Gowin o deklaracji LGBT+: nie będziemy biernie patrzeć, jak próbuje się ograniczać prawa rodziców

2019-03-15, 10:49 aktualizacja: 2019-03-15, 10:57
Wicepremier Jarosław Gowin. Fot. PAP/Tytus Żmijewski
Wicepremier Jarosław Gowin. Fot. PAP/Tytus Żmijewski
Jeżeli ktoś sądzi, że Zjednoczona Prawica, będzie biernie patrzeć, jak próbuje się ograniczać prawa rodziców, to jest w głębokim błędzie - podkreślił wicepremier Jarosław Gowin, pytany o tzw. deklarację LGBT+. O tym, jakie treści są w szkołach, decyduje państwo - podkreślił.

W połowie lutego prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski podpisał dokument "Warszawska polityka miejska na rzecz społeczności LGBT+", tzw. deklarację LGBT+.

Dokument zakłada działania w takich obszarach, jak: bezpieczeństwo, edukacja, kultura i sport, administracja, a także praca. W dziedzinie edukacji w deklaracji zapowiedziano m.in. wprowadzenie edukacji antydyskryminacyjnej i seksualnej w każdej szkole, uwzględniającej kwestie tożsamości psychoseksualnej i identyfikacji płciowej, zgodnej ze standardami i wytycznymi Światowej Organizacji Zdrowia (WHO).

Gowin pytany na antenie radiowej Trójki, czy politycy Zjednoczonej Prawicy będą nadal domagać się od prezydenta Warszawy wycofania się z deklaracji LGBT+, odpowiedział: "tu nie chodzi o polityków Zjednoczonej Prawicy, chodzi o rodziców".

"My, czyli Zjednoczona Prawica, opowiadamy się za prawem do wolności, opowiadamy się za tym, żeby szkoła nie była obszarem, w którym się indoktrynuje dzieci w duchu takiej czy innej ideologii. Mniejsza o to, jaka to jest ideologia" - zaznaczył Gowin.

Zauważył, że "są też bardzo przykre i pouczające doświadczenia krajów Europy Zachodniej, gdzie tego typu indoktrynacja na początku zaczyna się właśnie w takim duchu akceptacji dla wolności rodzin i rodziców, a potem bardzo szybko przybiera postać indoktrynacji przymusowej".

Na pytanie, czy rzeczywiście sprawa zasługuje na to, żeby być jednym z głównych tematów debaty przedwyborczej, odpowiedział: "to nie my ten temat wywołaliśmy, wywołali go przedstawiciele Koalicji Europejskiej, wywołał go pan prezydent Rafał Trzaskowski".

"My reagujemy, bo jesteśmy obozem wolności, jesteśmy środowiskiem ludzi, którzy uważają, że w sprawach wychowania głos decydujący powinien należeć do rodziców. Uważamy też, że debata polityczna, zwłaszcza dzisiaj w Polsce, powinna być toczona wokół takich spraw, jak gospodarka, jak programy społeczne, jak wspieranie rodziny, jak dalsze perspektywy rozwojowe, innowacje, badania i rozwój, a nie wokół takiej czy innej ideologii i sporów światopoglądowych" - zaznaczył szef MNiSW.

Zaznaczył, że "jeżeli ktoś sądzi, że Zjednoczona Prawica, jeżeli ktoś sądzi, że moja partia - Porozumienie, że my będziemy biernie patrzeć, jak próbuje się ograniczać prawa rodziców, to jest w głębokim błędzie".

Dopytywany, co politycy mogą zrobić, oprócz tego, żeby podnosić ten temat, odpowiedział, że w czwartek "na terenie całej Polski młodzi działacze Porozumienia podjęli oddolną inicjatywę, naprawdę nie konsultowaną ze mną, aby w poszczególnych samorządach czy poszczególnych społecznościach, zbierać podpisy pod projektem uchwał samorządowych podkreślających prawo rodziców do decydowania o tym, w jakim duchu mają być wychowywane ich dzieci".

Przypomniał, że o tym "jakie treści programowe są w szkołach, decydują nie poszczególne samorządy, to nie prezydent, czy wiceprezydent Warszawy, który dzisiaj już w wywiadzie mówi, że następnym krokiem będzie przyznanie parom homoseksualnym prawa do adopcji dzieci, to nie oni będą decydować o tym, czego i w jaki sposób naucza się polskich dzieci, od tego jest polskie państwo".

autor: Katarzyna Krzykowska

ksi/ hgt/