Magdalena Boczarska: nie muszę być cały czas „w obiegu” [WYWIAD]
Bezpieczeństwo w tym zawodzie to trochę iluzja - tu nic nie jest dane raz na zawsze. Ale też wierzę, że moja pozycja nie opiera się wyłącznie na ciągłej obecności. Tylko na pracy, relacjach i wyborach, czymś, co budowałam latami – mówi Magdalena Boczarska, która zagrała jedną z głównych ról w nowym filmie „Zapiski śmiertelnika”. Przyznaje, że praca nad tym tytułem była zwieńczeniem tak intensywnego czasu, że tuż po zejściu z planu zdecydowała się na rok przerwy od aktorstwa.
PAP Life: „Zapiski śmiertelnika” to bardzo zaskakujący film. Historia F.P. - mężczyzny dojrzałego, pozornie człowieka sukcesu, który postanawia zakończyć swoje życie. Temat poważny, ale równocześnie forma filmu jest lekka, dużo tam żartu, ironii. A przy tym akcja dzieje się między dwoma światami.
Magdalena Boczarska: Powiem zupełnie szczerze, że od dłuższego czas nie dostałam tak ciekawego i odważnego scenariusza. Film bawi się konwencją, czerpie z wielu gatunków, jest też nieoczywisty pod względem konstrukcji. A jednocześnie dotyka bardzo trudnych i ważnych egzystencjalnych tematów - trochę od strony czarnej komedii. Uważam, że to jest bardzo ciekawe podejście.
PAP Life: Filmy o samobójstwie są rzadkością, ciągle jest to temat tabu.
M.B.: Tak, to prawda. Nie wiem, czy to wynika ze strachu przed tym, że ktoś mógłby to odebrać jako propagowanie takich zachowań? Taka jest polityka dużych firm. Są jakieś wytyczne, które są odgórne i ciężko mi się do nich odnosić. Wiem tylko, że oswojenie strachu daje przestrzeń do rozmowy. Uważam, że filmy czy seriale są czasami lustrem, w którym można się przejrzeć i znaleźć też jakieś cytaty, które mogą być użyteczne w naszym własnym życiu.
PAP Life: Rozmawiałam niedawno z psychoterapeutką, która powiedziała, że jest pewien schemat. Najpierw dzieciństwo, często trudne, które zostaje wyparte. Potem układamy sobie dorosłe życie: mąż, żona, dziecko, mieszkanie, samochód. A kiedy już to wszystko mamy, zaczynamy zastanawiać się, tak jak bohater „Zapisków śmiertelnika”: Czy jestem w miejscu, w którym chciałbym być? Czego mi brakuje? Czy był w twoim życiu moment, kiedy zadałaś sobie podobne pytania?
M.B.: Mam wrażenie, że co chwilę je sobie stawiam. Na kolejnych etapach życia, kiedy mamy 20, 30, 40 i więcej lat zmieniają się nasze marzenia, pragnienia, oczekiwania, potrzeby. Ale też inaczej widzimy to, co nas w życiu spotyka. Życie to droga i nie jesteśmy ciągle na tych samych przystankach, tylko w zupełnie innych miejscach. Z perspektywy tych innych miejsc zupełnie inaczej patrzymy na siebie i swoje życie. Ja akurat staram się bardzo świadomie podchodzić do swojego życia. Niedawno rozpoczęłam kolejną terapię, bo chcę zrozumieć różne mechanizmy i schematy. Akcja naszego filmu zastaje naszego bohatera w momencie głębokiego kryzysu, kiedy on bardzo mocno rozlicza swoje małżeństwo, swoje ojcostwo, swoje synostwo. W ogóle siebie jako człowieka w wielu wymiarach i na bardzo wielu poziomach. Myślę, że to chyba normalna i bardzo ludzka cecha. Po prostu u każdego konsekwencje tych egzystencjalnych ciężarów są inne.
PAP Life: F.P. rozlicza też siebie jako kochanka. A ty grasz jego wieloletnią kochankę, która w życiu zawodowym jest prokuratorką. Ciekawe połączenie.
M.B.: Właściwie to nie wolno mi się do tego przyznawać, ale tak, jestem nieoczywistą kochanką i równocześnie jestem nieoczywistą prokuratorką. Maciek (Maciej Żak, autor scenariusza i reżyser „Zapisków śmiertelnika” – red.) bardzo pięknie powiedział: „Nie graj jednej konkretnej postaci, graj stan”. Bo ona dla tego bohatera jest jakimś marzeniem, zapachem, ulotnością i z tego starałam się tę postać zbudować.
PAP Life: Prokuratorka kojarzy się z osobą poukładaną, analityczną, kontrolującą. A w życiu prywatnym twojej bohaterki panuje kompletny chaos.
