O PAP.pl

PAP.pl to portal PAP - największej agencji informacyjnej w Polsce, która zbiera, opracowuje i przekazuje obiektywne i wszechstronne informacje z kraju i zagranicy. W portalu użytkownik może przeczytać wybór najważniejszych depesz, wzbogaconych o zdjęcia i wideo.

Twórcy „Małej Amelii”: wyzwaniem było opowiadanie z punktu widzenia małej dziewczynki [WYWIAD]

Musieliśmy pamiętać, że pokazujemy rzeczywistość tak, jak postrzega ją trzyletnia dziewczynka. Przyjęcie jej punktu widzenia było wyzwaniem - powiedzieli PAP Mailys Vallade i Liane-Cho Han, autorzy filmu „Mała Amelia”, który w piątek trafi na ekrany polskich kin.

Twórcy „Małej Amelii” Liane-Cho Han i Mailys Vallade. Fot. PAP/EPA/GUILLAUME HORCAJUELO
Twórcy „Małej Amelii” Liane-Cho Han i Mailys Vallade. Fot. PAP/EPA/GUILLAUME HORCAJUELO

„Mała Amelia” to adaptacja powieści „Metafizyka rur”, inspirowanej życiem autorki Amelie Nothomb. Historii wyjątkowej, bo opowiedzianej z perspektywy kilkuletniej dziewczynki. Świat widziany jej oczami przypomina ten z obrazów Davida Hockneya – jest zachwycający, nasycony intensywnymi kolorami. Tytułowa bohaterka jest córką belgijskiego dyplomaty. Przychodzi na świat w Japonii w latach 60. i ma silne przeświadczenie, że jest bogiem. Jednak dopóki nie skończy dwóch i pół roku, nie wypowiada ani słowa. Niewielkie trzęsienie ziemi i kawałek belgijskiej czekolady otrzymany od babci powodują, że staje się cud – Amelia przemawia. Od tej pory jest ruchliwym, energicznym dzieckiem. Zastanawia się, dlaczego maj jest miesiącem chłopców, a nie dziewcząt, dlaczego ludzie umierają, co się dzieje po śmierci. Dzięki swojej niani Nishio-san poznaje kulturę japońską. Niestety, ciekawość Amelii nie podoba się sąsiadce Kashimie-san, od której rodzina bohaterki wynajmuje dom. Okazuje się, że kobieta ma za sobą traumatyczną, wojenną przeszłość.

Więcej

Zobacz galerię (13)
Tomasz Ziętek i Ireneusz Czop jako syn i ojciec w filmie „Wielka Warszawska”. Fot. Next Film/Materiały prasowe
Tomasz Ziętek i Ireneusz Czop jako syn i ojciec w filmie „Wielka Warszawska”. Fot. Next Film/Materiały prasowe

Tomasz Ziętek i Ireneusz Czop jako syn i ojciec w filmie „Wielka Warszawska” [WIDEO+GALERIA]

PAP: „Metafizyka rur” Amelie Nothomb nawiązuje do tradycyjnych wierzeń japońskich, wedle których dzieci do pewnego roku życia są istotami świętymi, potomkami bogów, pośrednikami między dwoma światami. Tego typu kulturowe odniesienia były jednym z powodów, dla których postanowiliście stworzyć animację na podstawie jej utworu?

Mailys Vallade: Tak, skala emocji i głębia pisarstwa Amelie Nothomb wywarła na mnie wrażenie. Bardzo lubię rozmawiać z dorosłymi i młodymi o fundamentach tożsamości, wspólnych lub specyficznych cechach różnych kultur, sprawach wymagających dłuższego namysłu. Ta powieść właśnie do tego skłania. Dotyka wielu kwestii filozoficznych i egzystencjalnych – przepracowania traum, nauki akceptacji i empatii. Jest kompletna pod każdym względem. Trzeba było znaleźć sposób, by niczego nie uronić. Szczególnie zależało nam, by scenariusz oddawał wyjątkową więź łączącą Amelię i Nishio-san oraz skomplikowaną relację tej drugiej z Kashimą-san. Jednocześnie musieliśmy pamiętać, że pokazujemy rzeczywistość tak, jak postrzega ją trzyletnia dziewczynka. Przyjęcie jej punktu widzenia było wyzwaniem. W moim wypadku tym większym, że było to moje pierwsze zetknięcie z tą powieścią. Choć Amelie Nothomb jest słynną belgijską pisarką, powszechnie znaną także we Francji, a „Metafizyka rur” ukazała się na naszym rynku w 2000 r., odkryłam ją dopiero kilka lat temu.

