Komisja ds. służb specjalnych: kto i w jaki sposób otrzymuje dostęp do informacji ściśle tajnych
Jeśli marszałek Sejmu ma z urzędu dostęp do informacji ściśle tajnych, to służby i tak muszą weryfikować, czy jest osobą, której można tych informacji udzielić - powiedział PAP Marek Biernacki, były szef MSWA i minister sprawiedliwości, członek sejmowej komisji ds. służb specjalnych o najdłuższym stażu.
Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty poinformował we wtorek, że Prezydium Sejmu odrzuciło wniosek PiS o zwołanie dodatkowego posiedzenia Sejmu w trybie tajnym. Posłowie PiS wnioskowali, aby podczas takiego posiedzenia Czarzasty wyjaśnił m.in., dlaczego w przeszłości nie wypełnił ankiety bezpieczeństwa.
W środę kwestia ewentualnych kontaktów marszałka Sejmu z obywatelami Rosji ma być przedmiotem obrad Rady Bezpieczeństwa Narodowego.
Czarzasty, choć w obecnej kadencji Sejmu – jeszcze jako wicemarszałek – reprezentował klub Lewicy w sejmowej komisji ds. służb specjalnych, nie uzyskał dostępu do informacji objętych klauzulą „ściśle tajne”. Nie wypełnił bowiem szczegółowej ankiety bezpieczeństwa, której złożenie umożliwia służbom przeprowadzenie postępowania sprawdzającego i ewentualne dopuszczenie do informacji o najwyższym stopniu tajności.
W ostatnich dniach toczyła się publiczna debata na temat przypadków podobnych do tego Czarzastego. Rzecznik rządu Adam Szłapka podczas niedawnej konferencji prasowej powiedział, że gdy był członkiem sejmowej komisji ds. służb specjalnych w kadencji 2015–2019, ówczesny wiceprzewodniczący komisji Paweł Kukiz „na pewno przez pierwsze dwa–trzy lata nie wypełniał takiej ankiety”.
Na słowa rzecznika zareagował jednak sam Kukiz. „Adasiu, nieładnie tak kłamać. Nieładnie. Rozumiem, że masz w tej chwili taki zawód. Masz tutaj mówić to, co rząd chce usłyszeć. Masz manipulować. Masz różne rzeczy robić. Ale akurat w moim wypadku nie mów, że na pewno nie posiadałem przez przynajmniej trzy lata certyfikatów bezpieczeństwa, ponieważ już od 2016 roku zostałem pozytywnie zweryfikowany” - oświadczył Kukiz w nagraniu na portalu X. „Otrzymałem dostęp do wszelkich stopni, wszelkich klauzul tajności, w tym do informacji ściśle tajnych. Jeżeli nie wierzysz, sprawdź w Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Chociaż oczywiście możesz się nie dowiedzieć” - dodał.
PAP zapytała członków sejmowej komisji ds. służb specjalnych z najdłuższym stażem, czy pamiętają przypadki podobne do Czarzastego – gdy ktoś, zasiadając w komisji, nie wypełnił ankiety bezpieczeństwa i w związku z tym nie uzyskał dostępu do informacji ściśle tajnych.
Taka osoba za każdym razem, gdy omawiano kwestie objęte najwyższą klauzulą, musiała opuszczać obrady komisji.
Waldemar Andzel z PiS, przewodniczący komisji ds. służb specjalnych w VIII i IX kadencji, a do stycznia br. zasiadający w niej także w X kadencji, powiedział, że nie przypomina sobie podobnego przypadku.
Marek Biernacki, który był członkiem komisji w III, V, VI, VII, VIII i IX kadencji, a obecnie nadal w niej zasiada, przyznał w rozmowie z PAP, że zdarzało się, iż niektórzy posłowie wypełniali ankietę bezpieczeństwa dopiero po pewnym czasie. Jednak przypadku podobnego jak Czarzastego – gdy nie wypełnia jej przez dwa lata – Biernacki nie pamięta.