M.B.: Wydaje mi się, że lubimy uproszczenia i często traktujemy ludzi, którzy sprawują pewnego rodzaju urząd przez pryzmat funkcji. A przecież to są normalni ludzie, którzy, poza pracą, prowadzą jakieś życie. Często są nieidealni, czasami zupełnie w kontrze do wykonywanych funkcji, pełni trosk, namiętności, błędów. Żona F.P. wezwana przez moją bohaterkę do prokuratury, w pewnym momencie punktuje ją: „Trochę za dużo tych »być może«, pani prokurator”. Ale to właśnie wydaje mi się bardzo ludzkie. Człowiek jest stworzony z „być może”. Swoją drogą to ciekawe, że często jestem obsadzana w roli prokuratorek. Byłam też sędzią, kandydatką na prezydenta.
PAP Life: O czym to może świadczyć?
M.B.: Może powinnam się nad tym zastanowić. Jakieś powołanie? (śmiech). Ale, mówiąc poważnie, każda z tych prokuratorek była zupełnie innym człowiekiem.
PAP Life: Wracając do twojej bohaterki z „Zapisków”… Przez wiele lat godziła się na bycie kochanką, a kiedy mogła stać się oficjalną partnerką, odmawia. Zabrakło jej odwagi, żeby rozpocząć życie u boku F.P.? Do tego wybiera na męża lokalnego cwaniaka, dość nieciekawego typa.
M.B.: A może właśnie to jest wielka odwaga, żeby w którymś momencie powiedzieć „stop” i dokonać jakiegoś przełomu w swoim życiu? Po kobiecemu bardzo ją rozumiem. Zawalczyła o inną wersję siebie. Czy lepszą? Nie wiadomo.
PAP Life: W filmie masz grzywkę, piegi, chodzisz w kowbojkach, na głowie masz kapelusz. Te elementy pomogły ci zbudować postać?
M.B.: Na pewno tak. Zwłaszcza, że ta postać jest tak ulotna.
PAP Life: Masz w dorobku zarówno postaci historyczne, jak i współczesne. Które gra ci się łatwiej?
M.B.: W tworzeniu postaci historycznych być może pewnego rodzaju pomocą jest konwencja, czyli ubiór, określone ramy czasów i czasami też pierwowzór albo silna inspiracja, która towarzyszy tym bohaterkom. Ale nie powiedziałabym, że postaci historyczne gra się łatwiej. „Zapiski śmiertelnika” kręciliśmy już jakiś czas temu i to był dla mnie niezwykle intensywny rok. Najpierw robiłam „Heaven in Hell”, zaraz potem była „Różyczka 2”, na koniec „Zapiski śmiertelnika”. Więc to był taki rok tryptyku. Każdy z tych filmów był kompletnie inny, ale cała ta droga, film po filmie, dosyć dużo mnie kosztowała. Do tego stopnia, że potrzebowałam zrobić rok przerwy od aktorstwa.
PAP Life: Nie boisz się, że rok przerwy źle wpłynie na twoją pozycję? Czujesz się na tyle bezpiecznie w zawodzie?
M.B.: Bezpieczeństwo w tym zawodzie to trochę iluzja - tu nic nie jest dane raz na zawsze. Ale też wierzę, że moja pozycja nie opiera się wyłącznie na ciągłej obecności. Tylko na pracy, relacjach i wyborach, czymś, co budowałam latami. Rok przerwy może zmienić dynamikę, może przynieść dystans, ale może też bardzo wzmocnić, bo wraca się z większą świadomością siebie. Dla mnie ważniejsze jest to, kim jestem jako aktorka i człowiek, niż to, czy przez 12 miesięcy byłam cały czas „w obiegu”.
PAP Life: Jaką cenę płaci się za bycie „w obiegu”?
M.B.: W tym zawodzie oddaje się kawałki siebie - emocje, ciało, czas, czasem relacje, bo aktorstwo wciąga bardzo głęboko. Płaci się też niepewnością: brakiem stabilności, ciągłą oceną, porównaniami. Ale jest też druga strona - jeśli pracujesz z pasją, dostajesz w zamian możliwość przeżycia wielu żyć, poznania siebie na różnych poziomach i dotknięcia w ludziach czegoś bardzo prawdziwego. Dla mnie to zawsze był rodzaj wymiany - nie tylko wyrzeczenia.
PAP Life: Nad czym teraz pracujesz?
M.B.: Właśnie skończyłam zdjęcia do filmu. To horror, czyli gatunek dosyć rzadko spotykany w polskim kinie. Trzypokoleniowa historia; mocna, silna kobieca obsada; reżyseruje debiutantka Marta Giec. Z dużym wyprzedzeniem, ale oczywiście zapraszam do kina. (PAP Life)
Rozmawiała Iza Komendołowicz
ikl/ag/moc/ep/
Magdalena Boczarska ukończyła PWST w Krakowie w 2001 roku. Laureatka Orła za główną rolę w „Sztuce kochania. Historia Michaliny Wisłockiej” oraz nagród na festiwalu w Gdyni za kreacje w filmach „Różyczka” i „Piłsudski”. Ma 47 lat. Prywatnie związana z aktorem Mateuszem Banasiukiem, z którym ma 8-letniego syna. Wiosną 2026 weźmie udział w 18. edycji „Taniec z gwiazdami”.