zadowolone z siebie, zawsze z głową podniesioną do góry. Jak człowiek jest zadowolony z siebie, jak siebie lubi, nie czepia się innych, to inni się przy nim lepiej czują. Wie pani, ile kobiet czepia się mężczyzn? A oni mają z tym duży problem, że ich kobiety są z nich tak bardzo niezadowolone.
PAP Life: Każda z nas się trochę czepia.
K.M.: Ludzie tak uważają. Jest takie powiedzenie, że facet marzy, żeby kobieta została taka, jak była na początku znajomości, a ona myśli: trzeba cię będzie, kochany, przerobić, żebyś był do przyjęcia. I próbuje przerabiać go, nie mając sensownego wzorca. Czegoś chce, ale nie bardzo wie czego. Rodzice bardzo rzadko są dobrym wzorem udanego partnerstwa.
PAP Life: W swojej książce „Daj się pokochać, dziewczyno” wylewa pani kubeł zimnej wody na tych wszystkich samotnych, którzy się nad sobą użalają, a samych siebie nie cenią. Dlaczego ktoś ma ich docenić.
K.M.: Dla człowieka, których chce mieć dobre życie i udany związek, ważna jest relacja ze sobą. Kim jestem, czym dysponuję, czego naprawdę chcę, jakie są moja mocne, a jakie słabe strony, czego warto się w życiu nauczyć. Potrzebna jest refleksja, wyciąganie wniosków, samoświadomość, praca nad sobą, życzliwy i serdeczny samokrytycyzm. Wtedy traktujemy cieplej, mądrzej i bardziej świadomie siebie i innych. I wtedy mamy zupełnie inny punkt wyjścia do nawiązywania relacji.
A życie i tak trwa. I warto żyć jak najlepiej tu i teraz. Nie za trzy lata, jak będę miała pieniądze albo sobie kupię samochód, albo spotkam narzeczonego i wtedy będę się cieszyć. Ciesz się tym, co masz już.
Jeżeli chcesz mieć dobre życie, to je sobie buduj. Na pewno pojawi się ktoś, kto też sobie lubi budować dobre życie. I może zacznie je budować z tobą.
Poza tym, relacje są różne. Mam przyjaciółkę, która nie ma stałego związku, miewa romanse i świetnie żyje. Ma wielu znajomych, przyjaciół, wiele frajdy, zabawy, śmiechu i podróży. Nie marudzi, docenia wszystko dobre, co się pojawia, ale żyje wśród ludzi. Nie jest samotna i nigdy nie będzie, bo to jest po prostu fajny człowiek. Człowiek, który umie żyć. Ale jak się popatrzy na ogół ludzi, to tych, którzy umieją dobrze żyć, jest wciąż niewielu.
PAP Life: Niektórzy dorastali w nieszczęśliwych domach, nie dostali dobrych wzorców, nie mają pewności siebie. Co mają zrobić?
K.M.: O tym już powiedziałam wcześniej – popracować nad relacją ze sobą i z innymi. Powoli, konsekwentnie, z ciekawością i życzliwością. To fundament lepszego życia. I takiego życia każdemu z nas życzę. I z okazji walentynek i każdego innego dnia. (PAP Life)
Rozmawiała Iza Komendołowicz
ikl/ag/moc/ał/
Katarzyna Miller – psycholożka, psychoterapeutka, nauczycielka akademicka, kompozytorka, pisarka. Właśnie ukazało się trzecie wydanie jej bestsellerowej książki „Daj się pokochać, dziewczyno”.