- To był wybór pana marszałka, że nie chciał wystąpić o uzyskanie najwyższego stopnia dostępu w myśl ustawy o ochronie informacji niejawnych, czyli „ściśle tajne”. Jako posłowi przysługuje mu i tak dostęp do informacji o klauzuli „tajne”. Taka była jego decyzja, nie wiem, czy wynikała z braku zaufania do służb czy innych powodów - powiedział Biernacki PAP.
Poseł PSL-TD potwierdził, że zawsze, gdy komisja omawiała informacje o klauzuli „ściśle tajne”, Czarzasty opuszczał obrady. Jak dodał, na początku kadencji prawie cała komisja nie miała takiego dostępu, poza nim i Waldemarem Andzelem. Pozostali posłowie z czasem wypełnili ankietę i otrzymali dostęp – z wyjątkiem Czarzastego.
- W komisji w ciągu 30 lat było wiele zasłużonych osób, wiele z nich wchodziło do komisji, ponieważ chciały mieć dostęp do informacji ściśle tajnych – zaznaczył Biernacki. - Przypadku wśród posłów, by ktoś trwale nie miał dopuszczenia, nie przypominam sobie, choć pamiętam, że np. szef Obrony Cywilnej nie posiadał takiego dopuszczenia i gdy omawiano tematy ściśle tajne, w obradach brał udział jego zastępca – dodał.
Sam Czarzasty nie chce odpowiadać na pytanie, dlaczego nie wypełnił ankiety. Niektórzy posłowie Lewicy sugerują, że wiedział, iż i tak otrzyma dostęp do wszystkich informacji po objęciu funkcji marszałka. Jednak Biernacki przekonuje, że choć marszałkowi Sejmu formalnie przysługuje dostęp do wszystkich tajemnic, praktycznie nie musi go mieć. - Ciężar odpowiedzialności spada na służby. Jeżeli ma teraz z urzędu dostęp do informacji ściśle tajnych, to służby i tak muszą weryfikować, czy jest osobą, której można tych informacji udzielić. To nie jest tak, że otrzymuje wszystkie tajne informacje z automatu. Nawet jeśli ma formalny dostęp, służby mogą uznać, że to tylko dostęp do wiadomości tajnych i pewnych informacji nie udzielać - wyjaśnił Biernacki.
Wówczas jednak - dodał - motywy nieudzielania informacji ściśle tajnych takiej osobie powinny zostać przedstawione premierowi. W przypadku Czarzastego, jak wynika z deklaracji ministra Siemoniaka, tak nie było.
Historia komisji do spraw służb specjalnych
Sama komisja ds. służb specjalnych ma długą i burzliwą historię. Powstała w Sejmie II kadencji, w kwietniu 1995 r. Pretekstem do jej powołania były pojawiające się co jakiś czas zarzuty o nieformalnym wpływie służb specjalnych na życie polityczne.
Dwukrotnie komisja ds. służb stanowiła podstawę personalną do powołania innych, nadzwyczajnych komisji. Pod koniec 1995 r., w dużym stopniu w oparciu o tę komisję, powołano nadzwyczajną komisję ds. zbadania działań służb w tzw. sprawie Oleksego. Natomiast w lipcu 2004 r. członkowie komisji ds. służb weszli w skład komisji śledczej ds. PKN Orlen.
Wokół komisji ds. służb zdarzały się w przeszłości liczne personalne przepychanki. Na początku jej istnienia przewodnictwo było rotacyjne i obejmowali je przedstawiciele aktualnej opozycji. Do poważnego zawirowania doszło na początku IV kadencji (2001–2005). Sejm zdominowany przez zwycięskie SLD początkowo ustalił, że komisja ds. służb będzie liczyć jedynie pięciu członków – trzech z SLD oraz po jednym z PSL i PiS. Opozycja protestowała przeciwko brakowi reprezentacji wszystkich klubów, a przewodniczący komisji, Zbigniew Wassermann z PiS, zawiesił nawet swoje uczestnictwo w pracach do czasu uzupełnienia składu.
