Majka Jeżowska: jestem seniorką, która nie pamięta, że jest seniorką [WYWIAD]
Zadebiutowała w roli trenerki w muzycznym show „The Voice Senior” i od razu wzbudziła emocje. Jedni są zachwyceni, inni krytykują ją, że jest zbyt ekspresyjna. - Muszę walczyć, żeby mieć w swojej drużynie ciekawych uczestników. Moja pozycja w świadomości widzów jest inna, niż pozostałych trenerów. Dla wielu wciąż jestem „panią od dzieci”, w kokardzie na głowie, która śpiewa „A ja wolę moją mamę”. Chcę pokazać, kim jestem dzisiaj, co się u mnie zmieniło – mówi PAP Life Majka Jeżowska.
PAP Life: Podobno od dawna marzyła pani, żeby wziąć udział w takim formacie, jak "The Voice". Dlaczego?
Majka Jeżowska: Dlatego, że kiedy ten format pojawił się w Polsce, a zwłaszcza „The Voice Kids”, wydawało mi się oczywiste, że w jury powinien zasiadać ktoś taki, jak ja, kto przez lata nie miał konkurencji w twórczości dla najmłodszych i organizował festiwale dla dzieci i młodzieży. Przez 15 lat miałam swój Festiwal Piosenki Majki Jeżowskiej „Rytm i melodia”, gdzie triumfowały m.in. kilkunastoletnia Daria Zawiałow czy Roksana Węgiel. Więc uważam, że mam nie tylko umiejętności wokalne, doświadczenie sceniczne, ale przede wszystkim potrafię komunikować się z dziećmi, pracować z nimi. Moje piosenki towarzyszą i edukują dzieci od najmłodszych lat. Są nawet w podręcznikach szkolnych. Jestem patronką aż sześciu przedszkoli w Polsce. Dlatego przyznam, że było mi przykro, że przy „The Voice Kids” nikt nawet nie dał mi szansy i nie zaprosił mnie na casting, mimo że dziennikarze ciągle mnie pytali, dlaczego nie ma mnie w tym programie. Odpowiadałam zgodnie z prawdą, że nie wiem. Na fotel w „The Voice Senior” też się nie wpychałam, po prostu dostałam taką propozycję. Nie sądziłam, że się pojawi.
PAP Life: Dlaczego nie? Właściwie to jest pani seniorką, chociaż akurat do pani to określenie wybitnie nie pasuje.
M.J.: Jestem seniorką, która nie pamięta, że jest seniorką. W ogóle nie czuję się na swój wiek, wydaje mi się, że mam około 40 lat. Mój PESEL nie zgadza się z tym, co myślę i jaką mam energię. Nic na to nie poradzę, może się to komuś nie podobać. Mam energię młodzieńczą, którą zarażam innych i czasem przeszkadza to osobom spętanym jakimiś zasadami, które nie wiadomo, kto wymyślił. Na przykład dotyczącymi tego, co kobiecie w pewnym wieku wypada, co wolno, co nie wolno, jak ma się ubierać, jak zachowywać. Co ciekawe, te zasady wymyślają głównie same kobiety .
PAP Life: Mój kolega, dziennikarz, opowiadał mi o zabawnej notce w gazecie sprzed lat: „Harcerze pomogli 60-letniej staruszce”. Dziś kobiety w tym wieku są aktywne zawodowo, podróżuję, zakochują się. Ale słowo senior kojarzy się z osobą u schyłku życia.
M.J.: Oczywiście, że tak. Sugeruje, że to ostatnie dekady życia, w których mamy przeżywać to, co już przeżyliśmy i generalnie cieszyć się, że jeszcze żyjemy, jeszcze chodzimy. Dużo podróżuję po Polsce, gram koncerty i jestem blisko ludzi. Nie jestem artystką stadionową, odizolowaną od publiczności, tylko rozmawiam, zaglądam w oczy. Rozmawiam też z seniorami, widzę, w jakiej są kondycji, jak wyglądają. Zauważam też stan uzębienia w Polsce, bo jestem córką stomatologa - oczywiście teraz mówię humorystycznie. Widzę też zaniedbane młode kobiety. Wiem, w jakich regionach jest lepiej, gdzie jest gorzej. Kiedy mówię ze sceny, że jestem babcią i seniorką, dostaję brawa. Dużo żartuję, co dla osób bez poczucia humoru może wyglądać na popisywanie się, ale ja po prostu lubię żarty. W życiu, na scenie i w programie „The Voice Senior”.
PAP Life: Po pierwszym odcinku pojawiły się w sieci różne komentarze. Jedni byli zachwyceni pani debiutem, inni pisali, że Jeżowska jest zbyt ekspresyjna.