PAP: Podobno książka była prezentem od Liane’a?

Liane-Cho Han: Zgadza się. Przeczytałem ten utwór, mając 19 lat. Nie byłem typem mola książkowego. Znacznie bardziej interesowała mnie popkultura i japońskie anime. A jednak doceniłem szalony pomysł opowieści o dziewczynce, która wierzy, że jest bogiem. Opis relacji Amelii z Nishio-san poruszył mnie niemal do łez. Japonia to fascynujący kraj. Uwielbiam tamtejszą kulturę. W tym samym okresie odkryłem film „Grobowiec świetlików” Isao Takahaty. Już wtedy skrycie marzyłem o animowanej adaptacji „Metafizyki rur”. Oczywiście, minęło wiele lat zanim poznałem Mailys. Pracowaliśmy razem m.in. przy filmie „Mały Książę” Marka Osborne’a. Szybko okazało się, że mamy podobne spojrzenie na swoją pracę. Chcemy być blisko bohaterów, czuć z nimi więź, przekazywać emocje.

Wspólnie z naszymi przyjaciółmi Eddine’em Noelem i Remim Chayem stworzyliśmy artystyczną rodzinę. W momencie pracy nad animacją „Dziki Zachód Calamity Jane”, zrealizowaną przez Remi’ego, Mailys miała już kilkuletnią córeczkę. Mnie właśnie urodził się syn. Okazał się dość wymagającym dzieckiem. Nagle dostrzegłem, że nie tylko Amelia uważa się za boga. Każde niemowlę, każde dziecko wierzy, że nim jest. We wczesnym dzieciństwie mamy poczucie, że wszystko kręci się wokół nas. Dopiero w dalszym etapie rozwoju uświadamiamy sobie, że jesteśmy jedynie cząstką wszechświata. Taka konstatacja wywołuje smutek. Byłem bardzo podekscytowany możliwością ukazania tej przemiany w formie animowanej. Tak zaczęła się nasza przygoda.

Więcej

Julia Pietrucha, Mrozu - piosenka "Anioły (Pojedynek)". Fot. Krystian Dłubała (MVP Media)/materiały prasowe
Julia Pietrucha, Mrozu - piosenka "Anioły (Pojedynek)". Fot. Krystian Dłubała (MVP Media)/materiały prasowe

Mrozu i Julia Pietrucha nagrali balladę promującą film „Pojedynek”

PAP: Mała Amelia jest Belgijką urodzoną w Japonii. Ty, Liane, jesteś Francuzem, ale masz chińskie korzenie. Czy zakorzenienie w dwóch kulturach pomogło ci lepiej zrozumieć tę bohaterkę?

L.-C.H.: Oczywiście. Ludzie często pytają, czy jestem Chińczykiem. Nie, jestem Francuzem. Tutaj się urodziłem. Ale ilekroć tak odpowiadam, moi rodzice są smutni. Jestem mieszanką obu tych kultur. Nie potrafię wskazać, z którą z nich czuję silniejszy związek. Amelia uważa się za Japonkę, choć rodzice przypominają jej, że jej ojczyzna to Belgia. Ona już zawsze będzie miała podwójne pochodzenie. Rzeczywiście, to sprawiło, że poczułem z nią więź.

PAP: Czy trudno było przełożyć tak bogaty, wielowymiarowy utwór na język kina?

