"Pyta o złą polskość, o zły katolicyzm, o rodzinę". Adaptacja „Płomieni” w Teatrze Polskim [NASZE WIDEO]
To przedstawienie pyta o złą polskość, o zły katolicyzm, o rodzinę. I czy można się wyzwolić z tego - powiedział PAP Janusz Opryński, autor adaptacji i reżyser przedstawienia „Płomienie”. Premiera na Scenie Kameralnej im. Sławomira Mrożka Teatru Polskiego w Warszawie - w czwartek.
- Spektakl „Płomienie” to adaptacja powieści „Płomienie” Stanisława Brzozowskiego, ale też wykorzystuję w nim fragment nieznanej kompletnie jego powieści „Sam wśród ludzi”. Chyba pierwszy raz w teatrze próbujemy zaadaptować tekst niezwykle ważny, z 1906 roku. Tekst, który tak naprawdę ciągle jest nieodrobioną lekcją w polskim społeczeństwie - wyjaśnił Janusz Opryński.
Reżyser zwrócił uwagę, że realizatorzy ciągle mają poczucie, że obcują z tekstem „jakby napisanym dzisiaj”. - Dla mojego pokolenia, dla teatru, który uprawiałem, czyli teatru walczącego, alternatywnego to była lektura formacyjna, z której wykorzystywaliśmy w spektaklach fragmenty. Utożsamialiśmy się z myślą Brzozowskiego, z jego postawą buntu - tłumaczył. - Ten genialny myśliciel czytający w sześciu językach, zostawił nam ciągle bardzo nowoczesne refleksje na temat naszej polskości. Uczył nas, jak się wyzwolić: z polskości „zdziecinniałej”, z polskości płytkiego katolicyzmu, wreszcie z polskości nacjonalistycznej - ocenił twórca przedstawienia.
- Trzeba też pamiętać, że Brzozowski tym tekstem wchodzi w polemikę z Dostojewskim, z „Biesami”. Nawet mamy tu fragmenty monologu Stawrogina - mówił. - Ja przypomnę, że zrobiłem „Biesy” w 2019 roku w Teatrze Na Woli. W jakiś sposób tych ludzi, te postaci, których bał się Dostojewski i uważał, że niosą straszną rzeczywistość dla świata, z kolei Brzozowski akceptował. Był nimi zachwycony - zaznaczył twórca przedstawienia.
- Tutaj wspomnę jeszcze jednego autora, szalenie ważnego. To Albert Camus i jego katechizm z „Człowieka zbuntowanego”. W tym eseju on dokonuje niejako uwznioślenia grupy rewolucjonistów z Narodnej Woli - przypomniał. - Mówi o nich jako o „delikatnych zabójcach”; o tych, którzy mieli jakieś niezwykłe morale, bo zabijając, mówili, że nie mają prawa dalej żyć. Oczywiście, to są gesty straszne - tłumaczył Janusz Opryński.
Reżyser przypomniał, że powieść Brzozowskiego zaczyna się od gestu całopalenia. - Ciągle mamy w rzeczywistości świata powtarzające się te gesty autodafe, jak choćby czyn Piotra Szczęsnego, który 19 października 2017 roku dokonał aktu samospalenia na Placu Defilad przed Pałacem Kultury i Nauki - powiedział. - Tak więc, w jakiś sposób Brzozowski znowu stawia przed nami lustro pełne intelektualnych dystynkcji, ale również po raz pierwszy upomina się o kobiety. Chce, żeby wyszły, uwolniły się spod patriarchalnej przemocy. Dlatego narratorkami naszej opowieści będą kobiety: Katia i Ola, które drukowały ulotki, rzucały bomby - wyjaśnił autor adaptacji.
- Głównym bohaterem jest Michał Kaniowski, człowiek, który się rodzi w Polsce, ale wyjeżdża na studia do Petersburga i tam trafia na niezwykły ruch intelektualny rewolucjonistów. Trochę to nasze czasy przypomina, czasy korowców, czasy bibuły. Kaniowski w Petersburgu wkracza w kółko spiskowców. To kółko jest aresztowane. W końcu wyjeżdżają do Paryża - tłumaczył reżyser. - Tam stykają się z jakimś apogeum rewolucji - dodał.
- Opowiadamy historię może smutną, ale niekoniecznie. Bo tak naprawdę Brzozowski twierdził, że człowieka można zabić, ale nie można zabić myśli - powiedział. - I z tą wiarą próbujemy dedykować to przedstawienie ludziom walczącym o wolność na całym świecie - podkreślił Janusz Opryński.
W spektaklu w scenach w petersburskiej kryjówce rewolucjonistów pojawiają się piosenki Elvisa Presleya i rock'n'rollowe hity. Pytany, czy młodzi spiskowcy nie są wzorowani na pokoleniu polskich opozycjonistów, reżyser powiedział: - To tak miało być. - Tak naprawdę chciałem jeszcze bardziej te lata 70. w Polsce przywołać. Bo to daje klucz interpretacyjny - tłumaczył. - Chciałem potraktować zespół Teatru Polskiego jako taką trupę teatralną. Bo te sceny, kiedy drukujemy ulotki i gazetki to jest odbicie naszego świata. Takiego, jakim był wtedy - wyjaśnił. - To fantastyczna literatura. Mam poczucie, że aktorzy Teatru Polskiego wskrzeszają ten tekst - ocenił Janusz Opryński.
W ascetycznej scenografii wyznaczono precyzyjnie na scenie przestrzenie: rodziny, kryjówki, więzienia i ulicy. - Taki trochę teatr alternatywny. Ale to takim tropem poszła znakomita scenografka Justyna Łagowska. Wydaje mi się, że te podpowiedzi, które dają te przestrzenie są bardzo znaczące - ocenił Janusz Opryński.
"Płomienie" na deskach warszawskiego Teatru Polskiego. Premiera w czwartek
Autorem scenariusza na podstawie „Płomieni” z fragmentami „Sam wśród ludzi” Stanisława Brzozowskiego oraz „Biesów” Fiodora Dostojewskiego i reżyserem przedstawienia jest Janusz Opryński. Za scenografię i reżyserię światła odpowiada Justyna Łagowska. Wizualizacje - Tomasz Michalczewski. Muzyka - Rafał Rozmus. Ruch sceniczny opracował Tomasz Jan Wygoda.
Występują: Irmina Liszkowska (Katia), Dorota Bzdyla (Ola), Katarzyna Lis (Wiera), Ewa Domańska (Matka), Modest Ruciński (Michał Kaniowski), Szymon Kuśmider (Ksiądz Rotuła), Paweł Krucz (Sołowiow), Sławomir Grzymkowski (Goldberg), Maksymilian Rogacki (Breneisen), Krystian Modzelewski (Nieczajew) i Andrzej Seweryn (Ojciec – nagranie wideo).
Premiera „Płomieni” - 29 stycznia o godz. 19.30 na Scenie Kameralnej im. Sławomira Mrożka Teatru Polskiego w Warszawie. Kolejne przedstawienia - 30 i 31 stycznia.
Grzegorz Janikowski (PAP)
gj/ dki/ ał/