M.J.: Od lat oglądam amerykańską edycję „The Voice” i podoba mi się, że tam w programie jest trochę stand-upu, kłótni i dogadywania między trenerami, którzy sobie przerywają, żartują. Staram się przenieść tamtą energię do polskiej edycji, za co dostaje mi się po łapach. Poza tym, jako debiutantka muszę walczyć, żeby mieć w swojej drużynie ciekawych uczestników. Moja pozycja w świadomości widzów jest inna niż pozostałych trenerów. Andrzej Piaseczny to gość z klasą, wszyscy znają jego piękne piosenki. Alicja Majewska – wiadomo - diwa, ikona. Robert Janowski od lat prowadzi program „Jaka to melodia?”, ale też śpiewa dla osób dojrzałych. A ja? Dla wielu wciąż jestem „panią od dzieci”, w kokardzie na głowie, tiulowej spódnicy, która śpiewa „A ja wolę moją mamę”. Przeciętny widz nie wie, że mój koncert na Pol’and’Rock Festival u Jurka Owsiaka został okrzyknięty sensacją, a zapis tego koncertu na płycie dostał nominację do Fryderyka w kategorii rock. Ludzie tkwią w wyobrażeniach o mnie z lat 80., dlatego muszę być bardziej ekspresyjna i starać się pokazać, kim jestem dzisiaj. Kiedy w pierwszym odcinku na scenę wyszedł Artur Słowik, który zachwycił wszystkich trenerów, cztery fotele się odwróciły, to użyłam wszystkich argumentów, żeby go do siebie przekonać.
PAP Life: I to się udało, bo wybrał panią. Ale też spotkał panią za to hejt.
M.J.: Artur Słowik jest rasowym rockandrollowcem i bluesmanem z ogromnym doświadczeniem. Wygrywał nawet „Debiuty” w Opolu w latach 70. Gdy śpiewał dobry amerykański numer rockowy „Gimme Some Lovin” (ang. Daj mi trochę miłości – red.), roznosiło mnie w fotelu i rzuciłam po angielsku: „To ja potrzebuję tej miłości, jestem jej spragniona, chodź do mnie”. To były słowa adekwatne do piosenki, a znaleźli się tacy, którzy dziwacznie je zinterpretowali. Z całego naszego grona trenerów jestem „najbardziej amerykańska”. Nie tylko dlatego, że przez kilkanaście lat mieszkałam w Stanach, ale też uwielbiam amerykańską muzę i zawsze bardzo dużo jej słuchałam. Muszę przyznać, że zaskoczyli mnie uczestnicy tej edycji, to jak dobrze śpiewają i wyglądają. W pierwszej edycji „The Voice Senior”, gdzie jurorem był mój świetny kolega, świętej pamięci Witek Paszt, seniorzy byli tacy zgodni ze stereotypami, wybierali też inny repertuar. Teraz jest ogień.
PAP Life: Podziwiam tych ludzi, że zdecydowali się wystąpić przed całą Polską. Niektórzy z nich nie mają żadnego doświadczenia na scenie.
M.J.: To jest program o spełnianiu marzeń. Na pewno brak doświadczenia trochę przeszkadza w opanowaniu stresu przed kamerami, chociaż nawet ci, którzy mają za sobą jakieś występy i są wrażliwi, a artyści przeważnie tacy są, bardzo przeżywają wyjście na scenę. Traktuję moją drużynę jak swoje dzieciaki. Wiem, jak ich uspokoić, jak dać im małą, ale konkretną radę. Podchodziłam do nich jak dobra nauczycielka. Oczywiście w tak krótkim czasie nie można zmienić komuś sposobu śpiewania, ale można wdrożyć pewne nawyki. Na przykład Arturowi Słowikowi pokazałam, jak się rozśpiewywać, żeby nie niszczyć sobie głosu. On wcześniej tego nie robił, a teraz robimy to razem.
PAP Life: Trochę tak jest, że sukces uczestnika świadczy o jurorze, który go prowadzi.
M.J.: Powiem tylko, że bardzo zżyłam się z moją drużyną, dostałam od nich wspaniały prezent – obraz olejny, na którym wyglądam jak Madame Pompadour. Tego nikt nie zobaczy w telewizji, ale to było dla mnie największe wzruszenie.
PAP Life: Traktuje pani udział w „The Voice Senior” jako szansę też dla siebie?
