Michał Czernecki przed premierą „Faceta z papieru”: w teatrze muszę mieć co grać
Co zrobić, gdy twoja owdowiała siostra pojawi się na rodzinnym obiedzie z tekturową planszą zamiast męża? W tej zaskakującej sytuacji znalazł się bohater, którego w spektaklu "Facet z papieru" kreuje Michał Czernecki. - Decydując się na przyjęcie roli, czy w filmie, czy w teatrze, kluczowy jest scenariusz. Dla mnie podstawowe pytanie brzmi: czy ja mam tam co grać? I tutaj jest mnóstwo do grania – mówi PAP Life Czernecki. Premiera sztuki - 5 lutego na deskach warszawskiego Garnizonu Sztuki.
Michał Czernecki od lat należy do grona najpopularniejszych polskich aktorów. Widzowie znają go z takich filmów jak „Wojna polsko-ruska”, „Kos”, „Polowanie”, „Miłość jak miód”, „Skołowani”, „Skrzyżowanie” oraz seriali „Skazana”, „Edukacja XD”, „Profilerka” i „Odwilż”. Sam aktor podkreśla jednak, że szczególne miejsce w jego zawodowym życiu zajmuje teatr.
- Scena jest dla mnie naturalnym środowiskiem. Wychowałem w teatrze i ukształtował mnie teatr. To jest mój język komunikacji z widzem, na scenie czuję się swobodnie. To jest nie do zastąpienia, bo jest na żywo. Każdy spektakl jest inny i my od widza dostajemy zwrot, jest przepływ energii. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie życia bez teatru – mówi PAP Life Michał Czernecki.
5 lutego pojawi się na scenie stołecznego Garnizonu Sztuki w premierowym spektaklu „Facet z papieru” Istvána Tasnádiego w reżyserii Leny Frankiewicz. – Gram Karola, faceta, który pozornie ma wszystko. Jest mężem i ojcem. Wydaje mi się jednak, że on do obu tych ról jeszcze trochę aspiruje. Żadnej nie wypełnia tak, jak by chciał – opowiada Czernecki.
Historia „Faceta z papieru” rozgrywa się podczas rodzinnego obiadu, który niespodziewanie staje się początkiem absurdalnej i pełnej napięć gry. – Na obiad przychodzi Ewa (Małgorzata Foremniak), siostra Karola, która miesiąc temu została wdową wraz ze swoim osieroconym synem Kubą (Antek Sztaba). Ku zaskoczeniu mojego bohatera, jego żony (Wiktoria Gorodecka/Magdalena Kumorek) i córki (Weronika Humaj), Ewa i Antek pojawiają się z tekturową planszą, która symbolizuje ich nieżyjącego członka rodziny. Ewa jest zdesperowana, zachowuje się, jak gdyby jej mąż nadal żył. Skonsternowani gospodarze nie wiedzą, jak reagować, ale podejmują swego rodzaju grę. Nikt nie spodziewa się, do jakich perypetii śmiesznych, ale i dramatycznych to zaprowadzi – streszcza fabułę Czernecki.
W inscenizacji Leny Frankiewicz absurd przeplata się z komedią, a kolejne zwroty akcji prowadzą bohaterów do konfrontacji z prawdą o sobie samych. Co się stanie, kiedy zabraknie głowy rodziny, która rządziła twardą ręką i mówiła, jak żyć? Wkrada się chaos, a niespodziewana wolność staje się dla wszystkich wyzwaniem. „Facet z papieru” opowiada o odwadze podważania schematów i świętości, tego, co „wypada” i tego co „trzeba”, o nadziei, że koniec pewnej epoki – w rodzinie czy w nas samych – może stać się początkiem czegoś nowego, chociaż bardzo boimy się i nie umiemy korzystać z odzyskanej wolności. „Bezpiecznie czujemy się wtedy, kiedy nad nami jest ktoś silniejszy” - mówi ustami Ewy autor, István Tasnádi.
– Tekst Tasnádiego daje przyczynek do opowieści, w jakim kierunku zmierza nasz świat i tego, jakiej presji - nie tylko w rodzinie, ale w świecie - podlegamy i czy się na to zgadzamy, czy nie, że zawsze mamy wybór. W jednej ze scen Ewa mówi: "Do tego prowadzi ta wielka wolność". I tutaj pojawia się uniwersalne pytanie, teraz częściej niż kiedykolwiek wcześniej zadawane: "Co w ogóle znaczy wolność, czy my tę wolność dźwigamy, czy ta wolność jest łatwa, czy trudna, czy jest dana raz na zawsze?" – zastanawia się Czernecki. I dodaje: - Wydaje mi się, że to jest spektakl o tym, że wszyscy podlegamy bardzo wielu presjom i te gry, które prowadzimy, nie wynikają z tego, że chcemy w nie grać, tylko z tego, że ktoś narzuca nam jakiś rodzaj konwencji, czy jakiś rodzaj umowy i my, mając do wyboru zgodzić się bądź nie, najczęściej z wygody, dla świętego spokoju, zgadzamy się. Ten spektakl to jest też opowieść o konformizmie – mówi Czernecki.
Aktor powiedział, że rola Karola jest dla niego wyzwaniem ze względu na konstrukcję postaci. – Tutaj motywacje bohaterów pojawiają się stopniowo. Każdy ma tutaj swoje interesy i z minuty na minutę okazuje się, jak bardzo skomplikowane są relacje pomiędzy tymi ludźmi. Myślę, że ta wielowarstwowość polega na tym, żeby jak najdłużej utrzymywać widza w takim przekonaniu, że rozkminił już, o co chodzi w tej grze, a nagle się okazuje, że totalnie nie, ponieważ chodzi o coś zupełnie innego – dodaje.
Podkreśla, że „Facet z papieru” jest jego zdaniem wyjątkowo dobrze napisaną sztuką. - Mamy po prostu świetną partyturę Istvána Tasnádiego. Decydując się na przyjęcie roli - niezależnie, czy w filmie, serialu, czy na scenie - kluczowy jest dla mnie scenariusz. To jak jest napisany determinuje naszą pracę na scenie, czy na planie zdjęciowym. Pytanie dla mnie podstawowe brzmi: czy mam tam co grać? I tutaj jest mnóstwo do grania – mówi.
Jak zauważa, tekst daje aktorom duże pole do popisu. - Ten tekst jest bardzo teatralny. On daje asumpt do tego, żeby teatralnie się wyżyć. Bardzo lubię spektakle formalne i lubię, kiedy widzowie muszą się odnaleźć w tej łamigłówce, muszą rozkminić, w co my będziemy grać i czy chcą wejść w tę grę – stwierdza.
Spektakl „Facet z papieru” będzie można zobaczyć w Garnizonie Sztuki w kolejnych dniach po premierze, a następnie w marcu. (PAP Life)
Autorka: Iza Komendołowicz
ikl/ag/ grg/