Lekkoatletyczne HMŚ - Bukowiecki: nie ma co płakać, choć apetyt był dużo większy
Konrad Bukowiecki był ósmy w lekkoatletycznych halowych mistrzostwach świata w Toruniu. - Nie ma co płakać. To mój poziom, który od lat prezentuję, natomiast apetyt był dużo większy - powiedział kulomiot.
Bukowiecki w najlepszej, pierwszej próbie pchnął kulę na odległość 20,62 m.
- Wszedłem dobrze w ten konkurs. Pierwsze pchnięcie było udane. Wiem, że sporo ludzi przyszło dzisiaj specjalnie dla mnie. To mnie niosło. Czułem, że ta kula nic nie waży. Byłem agresywny, ale chyba nie do końca o to chodzi w pchnięciu kulą. Powinienem to wypośrodkować, ale niosły mnie emocje. Kolejny raz jestem ósmy na świecie. Byłem w finale i to nie jest powód do płaczu - ocenił.
- Pchanie kulą nadal sprawia mi dużą radość, ale gdy na zawodach wypadam gorzej niż na treningach, to trochę odechciewa się tego robić, bo wiem, że to nie jest to, na co mnie stać. Natomiast dziś konkurs zaczął się tak jak chciałem, lecz później już było gorzej. Chciałem zrobić coś więcej - dodał.
Tom Walsh triumfował wynikiem 21,82. Nowozelandczyk czwarty raz wygrał halowe mistrzostwa świata, a łącznie ma w dorobku siedem medali imprezy tej rangi.
- To mój bardzo dobry kolega. Byłem u niego w Nowej Zelandii parę razy. On też był u mnie w domu. Wyprawia niesamowite rzeczy. Cały sezon kręcił się w okolicach 20,50 lub 21,00, a przyjeżdża na najważniejszą imprezę i pcha 21,82. To jest kocur - oznajmił polski kulomiot.
Na podium halowych MŚ w Toruniu stanęli też Amerykanie. Drugi Jordan Geist uzyskał wynik 21,64, a trzeci Roger Steen - 21,49.
- Kiedyś podium byłoby w moim zasięgu. 21,50 to nie jest wynik, który by mnie przerażał. Uzyskałem go prawdopodobnie ponad 20 razy w życiu. Czułem, że gdyby dziś wszystko mi wyszło, to ta kula poleciałaby ponad 21 metrów, ale ostatecznie kończę na ósmym miejscu. To nie jest wstyd - podkreślił.
W tym sezonie halowym najlepszym wynikiem Bukowieckiego jest 20,63.
- W tamtym roku treningi nie wyglądały super, a na zawodach kilka razy pchnąłem powyżej 21 metrów. W tym roku jest na odwrót. Jednak jestem regularny. Nie miałem żadnego konkursu poniżej 20 metrów, ale brakuje jednego strzału. Mam nad czym pracować. Dziś na nowo wrócił mi uśmiech i zachciało mi się. Mam nadzieję, że z taką dobrą motywacją i energią będę przygotowywał się do lata - przekazał.
Polski kulomiot wierzy, że odnajdzie dobrą formę sprzed lat. W 2018 roku podczas mityngu Copernicus Cup w Toruniu pchnął 22,00 i poprawił halowy rekord Polski. Jego rekord życiowy ze stadionu to 22,25.
- Gdybym w to nie wierzył, to już by mnie tu nie było. Wracam po ciężkich kontuzjach, które cały czas nie są do końca zaleczone. Pcham cały czas bez więzadeł krzyżowych. Łokieć jest gdzieś na pograniczu, ale nie poddaję się. Kariera jest tylko jedna. Nie mogę sobie pozwolić na rok przerwy, bo goni mnie PESEL. Na treningach widzę, że naprawdę potrafię pchać daleko - wyjawił.
- Obecnie czuję się dobrze fizycznie, jeśli nie robię sobie nowej krzywdy. Nie mam zoperowanych więzadeł krzyżowych, ale to jest moja decyzja i lekarzy, więc to nie jest żadna wymówka. Tak trenuję i tak już będzie do końca mojej kariery. Teraz zdrowotnie jest naprawdę dobrze. Nic nowego mi się nie stało. To jest duży sukces - kontynuował.
Bukowiecki w 2017 roku wygrał halowe mistrzostwa Europy w Belgradzie, a rok później na stadionie w Berlinie został wicemistrzem Europy. Ma też w dorobku medale uniwersjady, mistrzostw świata juniorów i mistrzostw Europy do lat 23.
- Niedawno uświadomiłem sobie, że mam medale wszystkich możliwych imprez oprócz mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich. Z każdych innych zawodów mam medal. Jeszcze nie kończę kariery. To nie jest moje ostatnie słowo - zadeklarował.
Żoną polskiego kulomiota jest Natalia Kaczmarek, która w sobotę zdobyła srebrny medal w biegu na 400 m, a w niedzielę wieczorem wystąpi w finale sztafety 4x400 m.
- Moja przewidywania są takie, że średnia medali na nazwisko Bukowiecki będzie się zgadzać - zażartował Bukowiecki.
W ostatnich latach znalazł się w cieniu swojej partnerki, która jest rekordzistką Polski w biegu na 400 m - 48,90 oraz zdobywała medale igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata i Europy.
- Już się do tego przyzwyczaiłem. Nigdy mi to nie przeszkadzało. Kocham ją. Jest moją żoną, najważniejszą dla mnie osobą i mocno jej kibicuję. W sobotę oglądając jej bieg się popłakałem. Jestem z niej bardzo dumny, bo wiem jak ciężką pracę w to wkłada. Tym bardziej jestem z tego dumny, że to jest moja żona - zakończył Bukowiecki.(PAP)
Maciej Gach (PAP)
mg/ sab/ ep/