M.J.: Nie. Myślę, że mając 65 lat, nie muszę niczego udowadniać. Każde wyjście na scenę to potwierdzenie moich umiejętności. Wiem, że robię to, co umiem, co lubię. Ale może mój udział w tym programie jest szansą dla tych, którzy nic o mnie nie wiedzą, żeby dowiedzieli się czegoś więcej? Bo ci, którzy śledzą moją karierę, wiedzą, że dużo się zmieniło. Od 12 lat występuję z zespołem rockowym, gram na juwenaliach dla studentów, a mimo to trolle piszą, że jestem panią od dzieci i nagrałam trzy piosenki w życiu. W ubiegłym roku, z okazji 100 - lecia ZAiKS-u, otrzymałam prestiżową nagrodę za całokształt twórczości, która nie obejmuje tylko piosenek dla dzieci. Jak ktoś tego nie wie, albo nie chce przyjąć do wiadomości, to trudno. Będę dalej robić swoje.
PAP Life: Wiele osób, kiedy wchodzi w szóstą czy siódmą dekadę życia, zaczyna się wycofywać, nie chce podejmować nowych wyzwań. Pojawiają się problemy zdrowotne, zwłaszcza kobiety czują się gorsze, mniej atrakcyjne.
M.J.: Może panią zaskoczę, ale tak mi się wydawało, kiedy byłam młodsza. Wiele kobiet, które mnie inspirują, uważało się w młodości za niewystarczające. Doświadczenie daje nam siłę. Owszem mam 65 lat, ale zrobiłam to, to i to. Uważam, że mogę być z siebie dumna. Oczywiście, widzę zmarszczki. Czasem stosuję botoks, czasem o nim zapominam. Ale patrzę na siebie z czułością, daję sobie prawo do tego, że moje ciało się zmienia. Kiedy byłam młoda, czułam się „brzydkim kaczątkiem”, nieatrakcyjna i nie dość wystarczająca, chciałam udowodnić światu, że mnie nie docenia, że potrafię więcej i chciałam, żeby mnie wszyscy lubili. Dziś mi na tym nie zależy.
PAP Life: Urszula Dudziak powiedziała kiedyś, że zaczęła żyć na własnych warunkach po menopauzie. Wcześniej spełniała cudze oczekiwania.
M.J.: Dokładnie tak. Teraz czuję się piękna i szczęśliwa. Oczywiście zadbałam o to, żeby tak się czuć. Na poczucie satysfakcji i radości trzeba sobie zapracować. Jestem też odważniejsza niż kiedyś. Przełomem był występ na Pol’and’Rock Festival, o którym wspominałam, tuż przed pandemią. Jechałam tam jak szara myszka, z obawą, że będą we mnie rzucać pomidorami. A tymczasem w mediach społecznościowych powstały grupy wsparcia typu „Majka na Woodstocku”. Na koncert przyszło prawie 100 tys. ludzi, przecierali oczy ze zdumienia, jak świetnie brzmią moje stare piosenki w nowych, rockowych aranżacjach. Nagle się okazało, że wychodzę z tej szuflady.
Od tego momentu dzieją się w moim życiu wspaniałe rzeczy. Zadebiutowałam na dużym ekranie w filmie „Pokolenie IKEA”, powstaje książka na mój temat (premiera w kwietniu - red.), miałam piękny koncert jubileuszowy na festiwalu w Sopocie, gdzie nie zapraszano mnie przez wiele lat, doszłam do półfinału „Tańca z Gwiazdami”. Kiedy ogłoszono, że będę jedną z uczestniczek tego show, pisano, że się rozsypię. Owszem, miałam kontuzję i zakażenie rany na nodze, ale wytrwałam. Nie wiem, skąd wzięłam siłę? Może to moja ambicja? Kiedy miałam 40 lat, stresowałam się, że nikt mnie nie zaprasza na Sylwestra, bo uważano, że śpiewam tylko dla dzieci. Teraz jako 65-latka od trzech lat występuję w telewizji na Sylwestra.
W tym roku dostałam propozycję tanecznego utworu, więc wróciłam na siłownię, bo trzeba mieć kondycję na scenie. Trzeba było wymyślić, jaki to ma być numer, jak go zaaranżować. Nikt za mnie tego nie zrobi. Na nocnej próbie spadłam na plecy, bo tancerz mnie nie złapał, ale podczas występu na żywo wszystko wyszło perfekt. Jako 35-latka tego nie robiłam, a teraz tak. No to jak nie kochać być seniorem? Życie zaczyna się po sześćdziesiątce.
PAP Life: Artystom jest trochę łatwiej zachować formę, bo występy na scenie czy planie filmowym zmuszają do dyscypliny.