M.V.: Musieliśmy dokonać wielu trudnych wyborów. Pewną postać z książki obdarzyliśmy szczególnym uczuciem. To tata Amelii, zakochany w japońskiej kulturze. Opisy chwil spędzonych z córką były bardzo wzruszające. Ale nie wszystko mogliśmy przenieść do filmu. Mieliśmy zbyt ograniczony budżet. Skupiliśmy się na Nishio-san i Amelii, tematyce traumy i żałoby. Jednocześnie zależało nam, by nadać historii pozytywny wydźwięk. Nie chcę zdradzać zbyt wiele, ale zakończenie książki jest smutniejsze niż filmu. Powiem jedynie, że stworzyliśmy scenę, w której Amelia uczestniczy w O-bon – dorocznym święcie zmarłych, w trakcie którego Japończycy puszczają lampiony na wodę. Amelie Nothomb pominęła to w swoim utworze, choć – jak sama mówi – wiele nauczyła się, uczestnicząc w tej celebracji. My uznaliśmy, że warto pokazać moment tak wyjątkowy dla kilkuletniej dziewczynki.

L.-C.H.: Postacią, która zmieniła się najbardziej w porównaniu z literackim pierwowzorem, jest Kashima-san. Nie lubimy czarno-białych bohaterów. Interesują nas niuanse. Chcieliśmy podkreślić, że niezależnie od pewnych cech charakteru i osobowości, w obliczu wojny każdy z nas jest tak samo bezbronny. Kashima-san straciła męża i syna. Z kolei Andre, starszy brat Amelie, w powieści jest zwyczajnie złośliwy. To nie on ratuje dziewczynkę na plaży. Nam zależało, by w rodzeństwie zapanował spokój. Mogliśmy zrobić, co nam w duszy grało. Amelie Nothomb zapewniła nam całkowitą wolność artystyczną.

Więcej

Wyspa Favignana. Fot. Davide D. Phstock/Adobe Stock
Wyspa Favignana. Fot. Davide D. Phstock/Adobe Stock

Śladami Odyseusza i Nolana. Wyspa, o której wkrótce usłyszy cały świat

PAP: Kashima-san to najbardziej tajemnicza postać. Początkowo wydaje się wiedźmą. Dopiero później dowiadujemy się, przez co przeszła. Ostatecznie to ona daje Amelii najcenniejszą lekcję. Uświadamia, jak ważna jest pamięć i wspomnienia.

M.V.: Kashima-san jest bardzo interesująca dla małej bohaterki. Pomaga jej zrozumieć złożoność rzeczy. Dzięki niej dziewczynka spostrzega, że dotychczas idealizowała życie. Teraz rozpoczyna dalszy etap rozwoju i może odkrywać kolejne prawdy o świecie.

L.-C.H.: Czego najbardziej dzisiaj pragniemy? Spokoju, energii, umiejętności odpuszczania i zachwytu nad światem. Wiemy, że w pewnym momencie nasze życie się skończy. Wykorzystujemy ostatnią chwilę, by zostawić po sobie duchowy ślad - co prawdopodobnie łatwiej powiedzieć niż zrobić. Ale przynajmniej pokazujemy, że dzięki empatii wobec dzieci jest to możliwe.

Image
Plakat filmu "Mała Amelia". Fot. Materiały prasowe
Plakat filmu "Mała Amelia". Fot. Materiały prasowe

PAP: Ten film pozwolił wam wrócić myślami do czasów dzieciństwa, nakarmić wewnętrzne dziecko?

M.V.: Dokładnie. Ważnym etapem pracy było zebranie naszych wspomnień z tamtego okresu. Urządziliśmy w zespole burzę mózgów. Każdy próbował przypomnieć sobie, co najbardziej zajmowało go w dzieciństwie. Jeden z naszych współpracowników szczególnie wyraźnie zapamiętał tradycyjne japońskie bączki wykonane z liczi. W powieści pojawia się jeden bączek wyrażający upływający czas. W animacji zdecydowaliśmy się na dwa. Symbolizują one dusze Amelii i Nishio-san. Dla mnie tańczące bączki są jednym z najpiękniejszych i najbardziej dojrzałych elementów naszego filmu.

L.-C.H.: Oczywiście, oprócz pięknych wspomnień mamy też te trudne. Moi rodzice byli imigrantami pierwszego pokolenia. Kiedy byłem mały, klepaliśmy biedę. Słyszałem, jak kłócą się o pieniądze. Nie rozumiałem wszystkiego, ale wyczuwałem wiszące w powietrzu napięcie i bałem się o los naszej rodziny. Mówię o tym, ponieważ wielu ludziom wydaje się, że ich dzieci są całkowicie nieświadome tego, co się dzieje. To nieprawda, ponieważ wyczuwają emocje. Nie można lekceważyć ich uczuć.

