"Russkij idi nac...j!". Protest przed siedzibą Toruńskich Zakładów Materiałów Opatrunkowych

2022-03-23 12:36 aktualizacja: 2022-03-23, 18:50
czestnicy pikiety przed siedzibą Toruńskich Zakładów Materiałów Opatrunkowych, 23 bm. Protest miał na celu nakłonienie władz spółki do zaprzestania lub zawieszenia produkcji w Rosji. Fot. PAP/Tytus Żmijewski
czestnicy pikiety przed siedzibą Toruńskich Zakładów Materiałów Opatrunkowych, 23 bm. Protest miał na celu nakłonienie władz spółki do zaprzestania lub zawieszenia produkcji w Rosji. Fot. PAP/Tytus Żmijewski
"Wygląda na to, że oni wybierają pieniądze w zamian za życie ludzi" - mówiła Oksana z Kijowa podczas protestu przed siedzibą Toruńskich Zakładów Materiałów Opatrunkowych. Dodała, że ona i inni ludzie chcą usłyszeć odpowiedź na pytanie, „po której stronie ta firma jest" pozostając ze swoim biznesem w Rosji.

"Russkij idi nac..j" - tymi słowami z megafonu rozpoczął się w Toruniu protest społeczników i uchodźców z Ukrainy przed siedzibą Toruńskich Zakładów Materiałów Opatrunkowych. Zgromadził kilkadziesiąt osób, które domagały się - po miesiącu od agresji Rosji na Ukrainę - aby toruńska firma wycofała się "wreszcie" z działalności w państwie wywołującym wojnę.

Oksana z Kijowa mówiła, iż "w głowie się nie mieści, że firma, która jest tutaj nie rozumie, co się dzieje, bądź udaje, że nie rozumie".

"Ukraińcy teraz bronią nie tylko naszego państwa, ale znacznie większej części świata. Chcemy usłyszeć konkretną odpowiedź na pytanie, po której stronie oni (TZMO - przyp. PAP) są i dlaczego niemożliwe jest zamknięcie ich firmy w Rosji. Bo przecież jest to możliwe" - mówiła ze łzami w oczach.

Dodała, że duże firmy znalazły sposób, aby zamknąć swoje biznesy w Rosji i "dlatego jest to możliwe".

"Oni stracili dużo pieniędzy, ale nie stracili godności" - podkreśliła. Pytana przez PAP, co czuła, gdy wyszli do protestujących przedstawiciele TZMO - z prezesem firmy na czele - tłumacząc się ze swojej dotychczasowej postawy w obliczu wojny wywołanej przez Rosję na Ukrainie, odpowiedziała, że "czuła te same uczucia, gdy Putin powiedział, że on nie atakował Ukrainy".

"Chcemy się zwrócić do zarządu tej firmy. Wygląda na to, że oni wybierają pieniądze w zamian za życie ludzi, że oni sponsorują zabijanie ludzi" - powiedziała Ukrainka.

Kobiety z Kijowa, ale także inni uczestnicy protestu - w mniej lub bardziej wybrednych słowach - dyskutowali z prezesem firmy, a także innymi przedstawicielami TZMO.

"Zmienił się świat, zmienił się biznes, my też zupełnie inaczej żyjemy" - mówił prezes TZMO Jarosław Józefowicz.

Podkreślił, że jego firma "jest na Ukrainie i każdego dnia pomaga". "My jesteśmy obecni od ponad 20 lat na tym rynku (rosyjskim - PAP) i produkujemy produkty dla kobiet, kobiet i jeszcze raz kobiet, dzieci. (...) Produkcja higieny kobiecej, dla dzieci nie jest przecież dla Putina. To jest dla tego, żeby ci ludzie normalnie żyli" - mówił Józefowicz.

Protestujący zwracali uwagę właśnie na to, że tego "normalnego" życia trzeba w jakiejś mierze pozbawić rosyjskie społeczeństwo, aby zbuntowało się przeciwko polityce swojego prezydenta.

Były wicemarszałek Senatu Jan Wyrowiński, który był obecny na proteście, zwracał uwagę m.in. na etyczny wymiar działalności biznesowej w obliczu zbrodni popełnianych przez Rosję na Ukrainie.

"Mamy taką sytuację, że na Ukrainie giną dzieci, giną ludzie. (...) Biznes w Rosji w tej chwili jest biznesem nie tylko ogromnego ryzyka finansowego, ale także moralnego ryzyka" - dodał Wyrowiński.

Uzyskał od prezesa TZMO zapewnienie, że do wieczora otrzyma kolejny komunikat firmy związany z jej działalnością na rynku rosyjskim.

Ostatni z komunikatów przedsiębiorstwa został wydany w noc poprzedzającą manifestację w Toruniu.

"Nasze fabryki zarówno w Ukrainie, jak i w Rosji, otwieraliśmy w 2003 r. Był to dla nas oczywisty, strategiczny ruch, ponieważ byliśmy zorganizowani ze sprzedażą na tych rynkach znacznie wcześniej i bardzo chcieliśmy się rozwijać. Chcieliśmy, by nasze produkty były dostępne dla rodzin na całym świecie. Możemy powiedzieć, że nam się to udało. 24 lutego 2022 r. sytuacja zmieniła się diametralnie. Od początku wybuchu wojny priorytetem dla TZMO było i jest bezpieczeństwo naszego zespołu. Niezwłocznie zawiesiliśmy działalność produkcyjną w Ukrainie. Skupiliśmy się na jak najszybszej pomocy naszym pracownikom i na sprowadzeniu ich do Polski. Nie zaprzestaliśmy jednak dostarczać podstawowych środków higienicznych na terenie Ukrainy, choć nie jest to łatwe. Podjęliśmy też działania pomocowe w Polsce. Zawarliśmy umowę z Polskim Czerwonym Krzyżem i przekazaliśmy darowiznę pieniężną na pomoc humanitarną osobom potrzebującym z Ukrainy. W ramach pomocy ofiarom wojny dokonujemy też wielu darowizn rzeczowych w postaci naszych produktów" - napisano w komunikacie.

Dodano m.in., że "dziś na terenie Rosji znajdują się dwie nasze fabryki oraz centra logistyczne. To polski majątek Grupy TZMO. Chcemy, żeby dalej tak było. Na ile to możliwe, chronimy znajdujące się tam wiedzę i technologie. Liczymy na to, że za chwilę świat stanie się lepszy".

Zgromadzeni na proteście krytykowali tak zachowawczą postawę firmy i domagali się jej natychmiastowego wycofania z Rosji.

"Jest wojna światowa. Ona już jest, ona jest chłodna, ale światowa. Żeby działać i tam i tam w trakcie światowej wojny? Chyba nie ma takiego sposobu. (...) Pytam się, jako Ukrainiec mieszkający w Toruniu, czy ten zakład jest po stronie agresora Putina, czy po stronie Polski, po stronie Ukrainy, tak jak wy, którzy tu stoicie" - mówił Andrii Bondarenko z Fundacji Wspierania i Rozwoju Studentów "International League". W tle słychać było głos z megafonu "Russkij idi nac...j". (PAP)

Autor: Tomasz Więcławski

js/