W końcu komisję rozszerzono do dziewięciu członków, a każdy klub miał swojego przedstawiciela. Szefem komisji miał być zawsze przedstawiciel klubu spoza koalicji rządowej, a przewodnictwo zmieniało się co pół roku. Stałym wiceszefem był natomiast poseł rządzącego SLD. Problem pojawił się także przy kandydacie Samoobrony: pierwotnie wysunięty przez ten klub Andrzej Lepper nie posiadał certyfikatu bezpieczeństwa, dlatego w komisji ostatecznie zasiadł posiadający go poseł Andrzej Grzesik.
Dwukrotnie, na początku VI i VII kadencji (2007 i 2011), sejmowa większość tworzona przez PO i PSL nie zgadzała się na wybór Antoniego Macierewicza z PiS do komisji ds. służb specjalnych.
W 2007 r. PO sprzeciwiała się kandydaturze Macierewicza, ponieważ – jak argumentował wówczas premier Donald Tusk – „kontrowersyjność, emocje i styl pracy Macierewicza nie sprzyjają skutecznej pracy komisji” i mogą narażać na szwank interes polskich służb specjalnych. PiS w odpowiedzi ogłosiło bojkot komisji i nie wyznaczyło swojego przedstawiciela, a posłowie tej partii dołączyli do niej dopiero w maju 2008 r.
Także w 2011 r. większość parlamentarna sprzeciwiła się kandydaturze Macierewicza, a także byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego. Tym razem PiS nie protestowało, zmieniając swoich kandydatów na Marka Opiołę i Beatę Mazurek.
Po wyborach w 2015 r. zrezygnowano z zasady rotacyjnego przewodniczącego – szefem komisji ds. służb był zawsze przedstawiciel rządzącego PiS. W 2018 r. wybuchło zamieszanie wokół posła PiS Stanisława Pięty. W kwietniu został powołany do komisji, a już w czerwcu odwołany. Pięta został bowiem zawieszony w prawach członka PiS i klubu parlamentarnego. W konsekwencji partia wycofała go zarówno z komisji śledczej ds. Amber Gold, jak i z sejmowej komisji ds. służb. Decyzje te podjęto po publikacji dziennika „Fakt”, który podał, że poseł miał romans i rzekomo obiecywał swojej kochance m.in. załatwienie pracy w PKN Orlen.
Po wyborach w 2023 r. przywrócono rotację na czele komisji. Na razie jednak przewodnictwo sprawowali wyłącznie przedstawiciele ugrupowań tworzących koalicję rządową.
Posłowie zasiadający w siedmioosobowej komisji ds. służb specjalnych mają za zadanie zapoznawać się z informacjami służb o szczególnie istotnych wydarzeniach z ich działalności, a także wyjaśniać nieprawidłowości w działalności służb. Jej zadaniem jest też opiniowanie projektów ustaw, rozporządzeń, zarządzeń oraz innych aktów normatywnych dotyczących służb specjalnych.
Posłowie mają także za zadanie opiniowanie kierunków działań i rozpatrywanie corocznych sprawozdań szefów służb specjalnych, opiniowanie projektu budżetu państwa w zakresie dotyczącym służb specjalnych. Ustawowym zadaniem komisji, zapisanym też w regulaminie, jest opiniowanie wniosków w sprawie powołania i odwołania poszczególnych osób na stanowiska szefów służb specjalnych i ich zastępców.
W siedmioosobowej komisji zasiadają: Kazimierz Plocke (KO - obecnie przewodniczący), Zbigniew Konwiński (KO) i Krzysztof Tuduj z Konfederacji (obaj obecnie wiceprzewodniczący), Marek Biernacki (PSL-TD) Mirosław Suchoń (Polska 2050), Zbigniew Hoffman (PiS) oraz Dariusz Wieczorek (Lewica), który zastąpił Czarzastego. (PAP)
pś/ bst/ jpn/ grg/