M.J.: Ale kiedyś nie było tak, że babcia była wiodącą bohaterką w filmie. Przykład idzie ze Stanów. W Hollywood zrozumieli, że seniorzy dłużej żyją, chcą być aktywni i trzeba tworzyć filmy, w których grają główne role.
PAP Life: U nas też mamy wspaniałe przykłady aktywnych seniorek. Irena Santor ma 91 lat i wciąż występuje, Maja Komorowska dobiega 90-tki i gra w teatrze role za rolą.
M.J.: A Maryla Rodowicz? Dla mnie jest wspaniała. Wychodzi w majtkach na scenę przebrana za Beyonce i widzę, że ona nie ma takiego poczucia, że jest na coś za stara. Tak trzeba żyć. I co z tego, że niektórzy ją skrytykują, czy będą wyśmiewać. Zawsze ktoś powie, że jesteś beznadziejna, nie ma się tym, co przejmować. Jestem dziewczynką z dobrego domu i bardzo długo starałam się wszystkim podobać, wszystkim dogadzać. Teraz, gdy wzbudzam kontrowersje czy hejt, wiem, że jestem „jakaś”. Mam odwagę mówić to, co myślę, robię rzeczy, które uważam za słuszne i za to mi się dostaje. Trzeba być sobą. To jest jedna z najważniejszych i najcenniejszych rzeczy w tym świecie pełnym fejków i kłamstw.
PAP Life: Rozmawiamy na początku roku. Wyznacza pani sobie cele do zrealizowania czy raczej żyje spontanicznie?
M.J.: Wiem, że powinno się planować, najlepiej zapisać to, co się chce osiągnąć i potem po kolei odhaczać. Ale rzadko to robię i dlatego dużo rzeczy mi umyka. Oczywiście mam jakieś rzeczy zaplanowane na ten rok. Muszę pokonać lenistwo, usiąść do fortepianu i napisać dwie nowe piosenki, o co prosi mnie mój menedżer. Ale generalnie biorę życie takie, jakie jest, nie mam czasu na kalkulowanie. Przyjmuję propozycje, które do mnie spływają, jak na przykład napisanie książki o moim życiu. Będą tam historie nieznane i pewnie zostanę za nie zlinczowana w nagłówkach portali plotkarskich. Ale to jest moje życie, którego się nie wstydzę. Zawsze będzie tak, że ktoś będzie zachwycony, a ktoś napluje. Być może kogoś zainspiruję, może kogoś wzruszę, może ktoś się pośmieje. Wydaje mi się, że bycie seniorem jest fajne, dopóki jest zdrowie, dlatego trzeba o nie dbać. Marzę, żeby się nie zapaść, by jak najdłużej być aktywna i zdrowa. Bo bez zdrowia nie ma radości i optymizmu.
PAP Life: A co z miłością?
M.J.: Mam dużo miłości wokół siebie i w sercu. Nie będę się afiszować, bo nie jest mi to do niczego potrzebne. Czuję się kochana i również kocham. To miłość do rodziny, do wnuczki, która właśnie kończy cztery lata. Nie czuję się samotna. Najgorsze, co możemy zrobić sobie, to skazać się na samotność. Są seniorzy, którzy chodzą na randki, dancingi. A są tacy, którzy zamykają się w sobie i boją się nowości. Wszystko zależy od energii – jeśli emitujesz dobrą energię i masz w sobie miłość, to przyciągasz ludzi. Ja wybieram otwartość na ludzi i nowe projekty. Życie się jeszcze nie skończyło. Warto dać sobie szansę i wykorzystać tę część życia do realizacji marzeń, na które wcześniej nie było czasu lub odwagi. (PAP Life)
Rozmawiała Iza Komendołowicz
ikl/ag/ ał/
Majka Jeżowska – piosenkarka, kompozytorka. Ukończyła Akademię Muzyczną w Katowicach. Na jej debiutanckiej płycie „Jadę w świat” (1981) znalazły się takie przeboje jak „Od rana mam dobry humor” i „Najpiękniejsza w klasie”. W 1984 roku skomponowała muzykę do tekstu Agnieszki Osieckiej „A ja wolę moją mamę”, która stała się wielkim hitem. Sukces zachęcił Jeżowską do skoncentrowania się na komponowaniu piosenek dla dzieci. Ma w dorobku kilkanaście płyt, komponuje także muzykę dla innych artystów. Od sześciu lat wykonuje piosenki w rockowym wydaniu. W obecnej edycji programu „The Voice Senior” zadebiutowała w roli trenerki. Ma 65 lat, dorosłego syna i wnuczkę. W kwietniu ukaże się jej biografia.