PAP: „Mała Amelia” to wasz pełnometrażowy debiut animowany. Ostatnie lata wydają się sprzyjającym czasem dla europejskich twórców animacji. W ubiegłym roku „Flow” Gintsa Zilbalodisa zdobył Oscara i Złoty Glob. Czy dzięki temu łatwiej było wam dopiąć projekt?

M.V.: Praca zajęła nam siedem lat. Pomogło to, że chodziło o adaptację bestsellerowej książki powszechnie znanej i szanowanej autorki. Każdy był pozytywnie nastawiony do naszego pomysłu. Mogliśmy rozpocząć pracę z naszym zespołem kreatywnym, zrobić graficzny research. A więc rzeczywiście, nie było tak bardzo trudno...

Więcej

Steven Spielberg. Fot. PAP/EPA/ALLISON DINNER
Steven Spielberg. Fot. PAP/EPA/ALLISON DINNER

Spielberg wraca do korzeni. Opublikowano zwiastun jego nowego filmu

L.-C.H.: ... ale wciąż trudno, ponieważ każdy znał powieść i interpretował ją inaczej. Każdy miał inną opinię na temat tego, kiedy dziecko zaczyna rozumieć otaczający świat. Nawet jeśli udało nam się bez większych problemów zebrać pieniądze na film, samo pisanie scenariusza pochłonęło dużo czasu.

M.V.: Napisaliśmy i przeanalizowaliśmy kilka wersji. Przeczytaliśmy książkę ponownie. Mieliśmy ok. 15-16 miesięcy na rozwinięcie projektu. Wybraliśmy tę powieść sercem, wraz z całym naszym zespołem. Nie chcę przez to powiedzieć, że było łatwiej. Po prostu próbowaliśmy przełożyć literacki język jak najbardziej precyzyjnie. Robiliśmy to po raz pierwszy. Chcieliśmy zachować słowa.

Rozmawiała Daria Porycka

Doceniona nominacjami do Oscara oraz Złotego Globu animacja trafi w piątek do polskich kin. W polskiej wersji językowej „Małej Amelii” usłyszymy m.in. Małgorzatę Foremniak, Joannę Brodzik, Zuzannę Bernat, Janinę Kostrzewską i Ewę Prus. Dystrybutorem obrazu jest So FILMS. (PAP)

dap/ wj/ dki/ ep/

Zobacz także

  • Aktor Ireneusz Czop. Fot. PAP/Albert Zawada
    Aktor Ireneusz Czop. Fot. PAP/Albert Zawada

    Od scen w lodowatym Bałtyku po leżenie w kostnicy. Ireneusz Czop o „Zapiskach śmiertelnika” [WIDEO]

  • Marcin Dorociński; Ryan Reynolds. Fot. PAP/Rafał Guz/EPA/OLGA FEDOROVA
    Marcin Dorociński; Ryan Reynolds. Fot. PAP/Rafał Guz/EPA/OLGA FEDOROVA

    Film z Reynoldsem i Dorocińskim z premierą od razu na streamingu

  • Kadr z filmu „Wielka Warszawska”. Fot. Next Film/Materiały prasowe
    Kadr z filmu „Wielka Warszawska”. Fot. Next Film/Materiały prasowe

    Film „Wielka Warszawska” - przyspieszony kurs Tomasza Kota i Marcina Bosaka z wyścigów konnych [WIDEO]

  • Tomasz Ziętek i Ireneusz Czop jako syn i ojciec w filmie „Wielka Warszawska”. Fot. Next Film/Materiały prasowe
    Tomasz Ziętek i Ireneusz Czop jako syn i ojciec w filmie „Wielka Warszawska”. Fot. Next Film/Materiały prasowe

    Tomasz Ziętek i Ireneusz Czop jako syn i ojciec w filmie „Wielka Warszawska” [WIDEO+GALERIA]

Serwisy ogólnodostępne PAP